Niemowlę miało problemy z oddychaniem, a szpital odsyłał je do domu. Po tygodniu zmarło

2021-12-04 20:11
Dziecko, choroba
Autor: SHUTTERSTOCK Dziecko, choroba

Kiedy Anya i Liam ponownie zostali rodzicami, byli bardzo szczęśliwi. Ich zadowolenie przy narodzinach drugiego dziecka wynikało z faktu, iż w pandemii na świat przyszedł zdrowy chłopiec. Młodzi rodzice niestety nie cieszyli się długo. Już w połowie listopada stan chłopca drastycznie się pogorszył. W związku z problemami oddechowymi młodego Tommy’ego, pogotowie ratunkowe interweniowało dwukrotnie. Mimo to, szpital odsyłał go do domu. Chłopiec po tygodniu zmarł.

Anya i Liam Hayes z Torquay (Wielka Brytania) – rodzice 16-miesięcznej Bonnie i dwumiesięcznego Tommy’ego przeżyli prawdziwy koszmar. W czasie trwania pandemii udało im się doczekać drugiego, całkowicie zdrowego dziecka, co wtedy wzbudziło w nich ogromną radość. Niestety, już w połowie listopada wszystko się zmieniło. Tommy’ego dopadło przeziębienie, przez co z trudem oddychał. Jego rodzice wezwali więc pogotowie ratunkowe. "Anya zauważyła, że kiedy oddychał, to było tak, jakby próbował wziąć kilka oddechów naraz […] Pediatra w szpitalu Torbay zdiagnozował u niego zapalenie oskrzelików i powiedział, że na szczęście wychwyciliśmy to wystarczająco wcześnie. Ze względu na to, że Tommy zasnął, odesłali go z powrotem do domu, zaznaczając, że jeśli będzie gorzej, dadzą mu tlen" – mówi Liam.

W czwartek 18 listopada stan niemowlaka pogorszył się. Anya nagrała jego próby złapania oddechu, aby zrelacjonować sytuację nieobecnemu w domu mężowi. Wtedy ponownie wezwali oni służby ratunkowe. "W tym momencie Tommy już bardzo rzęził, a jego oddech był bardzo szybki" – mówi Liam. Ratownicy, którzy stawili się w domu rodziny Tommy’ego, bez wahania zabrali chłopca wraz z mamą na oddział ratunkowy. "Zbadali go w momencie, gdy jego oddech już się uspokoił, ponieważ spał. Kiedy był przytomny, jego oddech był bardzo szybki, jakby nie mógł złapać powietrza […] Lekarze stwierdzili, że nic się nie dzieje i wysłali go z powrotem do domu" – relacjonuje Anya.

Następnie 21 listopada, w niedzielę, Tommy obudził się w okolicach godziny ósmej rano, wypił butelkę mleka i ponownie zasnął. Liam był w pracy, a Anya odsypiała ostatnie stresujące dni. Dziećmi opiekowała się kuzynka Liama. Trzy godziny później, matka Tommy’ego obudziła się i postanowiła niezwłocznie sprawdzić, czy z jej synem wszystko w porządku. Niestety, nie była ona w stanie obudzić dziecka. "Wpadła w panikę, złapała go, położyła na łóżku i zadzwoniła do mamy. Nie wiedziała, co robić i pocierała jego brzuch. Nasza sąsiadka jest pielęgniarką i kiedy kuzynka po nią pobiegła, przyszła i natychmiast wykonała mu resuscytację krążeniowo-oddechową" – mówi Liam.

Kiedy na miejsce przyjechali ratownicy, kuzynka Liama rozmawiała z nim przez telefon, aby ten mógł słyszeć, jak medycy walczą o życie jego synka. Niestety kilka minut później, jeden z ratowników przejął telefon i poinformował ojca, że nie udało się im uratować małego Tommy’ego. "Dwukrotnie został zabrany do szpitala przez ratowników medycznych, a szpital odesłał go do domu, bo spał. Powinni byli go dłużej trzymać i obudzić. Nie podano mu żadnych leków, inhalatora ani tlenu, mieliśmy tylko ulotkę. Policja zadawała nam mnóstwo pytań, ale my tak samo oczekujemy odpowiedzi. Niestety szpital nie poczuwa się do odpowiedzialności" – mówi zrozpaczony ojciec.

Źródło: parenting.pl

Sonda
Czy lekarze w tej sytuacji mogli zrobić więcej?
Wypadek w kopani Bielszowice
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE