Iran, wspierany przez potęgi z Pekinu i Moskwy, rozpoczął wspólne ćwiczenia Pas Bezpieczeństwa Morskiego 2026. Na wodach Cieśniny Ormuz zaroiło się od okrętów wojennych. To bezpośrednia i mocna odpowiedź na koncentrację amerykańskich sił morskich i lotniczych w tym regionie.
Pekin nie bawi się w półśrodki. Na manewry wysłano jednostki prosto z bazy w Dżibuti, wchodzące w skład 48. Flotylli. Uwagę ekspertów przykuwa zwłaszcza niszczyciel rakietowy Tangshan, naszpikowany nowoczesnymi radarami. Co to oznacza w praktyce? Jak ocenia portal DefenceSecurityAsia, obecność tak zaawansowanego sprzętu dowodzi, że Chiny są gotowe do prowadzenia długotrwałych operacji z dala od własnych baz. Chińskiej armadzie towarzyszą również fregata Daqing oraz okręt zaopatrzeniowy Taihu.
Swoją obecność zaznaczyła również Rosja, wysyłając fregatę Marszałek Szaposznikow w asyście tankowca. Gospodarze nie pozostają dłużni – Iran wystawił do gry zarówno okręty marynarki wojennej, jak i jednostki Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Na wodach pojawiły się fregaty, korwety i szybkie kutry z pociskami przeciwokrętowymi. Czy to pokaz jedności przeciwko Zachodowi?
Co ciekawe, te manewry miały odbyć się dopiero w marcu. Dlaczego Teheran zdecydował się na tak nagły ruch? Decyzja o przyspieszeniu operacji zapadła w związku z niezwykle napiętą sytuacją w Zatoce Perskiej. Stany Zjednoczone nie próżnowały, gromadząc w regionie olbrzymią flotę, w tym dwa lotniskowce z niszczycielami. Atmosfera jest tak gęsta, że wspólne ćwiczenia mocarstw poprzedziły poniedziałkowe manewry Irańczyków z użyciem ostrej amunicji.
Współpraca wojskowa na tej linii nie jest nowością. Pierwszy raz Pas Bezpieczeństwa Morskiego zorganizowano w 2019 roku i od tamtej pory odbył się już siedem razy. Zaledwie w styczniu floty tych trzech państw, wspierane przez RPA, ćwiczyły pod szyldem bloku BRICS. Jednak obecna skala i pośpiech dają do myślenia.
Dlaczego oczy całego świata zwrócone są właśnie na to miejsce? Cieśnina Ormuz to wąskie gardło globalnej gospodarki i jedyne wyjście z Zatoki Perskiej na otwarty ocean. Gra toczy się o gigantyczne pieniądze i bezpieczeństwo energetyczne. Eksperci wyliczają, że przechodzi tamtędy około jedna czwarta światowej produkcji ropy i gazu LNG. Każda iskra w tym rejonie może doprowadzić do wybuchu na rynkach paliw.