Wrócił po koty i zginął w pożarze. Tragiczna historia z ogarniętej pożarami Hiszpanii
Co najmniej 12 osób zginęło w wyniku ogromnych pożarów, które w ostatnich dniach przeszły przez prowincję Almeria na południu Hiszpanii, niemal wszyscy to turyści zagraniczni. Ta informacja kilka dni temu obiegła świat. Ludzie próbowali uciekać samochodami, ale zostali otoczeni przez płomienie. Dziś krewni ofiar mówią w mediach, że tak naprawdę nikt nie podawał nikomu żadnych informacji o bezpiecznych drogach ewakuacji i chaos informacyjny doprowadził do tragedii. Ogień zniszczył tysiące hektarów lasów i terenów rolniczych. Setki mieszkańców zostały ewakuowane, a służby nadal przeszukują spalone tereny w poszukiwaniu kolejnych ofiar. Jedną z najbardziej poruszających historii jest śmierć Brytyjczyka, który wrócił do domu, aby uratować koty.
"Miał już koty, ale utknął w samochodzie. Rozmawiali jeszcze przez kilka ostatnich minut. Tak to się skończyło"
Jak relacjonuje The Times, powołując się na znajomą ofiary, mężczyzna zdążył zabrać zwierzęta, ale podczas próby ucieczki jego samochód został otoczony przez płomienie. Do ostatnich chwil pozostawał w kontakcie telefonicznym z żoną. O tragedii opowiedziała Penelope Howe, Brytyjka mieszkająca w pobliżu miejscowości Bedar, jednej z najbardziej zniszczonych przez pożar. – Rozmawiała z nim przez telefon. W pewnym momencie powiedział, że musi się zatrzymać. Miał już koty, ale utknął w samochodzie. Rozmawiali jeszcze przez kilka ostatnich minut. Tak to się skończyło – powiedziała kobieta w rozmowie z The Times.
Rodziny ofiar oskarżają władze, hiszpańskie służby odrzucają zarzuty
Według lokalnych władz wśród ofiar jest wielu cudzoziemców, którzy od lat mieszkali w tej części Hiszpanii. Wśród zabitych są między innymi Brytyjczycy i Belgowie. Po tragedii pojawiły się pytania o przebieg ewakuacji. Syn jednego z belgijskich biznesmenów, który zginął w pożarze razem z siedmioma innymi osobami, powiedział, że jego ojciec nie otrzymał żadnego ostrzeżenia. Jak relacjonował, mieszkańcy zaczęli uciekać dopiero wtedy, gdy płomienie były już bardzo blisko. Hiszpańskie służby nie zgadzają się z tymi zarzutami. Twierdzą, że mieszkańcy byli informowani telefonicznie oraz przez policjantów i przedstawicieli lokalnych władz. W zależności od sytuacji jedni otrzymywali polecenie ewakuacji, a inni mieli pozostać w domach, ponieważ warunki w poszczególnych miejscach były różne. Burmistrz miejscowości Bedar Angel Collado zapewnił, że osobiście namawiał grupę mieszkańców, w której znajdował się belgijski przedsiębiorca, aby schronili się w bezpiecznym miejscu. Strażakom udało się opanować pożar po kilku dniach walki z ogniem. Władze Andaluzji poinformowały, że sytuacja jest już stabilna, a około tysiąc ewakuowanych mieszkańców wkrótce będzie mogło wrócić do swoich domów. Pożar zniszczył około 6,6 tys. hektarów terenu. Spłonęły domy, samochody i duże obszary lasów. Na miejscu wciąż pracują ratownicy i policjanci, którzy sprawdzają pogorzelisko. Dopiero po zakończeniu tych działań będzie można potwierdzić ostateczną liczbę ofiar. Dziś zniszczone tereny ma odwiedzić premier Hiszpanii Pedro Sánchez.