Zginęła w zamachu w Belgii. Spoczęła na rodzinnym cmentarzu

2016-04-06 4:00 woź

Janina Panasewicz (+61 l.) zginęła straszliwą śmiercią, kiedy bomby terrorystów rozerwały na strzępy wagonik metra w Brukseli. Jej życie zakończyło się daleko od domu, w zamachach z 22 marca. Ostatnią drogę odbyła wczoraj, kiedy została pochowana na cmentarzu w rodzinnym Węgrowie. Była jedną z 32 ofiar zamachu w Belgii.

- To była wspaniała kobieta, która miała jeszcze wiele planów do zrealizowania. Nie dane jej było jednak dalej żyć i cieszyć się rodziną, bo na jej drodze stanęli zamachowcy - mówi wczoraj w węgrowskiej bazylice ksiądz proboszcz Leszek Gardziński.

Co więc się stało, że tego tragicznego, marcowego poranka znalazła się tak daleko od domu? W Brukseli pani Janina odwiedzała córkę mieszkającą w Belgii na stałe. Wkrótce miała wracać do Węgrowa, gdzie czekał na nią mąż.

Niestety, wsiadła do wagonu metra, który eksplodował na stacji Maalbeek. Długo nie było pewne, co się z nią stało. Jej ciało było niemożliwe do zidentyfikowania. Pełna nadziei rodzina długo szukała jakiejś informacji, na próżno...

Wczoraj w rodzinnych stronach żegnali ją bliscy, przyjaciele, nawet zwykli mieszkańcy miasta. Na jej pożegnanie zagrał też zespół ludowy Węgrowiacy, w którym grał na perkusji jej małżonek.

Zobacz: Będą KOLEJNE zamachy w Belgii?! Premier ostrzega