Sąd zdecydował

Wyrzucili go z parkingu, to podpalił Castoramę. Tomasz B. nie trafi do więzienia

2024-02-08 11:47

Tomasz B. podpalił parking podziemny pod Castoramą w Zielonej Górze. Miała to być zemsta za to, że został z niego usunięty przez ochronę. Mężczyzna do więzienia jednak nie trafi.

Zielona Góra. Sąd zdecydował o losie podpalacza Castoramy 

Ogromny pożar w Castoramie w Zielonej Górze wybuchł w środę, 26 kwietnia 2023 roku. Po godz. 23 z podziemnego garażu zaczął wydobywać się kłęby gęstego, czarnego dymu. Czuć go było w wielu częściach miasta. Okazało się, że w magazynie w podziemnym parkingu paliły się materiały budowlane, w tym styropian. Strażacy z ciężkim pożarem walczyli całą noc. – Tam było jak w piekle – mówili strażacy o akcji gaśniczej. Potem bardzo długo trwało dogaszanie pogorzeliska. Część parkingu do dziś jest zamknięta.

Śledczy szybko ustalili, że w Castoramie doszło do podpalenia. Sprawca wykorzystał najprawdopodobniej łatwopalną substancję, którą rozlał na składowany w podziemnym magazynie towar.

Po kilku dniach, 1 maja, policyjni wywiadowcy zatrzymali 39-letniego bezdomnego zielonogórzanina. Tomasz B. usłyszał 3 zarzuty sprowadzenia niebezpieczeństwa pożaru i uszkodzenia mienia znacznej wartości. 40-latkowi groziła za to kara do 10 lat więzienia.

Zielonogórski sąd rejonowy zastosował wobec niego areszt tymczasowy na trzy miesiące. Straty spowodowane przez mężczyznę oszacowano na co najmniej milion złotych.

Podczas procesu bardzo ważne były opnie biegłych z zakresu psychiatrii. Tomasz B. choruje bowiem na schizofrenię paranoidalną. Ma również paranoje. Jak uznała biegła, może dopuścić się w przyszłości czyny znacznie bardziej niebezpiecznego, który zagrozi zdrowi oraz życiu ludzi.

Podpalenia Castoramy dokonał w akcie zemsty po tym, jak personel wyrzucił go z podziemnego parkingu. Ze względu na ciężką chorobę psychiczną nie był jednak w stanie pokierować swoim działaniem.

- Sąd Rejonowy w Zielonej Górze umorzył postępowanie karne wobec mojego klienta, uznając, że z uwagi na chorobę psychiczną, nie mógł w czasie czynu rozpoznać jego znaczenia – mówi mecenas Piotr Majchrzak, obrońca Tomasza B.

Sąd uznał, że Tomasz B. trafi do zamkniętego zakładu psychiatrycznego. Tam będzie leczony. Co pół roku będzie badany. Po wynikach badań sąd zadecyduje, czy Tomasz B. będzie mógł wyjść z zakładu psychiatrycznego na wolność.

- Po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem podejmę decyzję co do środka odwoławczego. Wiem jedno, że podejrzany musi poddać się leczeniu i terapii, bo tylko w ten sposób ma szansę w przyszłości na funkcjonowanie w społeczeństwie – dodaje mecenas Majchrzak.

Samochód przejechał dziewczynkę na parkingu przed szkołą