Prokuratura zamknęła sprawę, ABW nadal węszy

2009-05-08 17:50

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego postanowiła wrócić do sprawy, której nie udało się wyjaśnić ani policji, ani prokuraturze. Chodzi o głośną sprawę tzw. gejobombera, czyli autora największego w historii fałszywego alarmu bombowego w stolicy.

Oficjalnie śledztwo umorzono ponad rok temu z powodu nie wykrycia sprawcy, ale to wcale nie zniechęca agentów ABW, którzy od nowa wertują setki stron akt, aby trafić na trop sprawców. - Akta zostały wypożyczone przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego - potwierdza Mateusz Martyniuk, rzecznik prasowy stołecznej prokuratury okręgowej.

Oficjalnie Agencja nie chce się wypowiadać na ten temat - pisze serwis tvp.info.

Przypomnijmy, 20 października 2005 r., na trzy dni przed II turą wyborów prezydenckich centrum Warszawy sparaliżowały informacje o tajemniczych pakunkach znajdowanych m.in. na przystankach tramwajowych, w metrze i przy kluczowych rondach. Miasto stanęło w gigantycznych korkach.

W sumie policja znalazła 14 paczek w których znajdowały się profesjonalnie przygotowane atrapy bomb.

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że w śledztwie przesłuchano m.in. Adama Bielana i Michała Kamińskiego, spin doktorów PiS. Niewykluczone, że miało to związek z plotkami, jakoby cała akcja była prowokacją mającą pomóc Lechowi Kaczyńskiemu w II turze wyborów.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki