Damian Drobik, p.o. dyrektora Centralnego Ośrodka Sportu, oraz jego podwładny ...
Poniedziałek, kilka minut po godzinie 11. W mieszkaniu pani Danuty rozdzwania się faks informujący o nowej wiadomości. Kobieta podchodzi do maszyny, czyta, kto do niej pisze i... przeciera oczy ze zdumienia. Wiadomość zaczyna się od słów "Pan Jacek Cichocki, Minister Spraw Wewnętrznych", a na dole odręczny podpis minister sportu Joanny Muchy. Wiadomość bardzo ważna, bo dotyczy stanu bezpieczeństwa na Euro 2012, za które minister Mucha odpowiada osobiście.
Pani Danuta myślała, że to jakieś żarty. Ale zaraz przyszedł kolejny faks z Ministerstwa Sportu, tym razem adresowany do marszałek Sejmu Ewy Kopacz (56 l.). Był to załącznik do pierwszej wiadomości.
- Jaki oni tam mają bałagan, skoro wysyłają poufne wiadomości, nie sprawdzając dobrze numeru? - zastanawia się pani Danuta. - Wynika z tego, że nasza pani minister kompletnie nie orientuje się w powierzonych jej zadaniach - zauważa kobieta.
Wybrane komentarze


- nikt 19.02.2012, 20:02
Kopacz jest marszałkiem Sejmu. Obudź się krzykaczu.
- sabina 23.02.2012, 16:03
Polacy od zawsze narzekają na służbę zdrowia ( i nie tylko, również na biurokrację, na szkolnictwo) ale każda próba reform napotyka na opór materii.
Najmniej zainteresowani zmianami są ci, którzy tkwią w tym wszystkim i bojkotują zmiany, aby tylko nie stracić jakichś przywilejów, czy nie zawsze legalnych dochodów.
Pozdrowienia dla p. Ewy Kopacz. Ile musiała znieść ataków, nawet rzecznik praw obywatelskich chyba na zamówienie zachorował, żeby krzyczeć na Kopacz, że go wpędzi do grobu, nie kupując szczepionek.
Tylko dzięki jej determinacji służba zdrowia nie straciła milionów złotych.
Przypomnijcie sobie ataki na prez. Komorowskiego, a teraz chyba cieszy się największym zaufaniem.
Teraz jest podobnie z p. Muchą. Ta ma jeszcze trudniej, bo jest kobietą.
Podobnego zdania jest dr Zbigniew Siemiątkowski (56 l.), były minister spraw wewnętrznych i szef Agencji Wywiadu. - Jestem zdumiony tą sytuacją. Nie spotkałem się jeszcze z czymś takim, żeby korespondować z ministrem za pomocą faksu. Uważam, że jest to sposób nie tylko archaiczny, ale i mało bezpieczny - mówi.
Sprawdziliśmy numer, z którego nadano dokumenty, to faks biura dyrektora generalnego w ministerstwie Muchy.
O wpadce poinformowaliśmy Ministerstwo Sportu. - Bardzo dokładnie wyjaśnimy tę sprawę. Doświadczenie podpowiada mi, że przyczyna może być prozaiczna - po prostu któryś z urzędników pomylił się w czasie wybierania numeru - mówi nam Paweł Wiśniewski, rzecznik Ministerstwa Sportu. I dodaje, że zostanie w tej sprawie wszczęte dochodzenie.




