Mściwy kucharz zastrzelił sołtysa. "Idź, zobacz, jak wygląda twój tatuś"

2026-08-08 5:25

Ta zbrodnia wstrząsnęła niewielką, spokojną Zbrzą położoną niedaleko Kielc. 61-letni Jan Sz., wieloletni, szanowany sołtys i prezes lokalnej Ochotniczej Straży Pożarnej, został zamordowany na progu własnego domu. Za zabójstwem przypominającym egzekucję, stał porywczy, mściwy kucharz.

Ceniony sołtys został zamordowany. Tragedia niedaleko Kielc

Jan Sz. był ważną postacią dla lokalnej społeczności. - Dusza człowiek, mądry, dobry i bardzo uczciwy - mówił w rozmowie z „Super Expressem” mieszkaniec wsi. - Angażował się we wszelkie inicjatywy - od lokalnych festynów po akcje ratownicze. Przez lata pracował w pobliskiej kopalni, a gdy choroba zmusiła go do zmiany planów życiowych, całą swoją energię poświęcił sprawom wsi oraz straży pożarnej.

Dumnie nosił strażacki mundur, był sołtysem już szóstą kadencję. - Niedawno pokonał chorobę nowotworową 0 opisywał sąsiad. Sołtys mieszkał z żoną, dziećmi, wnukami i prowadził spokojne, rodzinne życie. Nikt w najczarniejszych scenariuszach nie przypuszczał, że zostanie ono nagle i okrutnie przerwane przez człowieka, którego dobrze znał.

9 lipca 2020 r. zastrzelił go Leszek G. (+57 l.), także mieszkaniec Zbrzy, znany w okolicy kucharz. Żeby zrozumieć motyw jego działania, należy cofnąć się kilka dni.W sobotę jeden z mieszkańców wsi zauważył, że ktoś kradnie drewno z lasu. Na jego widok złodziej rzucił się do ucieczki. - To było nasza wspólna własność, od razu zadzwoniłem do sołtysa - opowiada świadek kradzieży. Jak nam się udało ustalić, sołtys szybko zaalarmował policję. - Funkcjonariusze kazali zabrać to drewno z lasu na nasze podwórko - opowiada pan Michał, syn sołtysa. Złodziejem okazał się Leszek G. kucharz i kelner z tej samej miejscowości. Jak określają mieszkańcy to „typ spod ciemnej gwiazdy”. Wszyscy wiedzieli, że fascynuje się bronią i jest porywczy.

Cztery dni po kradzieży, w środę, uzbrojony Leszek G . wszedł do domu sołtysa. Nie zapukał, nie powiedział "dzień dobry", tylko bez słowa skierował swoje kroki do pokoju w którym przebywał gospodarz. Wyciągnął broń i wycelował w zaskoczonego mężczyznę. Oddał trzy strzały.

Ranny Jan Sz. zdążył jeszcze chwycić telefon i wykręcić numer alarmowy. Próbował uciekać. Leszek G. dopadł do przed domem, znowu pociągnął za spust. - Kula trafiła tatę w potylicę i wyleciała nosem - opowiadał nam wstrząśnięty syn. Potem morderca wrócił do budynku. Na schodach spotkał przerażoną córkę sołtysa z małymi dziećmi. Wycelował w nich broń, a do kobiety powiedział: "Idź, zobacz, jak wygląda twój tatuś". Po tych słowach wyszedł. Jan Sz. skonał na rękach córki.

Obława za sprawcą i tragiczny finał

Za uzbrojonym kucharzem ruszyła policyjna obława. Ogłoszono alarm dla funkcjonariuszy z całego powiatu kieleckiego, rejon gminy Morawica był skrupulatnie przeczesywany. Przez kilkanaście godzin mieszkańcy Zbrzy żyli w ogromnym strachu. Akcja policyjna zakończyła następnego dnia. Osaczony przez mundurowych Leszek G. wrócił na swoją posesję i tam popełnił samobójstwo - najpierw postrzelił się w nogę, a następnie oddał śmiertelny strzał w głowę.

Z powodu śmierci podejrzanego Prokuratura Rejonowa Kielce-Zachód umorzyła śledztwo. Choć formalnie sprawa została zamknięta, dla mieszkańców Zbrzy rany nigdy w pełni się nie zagoiły. Dzisiaj, po sześciu latach od tamtych krwawych wydarzeń, pamięć o Janie Sz. pozostaje wciąż żywa. Sąsiedzi, znajomi, druhowie z OSP wspominają swojego lidera, który zginął w tak bezsensowny sposób. Zbrodnia przypomina im, jak niszczycielska potrafi być ślepa nienawiść i chęć odwetu.

Galeria ze zdjęciami: Zastrzelił sołtysa ze ślepej nienawiści i chęci odwetu. Tragedia niedaleko Kielc

Pokój Zbrodni - Oblał żonę i podpalił

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki