Ceniony sołtys został zamordowany. Tragedia niedaleko Kielc
Jan Sz. był ważną postacią dla lokalnej społeczności. - Dusza człowiek, mądry, dobry i bardzo uczciwy - mówił w rozmowie z „Super Expressem” mieszkaniec wsi. - Angażował się we wszelkie inicjatywy - od lokalnych festynów po akcje ratownicze. Przez lata pracował w pobliskiej kopalni, a gdy choroba zmusiła go do zmiany planów życiowych, całą swoją energię poświęcił sprawom wsi oraz straży pożarnej.
Dumnie nosił strażacki mundur, był sołtysem już szóstą kadencję. - Niedawno pokonał chorobę nowotworową 0 opisywał sąsiad. Sołtys mieszkał z żoną, dziećmi, wnukami i prowadził spokojne, rodzinne życie. Nikt w najczarniejszych scenariuszach nie przypuszczał, że zostanie ono nagle i okrutnie przerwane przez człowieka, którego dobrze znał.
9 lipca 2020 r. zastrzelił go Leszek G. (+57 l.), także mieszkaniec Zbrzy, znany w okolicy kucharz. Żeby zrozumieć motyw jego działania, należy cofnąć się kilka dni.W sobotę jeden z mieszkańców wsi zauważył, że ktoś kradnie drewno z lasu. Na jego widok złodziej rzucił się do ucieczki. - To było nasza wspólna własność, od razu zadzwoniłem do sołtysa - opowiada świadek kradzieży. Jak nam się udało ustalić, sołtys szybko zaalarmował policję. - Funkcjonariusze kazali zabrać to drewno z lasu na nasze podwórko - opowiada pan Michał, syn sołtysa. Złodziejem okazał się Leszek G. kucharz i kelner z tej samej miejscowości. Jak określają mieszkańcy to „typ spod ciemnej gwiazdy”. Wszyscy wiedzieli, że fascynuje się bronią i jest porywczy.
Cztery dni po kradzieży, w środę, uzbrojony Leszek G . wszedł do domu sołtysa. Nie zapukał, nie powiedział "dzień dobry", tylko bez słowa skierował swoje kroki do pokoju w którym przebywał gospodarz. Wyciągnął broń i wycelował w zaskoczonego mężczyznę. Oddał trzy strzały.
Ranny Jan Sz. zdążył jeszcze chwycić telefon i wykręcić numer alarmowy. Próbował uciekać. Leszek G. dopadł do przed domem, znowu pociągnął za spust. - Kula trafiła tatę w potylicę i wyleciała nosem - opowiadał nam wstrząśnięty syn. Potem morderca wrócił do budynku. Na schodach spotkał przerażoną córkę sołtysa z małymi dziećmi. Wycelował w nich broń, a do kobiety powiedział: "Idź, zobacz, jak wygląda twój tatuś". Po tych słowach wyszedł. Jan Sz. skonał na rękach córki.
Obława za sprawcą i tragiczny finał
Za uzbrojonym kucharzem ruszyła policyjna obława. Ogłoszono alarm dla funkcjonariuszy z całego powiatu kieleckiego, rejon gminy Morawica był skrupulatnie przeczesywany. Przez kilkanaście godzin mieszkańcy Zbrzy żyli w ogromnym strachu. Akcja policyjna zakończyła następnego dnia. Osaczony przez mundurowych Leszek G. wrócił na swoją posesję i tam popełnił samobójstwo - najpierw postrzelił się w nogę, a następnie oddał śmiertelny strzał w głowę.
Z powodu śmierci podejrzanego Prokuratura Rejonowa Kielce-Zachód umorzyła śledztwo. Choć formalnie sprawa została zamknięta, dla mieszkańców Zbrzy rany nigdy w pełni się nie zagoiły. Dzisiaj, po sześciu latach od tamtych krwawych wydarzeń, pamięć o Janie Sz. pozostaje wciąż żywa. Sąsiedzi, znajomi, druhowie z OSP wspominają swojego lidera, który zginął w tak bezsensowny sposób. Zbrodnia przypomina im, jak niszczycielska potrafi być ślepa nienawiść i chęć odwetu.