Spis treści
- Zbrodnia połaniecka w Wigilię 1976 roku. Ofiarami padła ciężarna Krystyna Łukaszek i jej bliscy
- Krewna wspomina zamordowaną 18-letnią Krystynę Łukaszek ze Zrębina
- Wątpliwości rodziny po latach. Jak wywabiono ofiary z kościoła w Połańcu?
- Ostatnie chwile Krystyny Łukaszek. Wstrząsające relacje mieszkańców Zrębina
- Jan Sojda i Jan Rój. Dawne zatargi poprzedziły zbrodnię w Zrębinie
- Trauma rodzin ofiar ze Zrębina. Boże Narodzenie przypomina o tragedii
- Zdzisława Kalita walczyła o prawdę. Matka ofiar ze Zrębina nie poddała się chorobie
- Zmowa milczenia wokół zbrodni połanieckiej. Młodzież dowiadywała się z kaset VHS
- Rozpacz Zdzisławy Kality na rynku w Połańcu. Mieszkańcy pamiętają krzyk matki
- Stygmatyzacja mieszkańców Zrębina. Zbrodnia połaniecka rzuciła cień na całą wieś
- Kontrowersje wokół śledztwa w sprawie zbrodni w Zrębinie. Zeznania świadków budzą wątpliwości
- Dlaczego mieszkańcy Zrębina i Połańca wciąż niechętnie mówią o tragedii z 1976 roku?
- Serial „Wśród nocnej ciszy” Jana Holoubka na HBO Max. Zbrodnia połaniecka wraca na ekrany
Wydarzenia z grudniowej nocy wigilijnej 1976 roku w Zrębinie zszokowały nie tylko lokalną społeczność, ale i opinię publiczną w całym kraju. Narastający latami spór, dramatyczne okoliczności morderstwa oraz późniejsze dochodzenie na stałe wpisały się w mroczną historię tej części województwa świętokrzyskiego. Sprawę tę przypominaliśmy już na antenie Radia ESKA, a szczegółowe tło i przebieg tamtych zdarzeń dokładnie przeanalizował dziennikarz Bartosz Wojsa w swoim podcaście „Pokój Zbrodni”.
Teraz postanowiliśmy osobiście zweryfikować, jak po blisko pięćdziesięciu latach tamte wydarzenia wspominają mieszkańcy Zrębina oraz sąsiedniego Połańca. Sprawdziliśmy, w jaki sposób dramat odcisnął piętno na rodzinach zamordowanych osób, jak przekazywano tę wiedzę młodszym rocznikom oraz dlaczego dla wielu ludzi powrót do przeszłości nadal stanowi ogromne wyzwanie.
Zbrodnia połaniecka w Wigilię 1976 roku. Ofiarami padła ciężarna Krystyna Łukaszek i jej bliscy
W nocy z 24 na 25 grudnia 1976 roku w Zrębinie doszło do potrójnego zabójstwa. Życie stracili wówczas 18-letnia Krystyna Łukaszek, będąca w piątym miesiącu ciąży, jej 25-letni mąż Stanisław oraz 12-letni brat dziewczyny, Mieczysław Kalita. Napastnicy zaatakowali ofiary, gdy te wracały z pasterki z Połańca do domu. Morderstwo stanowiło krwawy finał narastającego od wielu lat sąsiedzkiego konfliktu, który wynikał z głębokiej wrogości i dawnych urazów, a nie z jednorazowej sprzeczki. O sprawie mówiła cała Polska, a samo śledztwo i późniejszy proces sądowy zapisały się jako jeden z najgłośniejszych epizodów w kryminalnych dziejach regionu.
Szczegółową rekonstrukcję zbrodni, przyczyny zatargu i kulisy pracy śledczych zaprezentował Bartosz Wojsa w podcaście „Pokój Zbrodni”. Nasza uwaga skupia się jednak na późniejszych dekadach i na tym, jak zbrodnia połaniecka wpłynęła na codzienność ludzi żyjących w jej cieniu.
Krewna wspomina zamordowaną 18-letnią Krystynę Łukaszek ze Zrębina
Za policyjnymi statystykami i nazwiskami kryją się konkretni ludzie, posiadający dawniej własne marzenia, plany i przyjaciół. Jedna z krewnych zamordowanej rodziny doskonale pamięta Krystynę z codziennego życia, a nie tylko z opowieści o zbrodni. Kobiety znały się osobiście, wspólnie pracowały w polu i rozmawiały o zwykłych sprawach.
W trakcie jednego ze spotkań Krystyna wyznała jej, że planuje wyjść za mąż.
– „Ja się roześmiałam. Mówię: ty wiesz, oszalałaś? Przecież ty chodzisz do technikum” – wspomina rozmówczyni.
Po latach tamta krótka wymiana zdań wywołuje szczególne emocje. Zamordowana dziewczyna miała raptem 18 lat i dopiero wkraczała w dorosłość. Nasza rozmówczyni wspomina ją z ogromnym wzruszeniem, podkreślając, że gdyby nie okrutny mord, ich relacja z pewnością przetrwałaby długie lata jako bliska przyjaźń.
Wątpliwości rodziny po latach. Jak wywabiono ofiary z kościoła w Połańcu?
Bliskich zamordowanych do dzisiaj nurtują niejasne okoliczności, w jakich Krystyna wraz z mężem i bratem zostali wywołani ze świątyni w trakcie pasterki.
Z przekazywanych relacji wynika, że ktoś poinformował ich o awanturze domowej, którą miał wywołać ojciec 18-latki. Krewni zachodzą jednak w głowę, dlaczego młodzi ludzie dali temu wiarę, skoro według wiedzy rodziny mężczyzny w ogóle nie było wówczas w domu.
– „Jeszcze niedawno żeśmy się zastanawiali, jak to się stało. Niby on wszczął awanturę, jak jego w domu nie było” – mówi rozmówczyni.
Kwestia ta nieustannie powraca we wspomnieniach krewnych, którzy starają się pojąć, dlaczego akurat taka wymówka skłoniła ich bliskich do przerwania modlitwy. Rodzinie zależy nie tylko na odtworzeniu хроnologii wydarzeń z tamtej nocy, ale przede wszystkim na zrozumieniu mechanizmu, który doprowadził do ostatecznej tragedii.
Ostatnie chwile Krystyny Łukaszek. Wstrząsające relacje mieszkańców Zrębina
Nasza rozmówczyni przywołuje w pamięci także inną opowieść zasłyszaną jeszcze w latach szkolnych. Dowiedziała się wówczas, że jeden z okolicznych mieszkańców miał słyszeć przeraźliwe wołanie o pomoc mordowanej dziewczyny.
– „Mówił, że słyszał, jak krzyczała Krystyna: »Wujku, nie zabijaj!«” – wspomina.
Jest to oczywiście przekaz z drugiej ręki, a nie bezpośrednia relacja naocznego świadka, dlatego trudno uznać te słowa za w pełni udokumentowany zapis ostatnich sekund życia ofiary. Mimo to dramatyczny okrzyk na stałe wpisał się w lokalne opowieści krążące wśród mieszkańców przez dekady.
Jan Sojda i Jan Rój. Dawne zatargi poprzedziły zbrodnię w Zrębinie
Z rodzinnych opowieści wyłania się obraz, w którym krwawa Wigilia z 1976 roku wcale nie była punktem zapalnym, lecz skutkiem wcześniejszych zdarzeń. Mieszkańcy wspominają bowiem o konfliktach rozgrywających się na długo przed pamiętnym grudniem.
Jeden z takich wątków dotyczy głównego skazanego, Jana Sojdy, który według przekazów rodzinnych jako 17-latek miał dopuścić się gwałtu na kobiecie. W ukaranie młodego sprawcy zaangażował się wówczas dziadek późniejszych ofiar, należący do ORMO Jan Rój, który sam cieszył się we wsi dużym respektem i budził wśród sąsiadów strach.
Wspomnienia obejmują także inny dramatyczny epizod dotyczący tej samej rodziny. Syn Jana Roja zginął od postrzału na posesji należącej właśnie do Sojdy, choć do dziś nie udało się ustalić dokładnego przebiegu tamtej tragedii ani powiązać samego miejsca śmierci z jej bezpośrednią przyczyną.
Niejasne pozostają ponadto stosunki panujące między samym Janem Rojem a jego zięciem. Wszystkie te przekazy dowodzą, że wzajemna niechęć we wsi narastała od bardzo dawna. Ponieważ jednak część tych historii nie ma oparcia w oficjalnych dokumentach, trzeba je traktować wyłącznie jako subiektywne wspomnienia rozmówców, a nie potwierdzone fakty historyczne.
Trauma rodzin ofiar ze Zrębina. Boże Narodzenie przypomina o tragedii
Pochówek ofiar i skazanie winnych nie przyniosły krewnym ukojenia. Bolesne skutki morderstwa dawały o sobie znać ze zdwojoną siłą zawsze w okresie świąt Bożego Narodzenia.
– „To trauma do końca życia. Przychodzi Boże Narodzenie i to wraca” – mówi rozmówczyni.
Kobieta przyznaje, że po wydarzeniach z grudnia 1976 roku w jej domu święta całkowicie straciły swój dawny charakter.
– „To nie były święta, później też tak samo. Z każdym rokiem było to samo. To wraca, to jak bumerang, tego się nie da oddzielić. To po prostu weszło w człowieka i nie wyjdzie.”
Wyznanie to obrazuje skalę spustoszenia, jakie zbrodnia w Zrębinie wywołała w psychice krewnych. Tragedia nie została zamknięta w przeszłości, lecz odradzała się co dwanaście miesięcy w czasie, który większości ludzi kojarzy się z rodzinnym spokojem, a dla nich stał się bolesnym symbolem utraty najbliższych.
Zdzisława Kalita walczyła o prawdę. Matka ofiar ze Zrębina nie poddała się chorobie
W pamięci naszej rozmówczyni mocno zapisała się postać Zdzisławy Kality, matki zamordowanego rodzeństwa. Mimo problemów zdrowotnych kobieta z ogromną determinacją dążyła do ustalenia, jak zginęły jej dzieci i kto ponosi za to winę.
– „Chciała dojść prawdy, co się stało z jej dziećmi” – mówi.
Pani Zdzisława nie zamykała się w sobie i chętnie przyjmowała gości, którym opowiadała o dramacie swojej rodziny. Nie traktowała morderstwa jako tematu zakazanego, a wsparcie bliskich pozwalało jej na ciągłe wracanie do wspomnień.
Krewna zwraca uwagę, że nawet postępująca choroba nie zdołała powstrzymać matki przed odkryciem wszystkich okoliczności zbrodni.
– „To chyba ta adrenalina, to wszystko spowodowało, że ona, owszem, była chora, ale trwała i dotrwała, i doszła do tego, kto zamordował jej dzieci”.
Bliscy zamordowanych zwracają dziś dużą uwagę na sposób opisywania tamtych wydarzeń w literaturze i mediach. Rozmówczyni negatywnie ocenia niektóre dotychczasowe publikacje, wskazując, że pominięto w nich istotne relacje i punkt widzenia rodziny ofiar, która domaga się wreszcie wysłuchania swojego głosu.
Zmowa milczenia wokół zbrodni połanieckiej. Młodzież dowiadywała się z kaset VHS
Dla wielu młodych mieszkańców Połańca kulisy tragedii w sąsiednim Zrębinie długo pozostawały tajemnicą. Jedna z naszych rozmówczyń poznała prawdę dopiero w szkole średniej, kiedy to z rówieśnikami potajemnie obejrzała stary dokument nagrany na kasecie VHS, gdyż w domach rodzinnych unikało się tego tematu.
– „To był temat tabu, tego się nie opowiadało” – wspomina inna osoba związana z rodzinami ofiar.
Informacje o wigilijnym mordzie przenikały do świadomości kolejnych roczników, ale rzadko odbywało się to w formie otwartych rozmów.
Rozpacz Zdzisławy Kality na rynku w Połańcu. Mieszkańcy pamiętają krzyk matki
W pamięci jednej z tamtejszych rodzin na zawsze pozostał obraz wstrząsającej reakcji matki zamordowanych dzieci. W pierwszy dzień świąt, zaledwie kilkanaście godzin po zbrodni, jej głośny lament słyszeli ludzie zgromadzeni w centrum Połańca.
– „Mama wspominała, jak dzień po tej tragedii słyszała matkę zamordowanych, która bardzo, bardzo głośno rozpaczała na rynku w Połańcu. Mówi, że do dzisiaj to pamięta” – opowiada rozmówczyni.
Relacja ta dowodzi, że zbrodnia w Zrębinie nie była dla lokalnej społeczności jedynie medialnym doniesieniem. Tragedia rozgrywała się na oczach sąsiadów, a przejmujący widok zrozpaczonej matki odcisnął trwałe piętno na świadkach tamtej sceny.
Stygmatyzacja mieszkańców Zrębina. Zbrodnia połaniecka rzuciła cień na całą wieś
Zebrane przez nas opowieści ukazują także problem niesprawiedliwego oceniania ludzi wyłącznie na podstawie ich adresu zamieszkania. Jedna z rozmówczyń przyznaje, że wielokrotnie musiała tłumaczyć obcym osobom, czy pochodzi z rodziny ofiar, czy też należy do krewnych morderców.
– „Ty jesteś stamtąd. No to co, że jestem? Ja tam żyję. To mam stamtąd wyjechać?” – tak, według rozmówczyni, odpowiadał jej brat.
Kolejna osoba związana z regionem podkreśla, że dawne podziały oraz lęk przed rozmową wciąż są tam wyraźnie odczuwalne.
– „Ta zmowa i to tabu, i ta trauma pokoleniowa dalej tam siedzi” – ocenia.
Są to oczywiście subiektywne odczucia mieszkańców, jednak przypominają one o ważnej zasadzie. Wina za potworną zbrodnię spoczywa na konkretnych sprawcach i nie wolno obarczać nią całej wsi ani żyjących tam dzisiaj młodych ludzi.
Kontrowersje wokół śledztwa w sprawie zbrodni w Zrębinie. Zeznania świadków budzą wątpliwości
W rozmowach o zbrodni połanieckiej regularnie pojawia się także temat samego dochodzenia oraz wiarygodności zgromadzonych dowodów. Osoby, z którymi rozmawialiśmy, otwarcie podważają to, czy wszyscy oficjalni świadkowie faktycznie widzieli przebieg morderstwa.
Jedna z osób znających rodzinne przekazy sugeruje wprost, że część zeznających wcale nie obserwowała tragicznych zdarzeń. Inna relacja zawiera jeszcze cięższe oskarżenia pod adresem ówczesnych organów ścigania i dotyczy wymuszania podpisów pod gotowymi oświadczeniami. Zgodnie z tą wersją osoby zgadzające się potwierdzić na piśmie udział w zbiegowisku unikały aresztu, natomiast ludzie odmawiający złożenia podpisu trafiali za kratki.
Dlaczego mieszkańcy Zrębina i Połańca wciąż niechętnie mówią o tragedii z 1976 roku?
Niechęć do publicznego zabierania głosu wynika dziś z wielu czynników. Część świadków chroni się w ten sposób przed bolesnymi wspomnieniami, inni są już po prostu zmęczeni nieustannym roztrząsaniem tragedii w mediach. Jedna z naszych rozmówczyń tłumaczy, że ludzie zwyczajnie obawiają się ponownego rozdrapywania zabliźnionych ran.
– „Chyba jedni po prostu boją się, żeby nie wrócił ten ból” – mówi.
W wypowiedziach mieszkańców słychać również pretensje dotyczące metod pracy milicji i prokuratury oraz sposobu relacjonowania procesu przez prasę w czasach PRL. Część rozmówców mówi o głębokim poczuciu krzywdy i zarzuca dawnym dziennikarzom brak rzetelności, choć tak poważne oskarżenia wymagałyby dziś weryfikacji w archiwalnych aktach i niezależnych źródłach.
Wypowiedzi te tłumaczą jednak, dlaczego lokalna społeczność z dużą rezerwą podchodzi do nowych publikacji, czerpiąc swoją nieufność z negatywnych doświadczeń przekazywanych w rodzinach od dekad.
Serial „Wśród nocnej ciszy” Jana Holoubka na HBO Max. Zbrodnia połaniecka wraca na ekrany
Blisko pół wieku po krwawej Wigilii historia ze świętokrzyskiej wsi ponownie trafi na usta całej Polski. Już 13 listopada w serwisie HBO Max odbędzie się premiera serialu „Wśród nocnej ciszy”, który wyreżyserował Jan Holoubek. Ta jedna z najbardziej oczekiwanych polskich premier jesieni powstała na bazie głośnego reportażu Wiesława Łuki zatytułowanego „Nie oświadczam się”.
Liczący sześć odcinków dramat kryminalny zabierze widzów do grudnia 1976 roku, ukazując mord na trójce wracających z kościoła młodych ludzi, kulisy trudnego śledztwa oraz walkę o przełamanie zmowy milczenia. Na ekranie pojawi się plejada znanych aktorów, a w głównych rolach wystąpią Łukasz Simlat, Jędrzej Hycnar, Magdalena Biegańska, Tomasz Schuchardt oraz Adam Woronowicz.
Zapowiedź głośnej premiery wywołuje jednak wśród mieszkańców Połańca i Zrębina mieszane uczucia. Wielu z nich z niepokojem myśli o powrocie medialnego szumu wokół swojej małej ojczyzny. Ludzie zastanawiają się, czy filmowcy podejdą do tematu z odpowiednią wrażliwością, czy też spłaszczą niektóre wątki dla zwiększenia dramaturgii.
Same rodziny zamordowanych również są w tej kwestii podzielone. Część krewnych liczy na to, że produkcja pomoże ocalić pamięć o niewinnych ofiarach, podczas gdy inni woleliby uniknąć kolejnych ekranizacji rozdrapujących dawne rany.
Mimo upływu blisko pięćdziesięciu lat zbrodnia połaniecka wciąż wywołuje ogromne poruszenie. To historia pełnej marzeń 18-letniej Krystyny, jej pogrążonych w żałobie krewnych, dla których święta stały się czasem żałoby, oraz zwykłych mieszkańców wsi, zmuszonych do życia z piętnem tamtych wydarzeń. Nowa produkcja HBO z pewnością przybliży ten dramat młodemu pokoleniu, pozostaje jednak pytanie, czy widzowie dostrzegą za ekranową fikcją także ból żyjących tam do dziś ludzi.