Rosyjskie bomby przebiły schron. Zginęło ponad 40 osób. Terror trwa

Ludzie przyszli do dawnej szkoły po żywność i pomoc humanitarną. Gdy spadły pierwsze rosyjskie bomby, cywile, policjanci i ratownicy schronili się w podziemiach budynku. Wtedy nastąpiły kolejne uderzenia. Potężna bomba lotnicza przebiła konstrukcję schronu i pogrzebała znajdujących się w nim ludzi. Według ostatnich potwierdzonych danych w Komyszuwasze w obwodzie zaporoskim zginęły co najmniej 43 osoby. Dziesiątki wciąż mogą znajdować się pod gruzami. „To terror, który ma złamać Ukraińców, osłabić ich morale i zastraszyć osoby niosące pomoc” mówi w rozmowie z serwisem wp.pl Tomasz Sikora z Fundacji Sikorki na Ukrainie.

Do tragedii doszło w poniedziałek, 2 listopada, w miejscowości Komyszuwacha, położonej około 17 km od rosyjskich pozycji w obwodzie zaporoskim. Zajęcia w szkole zostały wcześniej zawieszone ze względu na bliskość frontu, ale budynek nadal służył jako schron, punkt administracyjny i miejsce wydawania pomocy humanitarnej.

W każdy poniedziałek mieszkańcy przychodzili tam po żywność i inne niezbędne produkty. Informacja o planowanym wydawaniu pomocy była wcześniej publicznie dostępna. Według misji obserwacyjnej Organizacji Narodów Zjednoczonych miejsce oraz godziny dystrybucji opublikowano w kanale społecznościowym obserwowanym przez blisko 5 tys. osób.

Przeczytaj także: Niepokojące informacje o Czarnobylu. "Nie tylko problem Ukrainy"

Najpierw zaatakowali szkołę, później schron

Według władz ukraińskich rosyjskie lotnictwo najpierw zrzuciło bomby na budynek, gdy mieszkańcy przybyli po pomoc. Po pierwszym uderzeniu na miejsce ruszyli policjanci, ratownicy i wolontariusze.

Osoby znajdujące się na terenie kompleksu zostały skierowane do podziemnego schronienia. Następnie doszło do kolejnej serii eksplozji.

Prezydent Ukrainy, Wołodymyr Zełenski określił to jako atak typu „double tap”, czyli ponowne uderzenie w miejsce, do którego po pierwszym bombardowaniu przybyli ratownicy i gdzie ukryli się cywile. Prezydent Ukrainy przekazał, że zaatakowano bezpośrednio schron.

Jak podają ukraińskie media, w tym ukrinform.net, wśród zabitych znaleźli się cywile, czterej policjanci oraz dwóch ratowników. Pięć osób zostało rannych.

Przeczytaj także: Melania Trump nie przyszła na wieczór wyborczy w Białym Domu. Wiadomo, co wtedy robiła

Potężna bomba przebiła podziemną konstrukcję

Według władz obwodu zaporoskiego Rosjanie wykorzystali kierowane bomby lotnicze KAB-500, a następnie ciężką bombę FAB-3000. Ta ostatnia waży około trzech ton i może zawierać około 1,4 tony materiału wybuchowego.

Schron znajdował się w nowej, wzmocnionej części budynku. Miał zapewniać ochronę przed większością uderzeń, ale nie wytrzymał bezpośredniego trafienia tak potężną bombą. Betonowa konstrukcja zawaliła się, a pod ziemią wybuchł pożar.

Przeczytaj także: Cudzoziemcy ofiarami katastrofy kolejowej! Podano nazwy krajów

Po ataku pozostał ogromny krater. Akcję poszukiwawczą utrudniały rozmiar zniszczeń, ogień oraz nieustanne zagrożenie kolejnymi rosyjskimi nalotami.

- Rosjanie wiedzieli, że szkoła była ośrodkiem humanitarnym. Ważne jest, aby świat zareagował na to - na każde zabójstwo naszych obywateli przez Rosjan - przekazał prezydent Zełenski w komunikacie na rządowej stronie.

Co najmniej 43 osoby nie żyją

Liczba ofiar rosła wraz z usuwaniem kolejnych warstw gruzu. Pierwszego dnia informowano o 18, a następnie o 24 zabitych. Do 4 listopada liczba potwierdzonych ofiar wzrosła do 40. Dzień później Wołodymyr Zełenski poinformował już o 43 zabitych. Część odnalezionych ciał nadal wymaga identyfikacji. Policja pobiera materiał genetyczny od krewnych osób zaginionych.

Według danych przekazanych podczas akcji ratunkowej pod pozostałościami budynku mogły znajdować się jeszcze dziesiątki osób. Ukraińska policja mówiła o nawet 33 osobach pod gruzami. 53 osoby nadal pozostają zaginione. Łączna liczba ofiar może zbliżyć się do stu.

Przeczytaj także: Niemieccy policjanci zajrzeli do polskiej ciężarówki i oniemieli. To była tykająca bomba!

Przebieg wydarzeń częściowo zarejestrowała kamera nasobna jednego z policjantów, który zginął podczas kolejnego uderzenia.

Rosyjskie Ministerstwo Obrony utrzymuje natomiast, że celem działań były ukraińskie jednostki wojskowe w rejonie miejscowości. Agresorzy próbują przekonać świat, że uderzenie trzytonowej bomby w schron pełen ludzi to przypadek.

Ukraina ZAKAZAŁA języka rosyjskiego?!

„Terror, który ma ich złamać”

Tomasz Sikora z Fundacji Sikorki na Ukrainie w rozmowie z dziennikarzami serwisu wp.pl, uważa, że atak na punkt pomocy jest częścią szerszej strategii obliczonej na zastraszenie społeczeństwa.

– To jest terror, który ma złamać Ukraińców. Rosja chce w krótkim czasie wywołać jak największy strach, osłabić morale i ducha mieszkańców – mówi.

Jego zdaniem uderzenie ma również wywołać strach wśród ratowników, wolontariuszy i organizacji humanitarnych. Jeżeli ludzie pomagający cywilom zaczną obawiać się ponownych ataków, dostarczanie żywności, leków i wody do miejscowości położonych blisko frontu stanie się jeszcze trudniejsze.

Przeczytaj także: Ojciec zrzucił dwoje dzieci z parkingu i sam skoczył. Lekarz sądowy ujawnia szczegóły

– Kijów doświadcza dziś tego, co od dawna było codziennością miast na wschodzie Ukrainy: ostrzałów, śmierci cywilów i przerw w podstawowych usługach. Z takim niebezpieczeństwem można próbować żyć, ale nie można się do niego przyzwyczaić – ocenia Tomasz Sikora.

Jego wypowiedzi stanowią opinię przedstawiciela organizacji humanitarnej, a nie oficjalną analizę wojskową lub wywiadowczą.

ONZ: mogło dojść do naruszenia prawa wojennego

Misja Monitorująca Prawa Człowieka ONZ w Ukrainie zwróciła uwagę, że czas i miejsce dystrybucji pomocy były powszechnie znane.

– Albo rosyjskie siły zbrojne wiedziały, że odbywa się tam wydawanie pomocy humanitarnej, albo nie podjęły nawet najbardziej podstawowych działań, aby ustalić, co dzieje się w miejscu planowanego ataku – oceniła Danielle Bell, stojąca na czele misji w rozmowie z dziennikarzami interfaxu.

Jej zdaniem w obu przypadkach uderzenie mogło naruszyć podstawowe zasady międzynarodowego prawa humanitarnego. Prawo chroni cywilów i obiekty cywilne, a także zabrania ataków nieproporcjonalnych oraz prowadzonych bez rozróżnienia celów.

Przeczytaj także: Stado niedźwiedzi zabiło matkę z córką?! Szokujące nowe fakty

Misja ONZ nadal weryfikuje liczbę cywilnych ofiar.

Rosja uderzyła w ukraińską energetykę

Atak na Komyszuwachę poprzedził jedną z największych w 2026 r. rosyjskich operacji wymierzonych w ukraiński system energetyczny.

Ukrenergo poinformowało, że w ciągu jednej doby obiekty energetyczne zostały celowo zaatakowane ponad 20 razy. Uszkodzone zostały elektrownie, podstacje oraz infrastruktura przesyłowa. W wielu regionach wprowadzono awaryjne wyłączenia energii. Tysiące energetyków ruszyły do napraw. Pierwszeństwo w przywracaniu zasilania otrzymały szpitale, wodociągi i pozostałe obiekty infrastruktury krytycznej.

Przeczytaj także: Seria alarmów bombowych w samolotach! Jest mowa o locie do Warszawy

Skutki uderzeń pozostają jednak odczuwalne. W piątek, 6 listopada, nowe przerwy w dostawach prądu odnotowano w siedmiu obwodach. Według ukraińskiego resortu energii najtrudniejsza sytuacja utrzymuje się w Kijowie i regionie stołecznym. W stolicy brakuje nie tylko prądu, ale i wody.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI