Spis treści
Nie miał żadnych dokumentów, pieniędzy ani wspomnień
Podróżni przez długi okres mijali go zupełnie obojętnie. Każdego dnia w strefie przylotów neapolitańskiego portu lotniczego Capodichino można było spotkać wysokiego blondyna. Jak donosi włoska agencja prasowa ANSA, około 25-letni przybysz podawał się za Szweda o imieniu Daniel. Mężczyzna nie miał jednak przy sobie żadnych dokumentów potwierdzających jego prawdziwe dane.
Personel portu zapamiętał go jako osobę niezwykle grzeczną oraz opanowaną. Młody człowiek nie wywoływał żadnych awantur, a potrzebne do życia jedzenie, odzież i środki czystości przekazywali mu zatrudnieni tam ludzie. Niektórzy członkowie obsługi lotniska utrzymywali wręcz, że mężczyzna pojawiał się w tym miejscu już w okresie letnim.
Daniel twierdził, że napadnięto go w Rzymie
Młody człowiek niezmiennie powtarzał tę samą wersję zdarzeń. Daniel przekonywał, że podczas pobytu w Rzymie padł ofiarą brutalnej napaści, a sprawcy ukradli mu pieniądze, paszport i pozostałe dokumenty. Włoskie służby nie zdołały jednak znaleźć żadnych dowodów potwierdzających ten rabunek. Co więcej, domniemany Szwed nie potrafił wytłumaczyć swojej późniejszej podróży do Neapolu.
W rozmowach z włoskimi dziennikarzami głos zabrał Pierluigi Petrone, pełniący funkcję honorowego konsula Szwecji w Neapolu, który ocenił kontakt z 25-latkiem jako niezwykle wymagający. Dyplomata tłumaczył, że mężczyzna podawał wyłącznie wyrywkowe i często sprzeczne ze sobą fakty, co sprawiło, że weryfikacja jego prawdziwej tożsamości okazała się ogromnym wyzwaniem.
Żył na lotnisku w Neapolu jak Tom Hanks w filmie "Terminal"
Dziennikarze we Włoszech błyskawicznie zestawili przypadek Daniela z fabułą głośnego filmu "Terminal". Zupełnie jak bohater wykreowany na ekranie przez Toma Hanksa, przybysz spędził na lotnisku długie tygodnie, nie mając możliwości powrotu do ojczyzny ani żadnego innego schronienia. Za łóżko służyły mu fotele w hali przylotów, natomiast dni spędzał na przechadzkach po obiekcie dzięki wsparciu personelu.
Cała sprawa nabrała jeszcze bardziej nietypowego obrotu w dniu 1 listopada, kiedy to port Capodichino wstrzymał działalność na cały miesiąc z uwagi na generalny remont drogi startowej. Zamknięcie obiektu wymusiło na służbach zorganizowanie dla koczującego Daniela zupełnie nowego lokum.
Przełom w sprawie Daniela z lotniska
Kiedy wszystko wskazywało na to, że tożsamość przybysza pozostanie tajemnicą, nastąpił nagły przełom. Według późniejszych doniesień agencji ANSA oraz stacji Rai News, wspólne działania neapolitańskiej opieki społecznej i ambasady Szwecji pozwoliły na dotarcie do bliskich 25-latka. Wyszło wówczas na jaw, że rodzice mężczyzny stracili z nim wszelki kontakt już w sierpniu.
Młody Szwed wyraził również zgodę na przeprowadzkę do specjalnej placówki opiekuńczej, która zapewniła mu dach nad głową i wsparcie wykwalifikowanej kadry. Włoscy dziennikarze przekazali ponadto, że Daniel zadeklarował gotowość do powrotu do rodzinnego kraju.
Wiele pytań wciąż pozostaje bez odpowiedzi
Mimo skutecznego dotarcia do krewnych mężczyzny, w całej historii wciąż nie brakuje białych plam. Nadal nie ustalono przyczyn jego przyjazdu do Włoch, wcześniejszych losów ani powodów, przez które nie potrafił odtworzyć własnej przeszłości. Tamtejsza prasa podkreśla, że 25-latek tygodniami zachowywał się jak człowiek głęboko zdezorientowany i podający wykluczające się wzajemnie fakty.
Mimo tych niewiadomych finał sprawy rysuje się w jasnych barwach. Zagadkowy mieszkaniec neapolitańskiego terminala, przypominający postać z amerykańskiego kina, ma szansę na szybkie spotkanie z bliskimi. Wspólny wysiłek szwedzkiego korpusu dyplomatycznego oraz włoskich instytucji sprawił, że ta niecodzienna historia zmierza do szczęśliwego zakończenia.