Tragedia w koszalińskim escape roomie. Rodzice: "Nasze dzieci można było URATOWAĆ!"

2020-09-29 20:10 AGO
Escape room w Koszalinie
Autor: DOMIN

Wracamy do tragicznych wydarzeń, jakie rozegrały się w koszalińskim escape roomie. Dziś (29 września) program UWAGA! stacji wyemitowała drugą część reportażu na temat śmierci pięciu dziewczynek. Ich rodzice próbują wyjaśnić okoliczności śmierci dzieci na własną rękę. Zrozpaczeni ujawniają, że miejscu pożaru śledczy nie zabezpieczyli istotnych dowodów.

We wtorkowym programie UWAGA! TVN rodzice tragicznie zmarłych dziewczynek wyjaśnili, jak teraz przebiega śledztwo i na ile pytań wciąż nie ma odpowiedzi. W ich ocenie, akcja ratownicza nie była prowadzona fachowo, a uwięzione w budynku 15-latki można było wydobyć z pożaru szybciej.

- Moim zdaniem była niewystarczająca ilość środków do tego, aby skutecznie przeprowadzić działania ratowniczo-gaśnicze, chyba, że chodziło o ugaszenie pożaru, a nie uratowanie osób, które się tam znajdowały – mówi dziennikarzom Adam Pietras, ojciec Wiktorii.

W drugiej części reportażu, która była poświęcona tragedii w Koszalinie, rodzice nastolatek odnieśli się także do jedynego świadka, czyli 26-letniego pracownika escape roomu. 

- Niezrozumiałym jest dla nas, dlaczego ten pracownik, od samego początku nie był traktowany, jako podejrzany w jakiś sposób, czy odpowiedzialny za to, co się wydarzyło – wyjaśnia ojciec jednej z dziewczynek.

Radosław D. miał opiekować się dziewczynkami podczas zabawy, jego zadaniem była obserwacja przy pomocy kamer, co robią uczestniczki gry i podpowiadanie im przez krótkofalówkę, jak rozwiązać zagadkę. Jak ujawniają dziennikarze UWAGI!, mężczyzna zeznał, że pożar zaczął się od nieszczelnej instalacji gazowego piecyka, a wszystko działo się tak szybko i on sam nie mógł opanować ognia.

Po blisko 10 miesiącach, prokuratura uznała, że Radosław D. także odpowiada za tragedię i postawiła mu zarzut m.in. nieumyślnego spowodowania śmierci. Mężczyzna trafił do aresztu.

ZOBACZ: Śmierć nastolatek w pożarze. Areszt dla właściciela escape roomu w Koszalinie przedłużony

Ogień pojawił się w piątek, 4 stycznia 2019 roku, po godzinie 17:00 w trzykondygnacyjnym budynku mieszkalnym przy ul. Piłsudskiego w Koszalinie. To miała być świetna zabawa na cześć jednej z nastolatek, która obchodziła swoje urodziny. Koleżanki z jednej klasy (z gimnazjum nr 9 im. Noblistów Polskich) postanowiły zmierzyć się z szeregiem łamigłówek i podjąć wyzwanie wydostania się z escape roomu. Gdy przebywały zamknięte w środku, wybuchł pożar. Niestety nie udało się uratować piątki koleżanek. W wyniku tej tragedii życie straciły: Julia (której urodziny obchodzono), Amelia, Małgorzata, Karolina oraz Wiktoria.

Właściciel koszalińskiego escape roomu, Miłosz S. (28 l.) pozostaje w areszcie. W opinii śledczych, poza aresztem, podejrzany mógłby mataczyć. Miłoszowi S. za umyślne sprowadzenie niebezpieczeństwa pożaru w escape roomie oraz nieumyślne doprowadzenie do śmierci pięciu osób grozi do 8 lat więzienia.​​ Tożsame zarzuty usłyszały babcia i matka 28-latka. Na pierwszą był zarejestrowany escape room, druga go współprowadziła.

Pogrzeb Andrzeja Strzeleckiego