„Miś” po olkusku! Klucz jest, przejścia nie ma, mieszkańcy wściekli
Jeszcze kilka dni temu wszystko wyglądało tu jak zwykle. Mieszkańcy osiedli Pakuska i Młodych przechodzili przez teren dawnej Emalii w stronę stacji kolejowej, centrum miasta czy targowiska. Dla wielu był to najkrótszy i najwygodniejszy skrót. Z początkiem maja sytuacja zmieniła się jednak diametralnie. Metalowa brama i furtka zostały zamknięte na klucz. Teraz przejść mogą tylko osoby posiadające pilot.
Dla mieszkańców oznacza to jedno – nawet trzy kilometry drogi więcej.
– Szedłem na pociąg, spieszyłem się, już z daleka widziałem peron, doszedłem do bramy, która zawsze była otwarta, patrzę a ona jest zamknięta. Furtki także nie dało się jej otworzyć, chciałem skakać przez płot, ale na końcu bramy są ostre zakończenia, to byłoby niebezpieczne, więc zrezygnowałem – mówi w rozmowie z Super Expressem pan Jakub.
Wiele osób nadal nie wie, że przejście zostało zamknięte. Podchodzą do furtki i dopiero wtedy orientują się, że muszą zawrócić.
– Jak tak można ludziom zrobić. Nie tylko ja, wszyscy jesteśmy maksymalnie wkurzeni na tą sytuację. Dwa duże osiedla zostały odcięte od miasta. Tu dwa razy w tygodniu jest targ, jak ludzie mają tu przychodzić? Naokoło to nawet 3 kilometry ekstra trzeba przejść – powiedziała pani Bożena w rozmowie z Super Expressem.
Podobna sytuacja spotkała Wiesława Maciejewskiego. Wybrał się na trening rowerowy, dojechał do zamkniętej bramy i musiał zawrócić.
"Droga nie jest opłacona". Konflikt między właścicielem terenu i miastem
Droga, o którą toczy się spór, należy do OFNE Emalia S.A., znanej w Olkuszu fabryki naczyń emaliowanych. Jak tłumaczy firma, przejazd i przejście przez teren zakładu były możliwe dzięki umowie zawartej z miastem. Problem w tym, że dokument wygasł z końcem ubiegłego roku.
– Ta droga nie jest opłacona od początku roku. Umowa z urzędem miasta na korzystanie z niej wygasła z dniem 31 grudnia 2025 roku. Niestety pan burmistrz ma złą krew w stosunku do firmy z tradycjami jaką jest Emalia. Informowaliśmy opinie publiczną o zaistniałej sytuacji. Po pół roku, które niedługo miną od wygaśnięcia umowy, gmina nawet nie wyraziła zdania na ten temat, że trzeba zapłacić. Droga nigdy nie nosiła znamion drogi publicznej. Jest, była i będzie drogą wewnątrzzakładową. To była z naszej strony polubowna kwestia, że zgodziliśmy się, żeby burmistrz wynajmował tę drogę. Ale w momencie gdy droga nie jest wynajęta to nie wiem czy Państwo wiecie co się dzieje? Odpowiedzialność cywilnoprawna jest po stronie przedsiębiorcy, więc wszelkie możliwe wypadki, będą skutkować tym, że będziemy pociągnięci do odpowiedzialności. To jest poważna sprawa. Skoro burmistrz nie bierze tej odpowiedzialności, to my tym bardziej nie możemy za niego tej odpowiedzialności brać – powiedział w rozmowie z Super Expressem Paweł Cader, prokurent OFNE Emalia SA Olkusz.
Firma podkreśla jednak, że nadal chce dojść do porozumienia z miastem.
Mieszkańcy mówią jasno - to wstyd.
i
Władze Olkusza: Nie będziemy płacić i dyskutować
Urzędnicy z Olkusza odpowiadają, że rozmowy z właścicielem drogi są bardzo trudne, a oczekiwania finansowe firmy - wygórowane.
– Ciężko dogadać się właścicielem gdy stajemy pod ścianą, dostajemy jakieś oferty podwyższonego czynszu, chcemy wypracować rozwiązania, które spotykają się z całkowita odmową. Trudno cały czas być po stronie proszącej i nie mieć żadnego wpływu na przeprowadzane rozmowy. Otrzymaliśmy wniosek o podniesienie czynszu uzasadniony w sposób absurdalny, że właściciel ponosi niebotyczne koszty związane z utrzymaniem, remontem drogi. Tam tych remontów nie widać. Dotychczas działało to na tej zasadzie, że płaciliśmy za otwarcie furtki, żeby mieszkańcy mogli pieszo czy rowerem przejechać przez teren Emalii. Nagle okazuje się, że Ci mieszkańcy rozjeżdżają drogę TIRami i to jest wina właśnie umowy podpisanej z miastem - mówi Michał Latos, rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Olkuszu.
Jak dodaje, do urzędu z dnia na dzień wpłynęła faktura opiewająca na milion złotych bez specjalnego uzasadnienia.
– My zaoferowaliśmy, aby raz na zawsze dobrze rozwiązać ten temat opcję odkupienia tej drogi. Sporządziliśmy operat szacunkowy, profesjonalny przygotowany przez rzeczoznawcę z uprawnieniami. Wziął pod uwagę wszystkie parametry tej drogi, to jakie jest jej przeznaczenie. Mamy ten operat, który opiewa na kwotę 250 tysięcy złotych, a my w odpowiedzi słyszymy, że to mają być 4 miliony złotych. W ten sposób nie da się dyskutować – dodaje Michał Latos.
Miasto zapewnia jednocześnie, że pracuje nad alternatywnym rozwiązaniem problemu.
– Pracujemy, żeby odbudować kładkę nad rzeką Baba, ona rozwiąże ten problem dla przechodniów i rowerzystów. Jesteśmy na etapie projektowania. Kładka powstanie i będzie to rozwiązanie alternatywne - dodał urzędnik.
Na razie jednak mieszkańcy nadal codziennie odbijają się od zamkniętej bramy. I choć zarówno urząd, jak i właściciel Emalii deklarują chęć porozumienia, w praktyce to zwykli ludzie ponoszą konsekwencje przeciągającego się konfliktu.