Dwa miesiące temu Polską wstrząsnęła historia 51-letniej Magdaleny K. z Krakowa, która przez niemal trzy dekady żyła w całkowitej izolacji. Kobieta nie opuszczała mieszkania swoich rodziców na osiedlu Wola Duchacka, a świat zewnętrzny praktycznie dla niej nie istniał. Do dziś przebywa w szpitalu, a jej stan zdrowia uniemożliwia przesłuchanie. Prokuratura bada sprawę, a my sprawdziliśmy, co nowego wiadomo.
Dramatyczne wołanie o pomoc
Sprawa Magdaleny K. z Krakowa, która przez niemal 30 lat nie opuszczała mieszkania swoich rodziców, wyszła na jaw wiosną 2026 roku dzięki dramatycznym wiadomościom wyrzucanym przez okno bloku. Przez trzy dekady sąsiedzi byli przekonani, że kobieta wyprowadziła się za granicę lub przebywa w specjalistycznym ośrodku opiekuńczym.
- Byliśmy przekonani, że Magda wyjechała. Tak nam mówili jej rodzice
- mówili w rozmowie z Super Expressem sąsiedzi rodziny.
Prawda okazała się jednak zupełnie inna. Przełomem w sprawie okazało się desperackie wołanie o pomoc 75-letniej matki Magdaleny, Krystyny K. Kobieta zaczęła wyrzucać przez okno mieszkania kartki i plastikowe tacki z napisami „Ratunku”, „Pomocy” czy „Córka”. Zaniepokojeni sąsiedzi, którzy znajdowali nietypowe przesyłki, zaalarmowali policję i Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej.
Makabryczne odkrycie w zamkniętym pokoju
Po kilku interwencjach, w połowie maja, pracownicy MOPS-u w asyście policji weszli do mieszkania. W jednym z zamkniętych pokoi dokonali makabrycznego odkrycia. Znaleźli tam 51-letnią Magdalenę K. w skrajnie złym stanie fizycznym i psychicznym. Kobieta była zaniedbana, niemal całkowicie pozbawiona włosów i uzębienia. Według relacji świadków, z powodu bólu i traumy, miała wyrywać i zjadać własne włosy. Magdalenę natychmiast przetransportowano do szpitala.
"Dzielnicowy sprawdza nawet naszą lodówkę"
Prokuratura Okręgowa w Krakowie wszczęła śledztwo w sprawie znęcania się nad osobą nieporadną oraz narażenia jej na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Rodzinę objęto procedurą Niebieskiej Karty. Ojciec kobiety, emerytowany nauczyciel Kazimierz K., w rozmowie z mediami przyznał, że zaniedbał córkę. Tłumaczył, że w młodości Magdalena sama nie chciała wychodzić z domu, na co rodzice mieli z biegiem lat bezrefleksyjnie przystać. Teraz żałuje, że nie szukał dla niej pomocy. Opowiedział też, jak wygląda teraz ich życie.
- Magda nadal przebywa w szpitalu, odwiedza ją nasz syn. Donosi jej potrzebne rzeczy. Nas tymczasem odwiedza dzielnicowy, sprawdza nawet naszą lodówkę. Raz w miesiącu przychodzi do nas psycholog. Potrzebujemy teraz spokoju
- powiedział Kazimierz K. w rozmowie z Super Expressem.
Polecany artykuł:
Co dalej ze śledztwem? Ojciec może usłyszeć zarzuty
Śledztwo wciąż trwa, a prokuratura gromadzi materiał dowodowy. Jak informuje rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie, przesłuchano już wszystkich świadków, w tym ojca kobiety.
- Śledztwo jest w toku. Posłuchaliśmy już wszystkich świadków, w tym także Kazimierza K., ojca kobiety w charakterze świadka z uprzedzeniem. To oznacza, że w przyszłości może usłyszeć zarzuty. Magdalena K. nie została na razie przesłuchana. nie pozwala na to jej stan zdrowia. Przebywa nadal w szpitalu
- powiedział w rozmowie z Super Expressem Tomasz Waszczuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie.
Na ten moment kluczowe dla sprawy będzie ustabilizowanie stanu zdrowia Magdaleny, by mogła złożyć zeznania i opowiedzieć swoją wersję dramatycznych wydarzeń.