Horror na południe od Krakowa. Człowiek z zakrwawioną siekierą chodził po ulicach!
Policję zawiadomili przerażeni ludzie, którzy poinformowali, że po ulicach chodzi potężnie zbudowany mężczyzna i zaczepia przechodniów. - Trzyma w rękach zakrwawioną siekierę i pyta wszystkich "czy mają jakiś problem?". Wygląda, jakby szukał zaczepki - przekazali zastraszeni mieszkańcy. Na miejscu szybko zjawił się patrol w radiowozie. W okolicach boiska sportowego Zespołu Szkół im. W. Witosa znalazł ciężko rannego Kacpra H. Widok był przerażający - pęknięta czaszka, wszędzie krew, po prostu umierający młody człowiek. Na miejsce wezwano karetkę pogotowia, mężczyzna natychmiast trafił na stół operacyjny. Dwie ulice dalej mundurowi faktycznie zauważyli uzbrojonego napastnika, trzymał potężnych rozmiarów siekierę, krew ściekała z jej ostrza... Kacper H. Ze szpitala wyszedł po tygodniu, cudem przeżył.
- Nie byłbym zdziwiony, gdyby osoba z takimi obrażeniami ciała zmarła - nie krył na sali rozpraw biegły medyk Marian S. (51 l.) Z jego ekspertyzy wynikało, że ranny miał wgniecenia kości czaszki wskazujące, że otrzymał bardzo mocne ciosy ostrzem siekiery. Jedno z uderzeń doprowadziło do złamania kości ręki.
– Z synem było bardzo kiepsko, myślałem, że już z tego nie wyjdzie - mówił ojciec Kacpra. Teraz chłopak rehabilituje rękę, jeździ do szpitali. Z tego powodu domaga się teraz 150 tysięcy zł rekompensaty za swoją krzywdę.
Agresor karany w Anglii. Teraz przeprasza w krakowskim sądzie
– Zdarzenia na boisku nie pamiętam, dopiero w szpitalu odzyskałem świadomość - zeznał Kacper na rozprawie przed Sądem Okręgowym w Krakowie. Oskarżony Grzegorz M. częściowo przyznaje się do winy, ale opowiada, że i on nie kojarzy co się wydarzyło.
- Zażyłem środki odurzające, wypiłem półtora litra wódki, nie pamiętam zajścia - opowiadał. Dopiero, gdy sędzia Jarosław Gaberle wziął go w krzyżowy ogień pytań przypomniał sobie pewne szczegóły.
- Kacper uderzył mnie dwa razy pięścią, poszedłem po siekierę, zadałem nią uderzenia. Podejrzewałem kolegę, że ukradł mi portfel i klucze oraz o wcześniejszą próbę włamania do mieszkania - potwierdził. Potem wskazywał, że siekierę wziął od sąsiadki.
- Mówił, że musi wybić szybę, by dostać się do mieszkania, bo nie ma kluczy - potwierdziła Bożena J. (66 l.), emerytka. Gdy sędzia pokazał jej siekierę, rozpoznała swoją własność. Sędzia ocenił, że śmiercionośne narzędzie ma około 4 kg wagi i 77 cm długości.
- Żałuję tego co się stało, przepraszam Kacpra, alkohol robi swoje. Byłem mocno zdenerwowany, wpadłem w szał, dostałem białej gorączki. Pamiętam, że się zasłaniał, coś mamrotał po zadaniu uderzeń - nie krył oskarżony.
Na sali rozpraw Grzegorz M. był potulny jak baranek, przepraszał ofiary. Ma też zarzut grożenia naruszenia nietykalności cielesnej innego mieszkańca miasteczka, którego poturbował, opluł i któremu groził śmiercią. Do incydentu doszło trzy miesiące wcześniej przed zajściem z siekierą. Grzegorzowi M. nie spodobał się inny klient sklepu rybnego, doszło do scysji i o dziwo mniejszy, lżejszy i starszy Krzysztof S., (46 l.) obezwładnił agresora, powalił na ziemię i wykręcił mu rękę.
- On wtedy miotał w moim kierunku litanię przekleństw - opowiadał Krzysztof S. Przytrzymał go do przyjazdu policji. Grzegorz M. w areszcie oczekuje na wyrok. Był już karany na terenie Wielkiej Brytanii, gdzie przepracował 10 lat. Był wówczas skazany za kradzieże i nielegalne posiadanie broni.
Tekst: Artur Drożdżak