- 4 marca 2021 roku na ul. Piasta Kołodzieja w Krakowie 58-letni Leszek Kulebuk został wciągnięty pod koła tramwaju linii 52 po tym, jak drzwi przytrzasnęły mu rękę. Mężczyzna przeżył wypadek, jednak w jego wyniku stracił prawą nogę i doznał wielu innych ciężkich obrażeń.
- Sąd rejonowy oddalił pozew poszkodowanego o rentę od ubezpieczyciela MPK, uznając, że pieszy w 85 proc. przyczynił się do wypadku, gdyż był pod wpływem alkoholu i wysiadał po sygnale odjazdu.
- Mężczyzna nie zgadza się z wyrokiem i złożył apelację. Jego pełnomocnik wskazuje na dowody świadczące o tym, że mechanizm zamykania drzwi w tramwaju był wadliwy.
Dramatyczny wypadek w Krakowie. Pan Leszek wpadł pod tramwaj
4 marca 2021 r. na ul. Piasta Kołodzieja Kulebuk wysiadał z tramwaju 52, gdy drzwi przytrzasnęły mu lewą rękę. Mężczyzna chwilę biegł razem z odjeżdżającym pojazdem, ale w końcu wpadł pod koła. Motorniczy nie zauważył uwięzionego pasażera i kontynuował jazdę. Kulebuk w ciężkim stanie trafił do szpitala. Miał otwarte złamanie, lekarze amputowali mu prawą kończynę. Doznał też połamania drugiej nogi i trzech żeber. Medycy musieli mu przyszyć skalp na głowie, bo miał ranę szarpaną ucha, a czaszka była częściowo odkryta. Dwa miesiące był w szpitalu na oddziałach intensywnej terapii, ortopedii i chirurgii plastycznej. Do dziś przechodzi rehabilitację.
- Wypadku nie pamiętam, ocknąłem się na szpitalnym łóżku. Lekarze nie wiedzieli, jak mi powiedzieć, że nie mam nogi – opowiada dziś budowlaniec z zawodu. Porusza się o kulach lub na wózku inwalidzkim. W sprzątaniu, robieniu zakupów i załatwianiu codziennych spraw pomaga mu siostra. - Przychodzi też do mnie na dwie godziny pani z MOPS - nie kryje Kulebuk.
Sprawa trafiła do sądu. Pan Leszek walczy o rentę
Marek Gancarczyk rzecznik krakowskiego MPK podkreśla, że wypadek wydarzył dawno i sprawa jest już na etapie sądowym, w którym firma nie jest stroną. Pytany jak to możliwe, że mimo zabezpieczeń tramwaj ruszył z przystanku, choć drzwi przytrzasnęły rękę pasażera, odsyła do opinii biegłego. Prokuratura umorzyła sprawę karną, bo uznała, że nikt nie ponosi winy. Powołany biegły do spraw rekonstrukcji zdarzenia stwierdził bowiem, że motorniczy mógł zauważyć postać przy tramwaju, jednak nie było możliwe, by dostrzegł przytrzaśniętą rękę pasażera.
Sąd w oparciu o tę ekspertyzę uznał, że Kolebuk w 85 proc. przyczynił się do wypadku, bo był nietrzeźwy i wysiadał już po dzwonku ostrzegającym, że pojazd rusza.
Janusz Cymer z kancelarii prawnej Kurier zwraca uwagę, że nie ma żadnego dowodu, by pokrzywdzony wysiadał z tramwaju po sygnale od motorniczego. Nie ma też znaczenia, że był pod wpływem alkoholu. – Przedłożyliśmy do akt nagranie z którego wynika, że drzwi pojazdu tramwaju nie działały prawidłowo, a mechanizm ich zamykania był wadliwy.
Terminu rozpoznania apelacji w sądzie jeszcze nie ma. - Jestem dobrej myśli – mówi mężczyzna,
Tekst: Artur Drożdżak