Wiadomo, co stanie się z 8-miesięcznym Oliwierem po tragedii w Krakowie. "Procedura ma być przyśpieszona"

8-miesięczny Oliwier, który jako jedyny przeżył tragiczny wypadek w Krakowie, w wyniku którego zginęli jego rodzice, nie trafi do domu dziecka. Do Sądu Rodzinnego już trafił odpowiedni wniosek w tym zakresie, by umieścić dziecko w zupełnie innym miejscu. Procedura ma być ekspresowa, a decyzja zapadnie w przyśpieszonym tempie i - jak wynika z nieoficjalnych ustaleń - będzie pozytywna. Ujawniono szczegóły.

32-letni Mateusz i Klaudia zginęli w tragicznym wypadku, do którego doszło 22 sierpnia 2026 roku, około godzin 18:00, na ulicy Solnej w Krakowie. Rozpędzony samochód, kierowany przez 26-letniego Huberta, potrącił młode małżeństwo oraz ich 8-miesięcznego syna. Rodzice zginęli, a ich dziecko trafiło do szpitala w ciężkim stanie. Dzięki wysiłkom lekarzy i całego personelu medycznego, udało się ustabilizować stan małego Oliwiera. Ludzie ruszyli zaś z pomocą, organizując zbiórkę pieniężną dla chłopca, która w szybkim czasie odnotowała ponad 900 tysięcy złotych wpłat (stan na 28 sierpnia) i cały czas rośnie. W międzyczasie ujawniono, że 8-miesięczny maluch nie trafi do domu dziecka. Wirtualna Polska ustaliła, że do Sądu Rodzinnego w Krakowie wpłynął już wniosek od krewnych Oliwiera o przyznanie im opieki nad chłopcem. Nieoficjalne doniesienia mówią, że decyzja ma zostać podjęta w przyśpieszonym, ekspresowym tempie, i będzie prawdopodobnie pozytywna.

Czytaj także:  Czarna skrzynka pogrąży Huberta B.? Nie milkną echa po tragedii w Krakowie. "Może być jak z Sebastianem M."

- Sąd sprawę potraktował priorytetowo. Został jej już nadany bieg. Myślę, że ostateczna decyzja w sprawie dziecka zostanie podjęta bardzo szybko. Zapewne nie stanie się to jeszcze dziś, ale będzie to w kolejnych dniach — powiedział 27 sierpnia w rozmowie z WP sędzia Zbigniew Zgud, rzecznik Sądu Okręgowego w Krakowie ds. spraw cywilnych.

W tle smutnych i wstrząsających okoliczności zdarzenia, przynajmniej te wieści wydają się pocieszeniem. Tymczasem nadal trwa śledztwo, mające na celu ustalić szczegółowe okoliczności wypadku. Hubert B. został tymczasowo aresztowany. Więcej poniżej.

Hubert B. aresztowany, ale nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że auto wypadło z drogi przez nierówną nawierzchnię

Hubert B. niedawno odebrał swój "wymarzony samochód" i twierdzi, że feralnego dnia stracił panowanie nad pojazdem. Tłumaczył, że próbował ominąć rodzinę, lecz nie zdołał zapanować nad autem, które wypadło z drogi. 26-latek został już tymczasowo aresztowany przez sąd i będzie oczekiwał na proces, w którym grozi mu kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności - za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Samochód został już zabezpieczony przez prokuraturę. Serwis BRD24 ujawnia, że to pojazd dysponujący mocą 333 koni mechanicznych. Jak podał w rozmowie z portalem prokurator Mariusz Boroń z Prokuratury Okręgowej w Krakowie, wstępna opinia ekspertów wskazuje, że podejrzany poruszał się z prędkością około 70 kilometrów na godzinę. To dane zaczerpnięte na podstawie śladów na miejscu zdarzenia. Na drodze, którą jechał, jest ograniczenie do 30 km/h, czyli przekroczył prędkość o 50 km/h. Główny podejrzany nie przyznaje się do winy, zapewnia że jechał przepisowo, a wypadek zdarzył się przez "nierówną nawierzchnię". 

Eksperci wskazują, że czarna skrzynka, która powinna znajdować się w pojeździe kierowanym przez Huberta B., może dać odpowiedzi na wiele pytań w tej sprawie. Jej ewentualna zawartość na razie pozostaje tajemnicą, wszystko jest w toku, trwają różne badania i ustalenia funkcjonariuszy. Do sprawy z pewnością będziemy jeszcze wracać. 

Galeria zdjęć: Wiadomo, co stanie się z 8-miesięcznym Oliwierem po tragedii w Krakowie. "Procedura ma być przyśpieszona"

Sonda
Czy mandaty dla piratów drogowych powinny być jeszcze wyższe?
Pokój Zbrodni - były policjant zabił tynkarza

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki