„Widział, jak upada obok niego postrzelony człowiek!”. 30 osób uciekło przed kulami do klasztoru w Krakowie!

Uciekali przed śmiercią, szukając miejsca, w którym mogliby się schronić przed kulami. Około 30 przerażonych osób znalazło ratunek za murami klasztoru dominikanów w Krakowie. Jeden z uciekinierów widział, jak tuż obok niego upada postrzelony człowiek. Zakonnik, który przyjął ludzi do środka, opisał dramatyczne chwile. Sam przyznaje, że wśród ofiar sobotniej (7 listopada) masakry mogli znaleźć się również jego rodzice.

Uciekli przed strzelaniną do klasztoru. „Ich wzrok krzyczał”

To były chwile prawdziwej grozy. Kiedy w sobotnie popołudnie w centrum Krakowa rozległy się strzały, ludzie rozpaczliwie szukali schronienia. Nie wiedzieli, gdzie jest napastnik, czy nadal strzela i czy za chwilę sami nie znajdą się na linii ognia. Dla około 30 osób ratunkiem okazał się klasztor dominikanów przy ulicy Stolarskiej.

O tym, co działo się za jego murami, opowiedział w poruszającym wpisie na Facebooku dominikanin Marcin Marian Porożyński OP.

– Spod ostrzału uciekło ok. 30 osób, którzy schronili się w naszym klasztorze. Byłem zaskoczony, gdy zobaczyłem ich w atrium – ludzi, którzy mówili raczej cicho, ale ich wzrok krzyczał – napisał zakonnik.

Przerażeni ludzie prosili tylko o jedno. Chcieli znaleźć się w miejscu, do którego nie dotrze uzbrojony napastnik.

– Pytali się, czy mogą zostać za zamkniętymi drzwiami – mogli, oczywista – relacjonuje dominikanin.

Zakonnicy zaopiekowali się uciekinierami. Zaproponowali im wodę, wskazali toalety. Wśród tych, którzy znaleźli schronienie, byli ludzie mający za sobą przerażające doświadczenia.

– Jeden wspomniał, że widział, jak upada obok niego postrzelony człowiek – opisuje Porożyński.

W klasztorze panowała niepewność. Ludzie próbowali dowiedzieć się, co dzieje się na zewnątrz i czy mogą bezpiecznie opuścić budynek.

– Inni pytali, czy piszą coś w mediach – wtedy jeszcze nie pisali. Trzeba było dzwonić na 112, by czegoś się dowiedzieć. Zalecili pozostanie na miejscu – wspomina zakonnik.

„To mogli być moi rodzice”. Dominikanin opisał dramatyczne chwile

Dopiero później duchowny w pełni uświadomił sobie, jak niewiele brakowało, by tragedia dotknęła także jego najbliższych.

Tego samego dnia przyjechali do niego z Poznania rodzice. Dotarli do Krakowa około godz. 14.10, a więc niedługo przed rozpoczęciem strzelaniny. Na szczęście wcześniej poszli na obiad, a potem do pokoju gościnnego. Dzięki temu nie znaleźli się na ulicy w chwili ataku.

– Bogu dziękujemy, że najpierw poszliśmy na obiad, a później do pokoju gościnnego, gdyż mieści się on przy ulicy, którą przed 15:00 przejeżdżał strzelający terrorysta – napisał dominikanin.

Kiedy było już wiadomo, że sprawca został zatrzymany, zakonnik wyszedł zobaczyć, co dzieje się w okolicy. W powietrzu słychać było helikoptery, ulicami niosło się wycie syren. Wtedy zobaczył kolejną wstrząsającą scenę.

„Jej ciało nosiło 2 lub 3 rany postrzałowe”

Na ulicy leżała postrzelona kobieta. Pomocy udzielali jej strażacy i przypadkowi przechodnie. Karetka jeszcze nie dotarła.

– Widziałem, jak Straż i przypadkowi przechodnie udzielali pomocy postrzelonej, zanim przyjechała karetka – opisuje zakonnik.

Duchowny zapamiętał obrażenia kobiety. Widok był tak przejmujący, że postanowił zatrzymać się i modlić.

– Dużo osób już tam było, więc ja po prostu schwyciłem za koronkę przy moim pasku i zacząłem się modlić za ofiary, a szczególnie za tę panią, na którą patrzyłem, a której ciało nosiło 2 lub 3 rany postrzałowe – relacjonuje.

Wtedy dotarło do niego, jak przypadkowa była granica między tymi, którym udało się uciec, a osobami, które znalazły się na drodze napastnika.

– Zdałem sobie sprawę, że na jej miejscu mógł być ktokolwiek z tych wspaniałych ludzi, których poznałem w atrium, że to mógł być ktoś z moich braci, że to mogli być moi rodzice – napisał.

Jeszcze bardziej przejmujące są kolejne słowa dominikanina.

– Ale dzisiejsze ofiary to właśnie są wspaniali ludzie – czyiś bracia czy siostry, czyiś rodzice, przyjaciele, małżonkowie.

Duchowny nie kryje bólu po tym, co wydarzyło się w samym sercu Krakowa.

– Nawet nie wiem, jak opisać tę szkodę, że ta pani i inni postrzeleni nie zdołali znaleźć się w tym czy innym atrium – azylu. Bardzo proszę o modlitwę za nich i ich bliskich – zaapelował.

Sześć osób nie żyje. Dominikanin dziękuje policjantom i ratownikom

W sobotniej strzelaninie w centrum Krakowa zginęło sześć osób, a kilkanaście kolejnych zostało rannych. Napastnik został postrzelony i zatrzymany przez policjantów.

Marcin Marian Porożyński nie zapomniał również o służbach, które z narażeniem własnego życia ratowały innych.

– Policja z narażeniem życia powstrzymała zamachowca przed kolejnymi zbrodniami – podkreślił.

Opisał też drobny, ale wzruszający gest jednego z mieszkańców. Antoni Kowalik wieczorem przygotował termos gorącej herbaty i wyszedł poczęstować nią funkcjonariuszy stojących na warcie.

Wśród tragedii, strachu i rozpaczy znalazło się więc miejsce na zwykłą ludzką solidarność. Dla około 30 osób klasztor dominikanów stał się tego popołudnia bezpiecznym schronieniem. Inni nie mieli tyle szczęścia.

STRZELANINA W KRAKOWIE

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI