Spis treści
Ukraiński tiktoker wjechał autem nad Morskie Oko
W ostatnich dniach media obiegła informacja o niecodziennym incydencie na szlaku prowadzącym do Morskiego Oka. Jak się okazało, Andriy Gavryliv, znany influencer z Ukrainy, postanowił odwiedzić to malownicze miejsce, jednak zamiast pieszej wędrówki, wybrał jazdę samochodem. Taka decyzja wywołała spore poruszenie, ponieważ na obszarze Tatrzańskiego Parku Narodowego obowiązuje bezwzględny zakaz poruszania się prywatnymi pojazdami. Kontrowersyjne zachowanie błyskawicznie przykuło uwagę służb i wywołało dyskusję wśród polityków.
Ukrainiec dostał mandat i 8 punktów karnych
Mimo że kierowca wpadł w ręce mundurowych dopiero podczas drogi powrotnej, początkowo spotkała go wyjątkowo łagodna kara w postaci mandatu o wysokości 100 zł oraz ośmiu punktów karnych. Teraz jednak okazuje się, że finał tej sprawy może być dla niego znacznie bardziej dotkliwy.
Andriy Gavryliv przerywa milczenie: Mogę popełniać błędy
W niedzielę Andriy Gavryliv zamieścił w mediach społecznościowych oświadczenie wideo. Najpierw zwrócił się do odbiorców w swoim ojczystym języku, a następnie puścił przetłumaczone nagranie w języku polskim. W swoim wystąpieniu argumentował, że podczas trasy z Krakowa całkowicie zaufał nawigacji satelitarnej, która poprowadziła go prosto nad tatrzańskie jezioro. Dodał też, że rzekomo nie zwrócił uwagi ani na podniesiony szlaban, ani na ustawione znaki zakazu.
Wyjeżdżając z Krakowa, wyznaczyłem trasę do Morskiego Oka i jechałem według nawigacji, która doprowadziła mnie na miejsce. Jak się później okazało, przy wjeździe na teren rezerwatu znajdował się szlaban, który powinien zatrzymać mój przejazd, jednak go nie zauważyłem, ponieważ był podniesiony. Również po drodze do Morskiego Oka nie spotkałem żadnych przedstawicieli parku, służb ochrony, ani policji, nie zauważyłem też znaku "zakaz ruchu" i biorę za to odpowiedzialność, to moja wina - mówił mężczyzna na nagraniu.
Co ciekawe, film został nagrany we Lwowie z budynkiem opery w tle. Gavryliv zadeklarował, że z własnej woli opuścił terytorium Polski i powrócił na Ukrainę, deklarując jednocześnie gotowość do poniesienia konsekwencji swojego czynu.
Jestem człowiekiem i mogę popełniać błędy. Niczego nie ukradłem, niczego nie uszkodziłem i nikomu nie zrobiłem krzywdy. Przepraszam, jeśli uraziłem czyjeś uczucia - mówił influencer.
Policjanci z Zakopanego zostali oszukani przez Ukraińca?
Zakopiańska policja poinformowała o wszczęciu procedur w związku z naruszeniem przepisów dotyczących ochrony przyrody. Według doniesień serwisu tvn24.pl, funkcjonariusze zatrzymali kierowcę, gdy ten zdążył już opuścić teren parku narodowego. Mężczyzna miał wówczas skłamać na temat faktycznego celu swojej przejażdżki, przez co początkowo potraktowano go wyłącznie jako sprawcę wykroczenia drogowego. Kiedy jednak prawda wyszła na jaw, małopolscy policjanci zwrócili się do Urzędu do Spraw Cudzoziemców o uznanie Ukraińca za osobę niepożądaną.
Dalsza część artykułu znajduje się pod galerią.
Tłumy turystów w Tatrach
Możliwy zakaz wjazdu do Polski i strefy Schengen
Przedstawiciele Straży Granicznej zaznaczają, że w przypadku obcokrajowców, którzy łamią obowiązujące u nas przepisy, istnieje możliwość wydania nakazu opuszczenia terytorium kraju, a także nałożenia zakazu ponownego przekroczenia granicy.
Jak wyjaśnia major Bogumił Strojny, pełniący funkcję rzecznika Karpackiego Oddziału Straży Granicznej, taka sankcja może oznaczać dla influencera brak możliwości wjazdu do Polski oraz innych państw strefy Schengen nawet przez okres 5 lat. Ostateczne rozstrzygnięcia w tej sprawie powinny zapaść w najbliższych tygodniach.