Przedmioty z domu prof. Cęckiewicza na sprzedaż
Oferty zbycia przedmiotów z domu Witolda Cęckiewicza trafiły we wtorek na jedną z facebookowych grup zrzeszających pasjonatów antyków. Temat błyskawicznie podchwyciły lokalne serwisy informacyjne, a do dyskusji o ochronie dorobku wybitnego architekta włączyli się także politycy, między innymi reprezentująca Lewicę posłanka Daria Gosek-Popiołek.
W środę głos w sprawie zabrali przedstawiciele Muzeum Krakowa, którzy wyraźnie zaznaczyli w swoim oświadczeniu, że dziedzictwo Witolda Cęckiewicza jako architekta jest "profesjonalnie zaopiekowane". Instytucja zadeklarowała uważne śledzenie sytuacji i dodała, iż "trzyma rękę na pulsie i dołoży wszelkich starań, aby pamiątki po profesorze Cęckiewiczu o istotnej wartości historycznej i sentymentalnej dla miasta znalazły należne im miejsce". "Prowadzimy rozmowy z synem prof. Cęckiewicza, których celem jest ewaluacja i ewentualne nabycie lub przejęcie do zbiorów muzealnych tych obiektów, które najlepiej posłużą zachowaniu pamięci o życiu i twórczości tej wybitnej postaci" - podało w komunikacie Muzeum Krakowa.
"Wbrew wrażeniu, jakie mogą sprawiać publikowane w mediach zdjęcia wnętrz, większość widocznych na nich przedmiotów osobistych czy elementów wystroju nie jest na sprzedaż. Rodzina przeznaczyła na sprzedaż wyłącznie meble oraz przedmioty wielkogabarytowe" - podkreślili również przedstawiciele placówki.
Pamiątki po prof. Cęckiewiczu gromadzi także Muzeum Narodowe w Krakowie, którego przedstawiciele przekazali PAP, że instytucja obecnie "analizuje temat" po publikacji ofert zbycia historycznych pamiątek w mediach społecznościowych. Warto w tym miejscu przypomnieć, że kupując w 2016 r. zaprojektowany przez Cęckiewicza hotel "Cracovia", MNK zakupiło też komplet materiałów archiwalnych związanych z projektem, w tym plany architektoniczne i rysunki projektowe, zabezpieczając dokumenty związane z budynkiem.
Już w sobotę na wspomnianej grupie pojawił się wpis, którego autor zapewnia, że podjęte przez niego działania nie były samowolne i miały opierać się na "dżentelmeńskiej umowie na wyłączność przy sprzedaży".