Spis treści
Mieli plan, szkic budynku i szlifierkę
„Złego diabli nie …” - taki tatuaż nosi Paweł P. (34 l.). Ale jeśli sąd uzna go za winnego, diabli mogą go jednak zabrać. I to na długie lata! Razem z dwoma kompanami odpowiada za skok, który wygląda jak scenariusz komedii o gangu Olsena. Tyle że pieniądze były prawdziwe. Przeznaczone dla podopiecznych pomocy społecznej.
Mózgiem operacji miał być Jerzy W. (26 l.). Bywał w Miejsko-Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej w Pasłęku (woj. warmińsko-mazurskie), znał układ pokoi, przygotował szkic. Wiedział też, że 7 każdego miesiąca są wypłacane świadczenia. Uznał, że kasa musi być pełna kopert z gotówką. Do roboty dobrał Pawła P.
Nie mogli otworzyć sejfu, więc ukradli go w całości
Nad ranem weszli przez piwnicę sąsiedniej przychodni. Klatką schodową dotarli na trzecie piętro. Nie było alarmu ani monitoringu. Z plecaka wyciągnęli siekierkę i akumulatorową szlifierkę. Pokonali drzwi, dostali się do pomieszczeń MOPS-u i dopadli sejfu. Cięli zawiasy, ale opancerzona kasa ani drgnęła.
Wtedy wpadli na pomysł godny filmowych rabusiów: skoro nie da się otworzyć sejfu, trzeba ukraść go w całości! Ważący kilkaset kilogramów kolos w pocie czoła i ryzykiem przepukliny wydostali z budynku przez piwnice. Na zewnątrz czekał dwukołowy wózek zabrany z posesji niepełnosprawnego mieszkańca. Przykryli łup kocem i przetoczyli ulicami miasta.
Z sejfu zniknęły tysiące złotych
Na tej samej posesji skąd podprowadzili wózek, poszła w ruch szlifierka i siekiera. Hałas zwabił starszą kobietę, która wybudzona ze snu hałasem przepędziła intruzów. Ci wezwali posiłki: Dawida K. (28 l.) z niezawodnym volkswagenem passatem kombi. Sejf trafił do auta, a potem na odludne wysypisko pod Pasłękiem.
Tam, po wielu godzinach cięcia i zużyciu kolejnych tarcz, dobrali się do środka. Według ustaleń zniknęło około 42 tys. zł. Banknoty podzielili, puste koperty wepchnęli z powrotem do rozprutego sejfu. Największą część łupu miał zgarnąć pomysłodawca, Jerzy W.
Pogrzebała ich kradzież mikrofalówki
Wpadli nie przez wielki skok, lecz przez drobną kradzież! Wcześniej wynieśli ze składziku starą mikrofalówkę, monitor kineskopowy i kosiarkę. Kamery nagrały ich jak wynosili łupy. Policjanci zestawili nagrania z materiałem dotyczącym transportu sejfu nagranym na miejskim monitoringu i rozpoznali sprawców. Część pieniędzy odzyskano.
„Nie chcę iść do więzienia”
Na ostatniej rozprawie Jerzy W., doprowadzony z aresztu w kajdankach na rękach i nogach, przyznał się do winy, ale odmówił wyjaśnień. Sąd odczytał jego wcześniejsze relacje. W jednej zapisano, że na myśl o więzieniu rozpłakał się: „Nie chcę iść do więzienia”. Cała trójka ma obrońców z urzędu. Grozi im do 10 lat za kratami.
W MOPS-ie są już nowe drzwi, lecz nadal nie ma alarmu ani kamer. W piwnicy wisi jeszcze policyjna taśma. A Paweł P.? Ma na sobie napis, że „złego diabli nie …(biorą-przyp red.)”.