"Jak utrzymać się w Warszawie za 9 tysięcy?" Pyta poseł Marcin Kulasek. Teraz przeprasza

2019-12-05 11:59 SCH
Marcin Kulasek
Autor: Marcin Kulasek FB Marcin Kulasek z SLD

Marcin Kulasek w listopadzie rozpoczął swoją pierwszą kadencję w roli posła Sejmu RP. W czwartek zrobiło się o nim głośno ze względu na wypowiedź, jakiej udzielił w mediach. Poseł SLD sympatyków tą wypowiedzią raczej sobie nie zyska, choć próbuje się tłumaczyć.

Poseł SLD: Hotel jak "za Gierka"

– Proponuję spróbować się utrzymać w Warszawie za 6,5 tys. zł na rękę i dietę 2,5 tys. zł – powiedział Interii Marcin Kulasek, sekretarz generalny SLD zapytany o życie w hotelu sejmowym. Według niego, poselski budżet jest mocno obciążony, choćby ze względu na brak aneksów kuchennych w Domu Poselskim. Kulasek ocenił również poselski hotel. – Meble pamiętają późnego Gierka, jest ciasno. Część ma wyremontowane łazienki z prysznicem, część wciąż dysponuje starymi wannami.

Sekretarz generalny SLD nie szczędził gorzkich słów, co do warunków mieszkalnych w hotelu. - W pokoju mogę zrobić sobie jedynie herbatę, poza tym muszę stołować się na mieście (...). To są wszystko koszty. Gdybym chciał sobie zrobić śniadanie, to mam to utrudnione. Nie mogę sobie ani podgrzać parówki, ani usmażyć jajecznicy, bo nie ma gdzie - wylicza Marcin Kulasek.

Olsztyński poseł szybko stał się bohaterem medialnych artykułów, na co odpowiedział na Twitterze. Zdaniem Kulaska sens jego słów był inny. - Uważam, że posłowie zarabiają dobrze. Rozmowa nie była autoryzowana – napisał poseł SLD, który przeprosił za swoją wypowiedź. – Wszystkich przepraszam i obiecuję zawsze autoryzować swoje wypowiedzi.

Chciałoby się napisać - rychło w czas. Internauci pytają posła w komentarzach, jaki był prawdziwy sens tej wypowiedzi. Inni zwracają uwagę, że skoro odpowiedź "na gorąco" była taka a nie inna, to znaczy, że Marcin Kulasek rzeczywiście tak myślał.

- Stare tłumaczenie. Co z tego, że Pan nie autoryzował. Powiedział Pan? Powiedział - komentują internauci.

- To można się za taką kwotę utrzymać w Warszawie, czy nie Panie Marcinie?