Opole: Perfidnie oszukał Ukrainki uciekające przed wojną. Trudno uwierzyć, ile płaciły za kawalerkę pod ziemią!

i

Autor: archiwum prywatne Opole: Perfidnie oszukał Ukrainki uciekające przed wojną. Trudno uwierzyć, ile płaciły za kawalerkę pod ziemią!

Perfidnie oszukał Ukrainki uciekające przed wojną. Trudno uwierzyć, ile płaciły za kawalerkę pod ziemią!

2022-04-28 13:58

Na Dworcu Głównym wysiadają w niedzielę, 27 marca. Za nimi trasa Żytomierz - Ukraińskie Karpaty - Kraków. W Opolu nie mają nic, tyle dobrze, że Kristina (17 l.) umie mówić po polsku, była tu przed wojną. Mała Sofia (9 l.) ma traumę, za dużo widziała i, podobnie jak mama, zna tylko ukraiński. Dwa tygodnie po przyjeździe do Polski, w okolicy opolskiej Młynówki, poznają Bogusława Seredyńskiego. W ten sposób ich historia trafia do nas.

Kiedy wybucha wojna, są w zachodniej Ukrainie. - Jak ruscy znajdą takie osoby jak my, to są problemy - słyszę w trakcie jednej z rozmów z Kristiną (17 l.) Ojciec wysyła je dalej, pociągiem do Ukraińskich Karpat, a sam zostaje na miejscu. Najpierw plan był taki, że w górach zostaną parę dni, bo nadzieja, że wojenny kurz szybko opadnie, jest jeszcze silna. Ale minął prawie miesiąc, a z Żytomierza przyszła informacja, że jednak trzeba do Polski. Wsiadają w pociąg do Krakowa, a stamtąd do Opola. 27 marca wysiadają na Dworcu Głównym. Młoda Kristina sobie radzi, jak trzeba - a trzeba – mamie i młodszej siostrze robi za tłumaczkę. Szukają miejsca w Sokratesie - to punkt recepcyjny, dom tymczasowy dla uchodźców z Ukrainy - ale z dostępnych stu wszystkie są już zajęte. Kristina przegląda internet w poszukiwaniu mieszkania i tak trafia na ofertę, jest numer telefonu, adres i koszt: 2020 zł za miesiąc (z wliczoną kaucją 500 zł). Dwa dni po przyjeździe do Opola, 29 marca, dzwonią do ogłoszeniodawcy i akceptują warunki. Spotykają się w mieszkaniu, suterenie, półpiwnicy o powierzchni nie większej niż 15 metrów kwadratowych. Wręczają mu pieniądze i wynajmują niewielki lokal. Maria, matka dziewczyn, pyta o umowę najmu, Kristina tłumaczy to na polski. - Tutaj to tak nie działa, w Polsce nie ma zwyczaju podpisywania umów - słyszy od właściciela.

Polecamy: "Nie wiem, ile jeszcze będziemy musieli mieć siły". Pomaganie uchodźcom w Opolu jest coraz trudniejsze! [WIDEO, ZDJĘCIA]

Mijają dwa tygodnie, w tym czasie Kristina i Sofia (9 l.) zajmują się swoimi sprawami: ta pierwsza studiuje prawo międzynarodowe na Uniwersytecie Kijowskim - ma zajęcia zdalne przez telefon, bo laptop został w Żytomierzu - a druga zajęcia zdalne w szkole podstawowej. Po szkole zwiedzają miasto i przy tej okazji, w okolicach Młynówki poznają Bogusława Seredyńskiego, przed laty prezesa Wydawnictw Naukowo -Technicznych (ofiara głośnej, bezprawnej akcji CBA, w której brał udział m.in. agent Tomek). Ten kontakt już niedługo bardzo się przyda.

Maria tłumaczy mi (po ukraińsku), że wszystkie trzy chcą wrócić do domu, kiedy tylko będzie to możliwe. Czekają na informację z wewnątrz. Jak przyjdzie SMS o treści: "już można", wsiądą w pierwszy pociąg. Właśnie dlatego po kilku dniach kontaktują się z właścicielem sutereny. Proponują inne rozliczenie: np. w ujęciu tygodniowym lub dziennym, w ten sposób łatwiej byłoby wrócić, gdyby sytuacja nagle się zmieniła. Mężczyzna zgadza się, ale tylko przy stawce... 100 zł za dzień. Kristina dzwoni do Bogusława i pyta o alternatywne rozwiązania, ale - przynajmniej na razie - ich brak. Kobiety płacą więc za następny miesiąc - tym razem 2.200 zł (do 22 maja).

"Zapłaciłyście, to mieszkajcie"

20 kwietnia alarm podnoszą kolejni poznawani znajomi, w tym Seredyński. Galopujące, niewytłumaczone niczym stawki nijak nieodpowiadające standardom i brak umowy nie wróżą niczego dobrego. - Rano, 20 kwietnia zadzwoniłam do Pana (imię do wiadomości redakcji - red.). Powiedziałam, że nie chcemy już mieszkać w tym mieszkaniu i prosimy o zwrot pieniędzy zapłaconych do 22 maja - tłumaczy Kristina. W odpowiedzi z telefonu usłyszała ten sam tekst, który padł już wcześniej: "Tutaj to tak nie działa. Zapłaciłyście do 22 maja, to mieszkajcie". Jakiś czas później zgadza się na zerwanie umowy.

Akcja policji na Grunwaldzkiej... spóźniona

Następnego dnia, 21 kwietnia (czwartek) kontaktuje się z nami Bogusław Seredyński. W południe na Komendzie Miejskiej Policji w Opolu składa wniosek o asystę policji przy odbiorze lokalu o 16.00. W ten sposób chce dopilnować, by właściciel mieszkania oddał kobietom pieniądze wpłacone na poczet mieszkania do 22 maja. Jedziemy na miejsce. Gospodarz zjawia się punktualnie, w przeciwieństwie do... patrolu policji. Ten dopiero 20 minut później, kiedy mężczyzny już nie ma. Oddał 2.000 zł, co oznacza, że zachował dla siebie m.in. kaucję (500 zł.) i 200 zł. Kristina składa zeznania w naszej obecności. Sprawa trafiła na komendę przy ul. Cmentarnej w Opolu, gdzie będzie procedowana. Ale żeby zobaczyć swoje pieniądze, 17-latka najpewniej będzie musiała wejść na drogę sądową, lub interweniować w urzędzie skarbowym.

Polskie prawo, czyli przepis widmo. Co na to radca prawny?

Przypomnijmy, że Kodeks Cywilny nie zobowiązuje do tego, by umowę najmu na okres poniżej roku zawierać na piśmie (to znaczy, że do 12 miesięcy umowę można zawrzeć np. ustnie). Jest jednak jedno, kluczowe "ale". Jak czytamy w regulacjach, każda umowa powinna trafić do urzędu skarbowego i od każdej takiej umowy konieczne jest odprowadzanie podatku dochodowego. Komentarza w tej sprawie udzieliła Karolina Georges-Towalska, radca prawny, przedsiębiorca, która prowadzi własną kancelarię w Raciborzu.

Prawdą jest, że przepisy kodeksu cywilnego nie wskazują, że umowa najmu musi być zawarta na piśmie, jeżeli jest zawierana na okres krótszy niż rok. (art. 660 KC) W takiej sytuacji wynajmujący, jeżeli będzie zgłaszać fakt wynajęcia- co powinien zrobić, bo jest podatkowo zobowiązany- takiej umowy nie załącza. A gdyby urząd skarbowy pytał o podstawę opodatkowania i jak została ona wyliczona- wynajmujący może oświadczyć, że umowy na piśmie nie ma, bo być nie musi. Mamy tu gołym okiem widoczną pewną rozbieżność w przepisach – z jednej strony nie musimy mieć umowy na piśmie, a z drugiej urząd skarbowy może słusznie oczekiwać wykazania skąd wzięliśmy kwoty w zgłoszeniu. Dla zabezpieczenia własnych interesów prawnicy zawsze polecają sporządzanie tych umów na piśmie- tych i każdej innej. Szczególne teraz kiedy osoby uciekające przez wojną i które są w bardzo trudnej sytuacji życiowej mogą łatwo paść ofiarą osób, których uczciwość może być wątpliwa. Umowa jest czymś do czego łatwo zajrzeć, a nie błądzić w gąszczu przepisów – opiniuje.

Express Biedrzyckiej - dr Małgorzata Bonikowska: Zachód już wie, że nie może dać się zastraszyć

"Jesteśmy przyszłymi prawnikami. Być może, w przyszłości, to my rozliczymy tę wojnę"

Kristina, Maria i Sofia są bezpieczne w mieszkaniu, które udało się zorganizować dzięki wsparciu Bogusława Seredyńskiego. Kristina dalej bierze udział w zajęciach, teraz ma pożyczonego laptopa. - Dzisiaj na przykład miałyśmy na obiad barszcz ukraiński. Dbamy o to mieszkanie, pomagamy przy sprzątaniu itp. Cały czas podtrzymujemy, że jak tylko będzie możliwość, pojedziemy do domu. Czekamy na SMS-a, a w tym czasie zajmujemy się swoimi obowiązkami. Ja mam swój pokój, mama z siostrą swój. Prezydent Zełenski nie zmienia zdania w kwestii nauki, szkoły mają działać. Oczywiście tam, gdzie to możliwe. Wszystko odbywa się zdalnie, a kiedy w Ukrainie wybrzmiewa alarm, wszyscy schodzą do piwnic. My na Uniwersytecie Kijowskim jesteśmy przyszłymi prawnikami. Rozmawiamy o wojnie, być może w przyszłości to my ją rozliczymy - podsumowuje Kristina.

Dane personalne bohaterek reportażu zostały w całości zmienione tak, by nie można było powiązać ich z treścią.