SKANDAL! Chwalą obóz koncentracyjny! Ludzie jedli tam własne dzieci. "Jedzenie niesamowite". Aktywista z Opola OBURZONY!

2021-02-24 12:21 Michał Górecki
Skandal. Chwalą obóz koncentrancyjny Yodok. To obrzydliwe! Interweniuje aktywista
Autor: Google Maps/Screenshot Skandal. Chwalą obóz koncentrancyjny Yodok. To obrzydliwe! Interweniuje aktywista

Internet zawrzał. Obóz koncentracyjny Yodŏk w Korei Północnej został niemal jednogłośnie, w różnych językach, okrzyknięty wspaniałą atrakcją. Ci, którzy uszli z życiem opowiedzieli o horrorze, jedzeniu szczurów i torturach, z kolei ci, którzy zostali w obozie, być może zostali uwiecznieni na zdjęciach satelitarnych. Istnienie tego obiektu odkryto w 2008 r. - właśnie dzięki satelitom. Teraz w opiniach na Google Maps czytamy: "pozdrawiam z rodzinką", "świetne miejsce". Interweniuje aktywista z Opola.

"Auschwitz? Chyba przeżyliśmy to samo"

Kang Chol Hwan miał 9-lat, gdy został zesłany razem z dziadkiem do obozu Yodŏk. Kiedy udało mu się wyjść, napisał autobiografię pt. "Usta pełne kamieni. Dziesięć lat w północnokoreańskim gułagu".

- Widziałem kiedyś film o obozie koncentracyjnym w Auschwitz i myślę, że przeżywaliśmy to samo - czytamy.

- To było bydło, a nie ludzie. Mogliśmy ich zakatować na śmierć - opowiada w filmie "Kraj cichej śmierci" Kwon Hyok, były naczelnik jednego z obozów.

Koreanka Kim Hye-sook jest najprawdopodobniej jedną z osób, które spędziły tam najwięcej czasu. Jej osobiste piekło trwało 28 lat, później uciekła. W książce "A Concentration Camp Retold in Tears" opowiada o chronicznym głodzie. Przytacza historię pewnej matki, która ugotowała własne, dziewięciomiesięczne dziecko, żeby nie umrzeć z głodu. Niemowlakowi musiała odciąć głowę i nogi, bo nie mieściło się w garnku. Pojawiał się też barter; zniewolona matka raz próbowała wymienić ciało poćwiartowanego, 16-letniego syna, na kukurydzę. Wcześniej go zabiła.

"Niesamowite miejsce", "Wróciłbym, gdybym mógł", "Myślałem, że to obóz YODA. LOL. A to obóz odchudzający, nic wspólnego z Gwiezdnymi Wojnami"

W styczniu 2013 roku Google opublikował pierwszą mapę satelitarną Korei Północnej. Widać na niej obozy koncentracyjne, w których - według szacunkowych danych - przebywało 100-200 tysięcy ludzi. Do tamtej pory, mapa kraju była w Google białą plamą. Wiadomości o terrorze komunistycznej Korei dotarły poza granice kraju głównie, jeśli nie wyłącznie, dzięki zbiegom reżimu.

Dziś na mapie pod adresem Obozu Koncentracyjnego Yodŏk możemy zobaczyć kilka zdjęć. Widać kompleks obozów, czasem niewyraźne zbliżenia.

- Tam na tym zbliżeniu, na placu to chyba ludzie. Ciekawe czy jeszcze żyją - zastanawia się aktywista Grzegorz Ostromecki z Opola. Trafił na komentarze osób różnej narodowości; większość z nich wystawia opinie i komentuje lokację wystawiając jej "gwiazdki". Obóz koncentracyjny ma obecnie ocenę 3,7 w 5 stopniowej skali.

Roi się od komentarzy. To tylko niektóre z nich, część przetłumaczyliśmy z języka angielskiego, inne są napisane po polsku:

Bardzo przyjemne miejsce.

Jedzenie było niesamowite, atmosfera była świetna, personel konsekwentnie starał się sprostać naszym potrzebom. Gorąco polecam. Pozwalają także zdobyć doświadczenie w rolnictwie z pierwszej ręki.

Pobyt tutaj był absolutnie niesamowity, z jakiegoś powodu woda morska była czerwona zamiast niebieskiej, ale w porządku. Najważniejszym punktem tego miejsca jest program odchudzania. Kiedyś 133 kg, ale po wielkich opcjach diety ważyłem 12 kg.

Oferują żywność trudną do spożycia. Czy nie jest to nowe podejście do mojej diety ograniczającej apetyt?

Dopóki jesteś w szczęśliwym 1,5% ludzi, którzy przeżyją, będziesz się świetnie bawić!

"To jest niewłaściwe. Szczególnie uderzają mnie komentarze w j. polskim"

Po tym, jak odnalazł miejsce, o którym czytał, trafił też na setki komentarzy. Aktywista z Opola Grzegorz Ostromecki w swoich mediach społecznościowych zwraca uwagę na przytłaczające zachowanie rodaków.

- Szczególnie uderzają mnie komentarze w języku polskim. Na naszej ziemi mamy przerażające pamiątki po strasznej wojnie. Po dokładnie tych samych metodach walki z ludźmi, metodach ich wyniszczania; mam na myśli choćby Groß-Rosen czy Auschwitz Birkenau. Dziwi mnie to i przeraża, że w języku polskim pojawiają się takie komentarze - zdradza w rozmowie z SE.pl

"Auschwitz Birkenau nie spadł nam z nieba"

Grzegorz Ostromecki zwraca uwagę na uderzającą bierność i niebezpieczną obojętność.

Auschwitz Birkenau nie spadł nam z nieba. Za tym i innymi takimi miejscami zawsze stały jednostki ale przy bierności sporej części społeczeństwa. Dzisiaj z taką biernością również mamy do czynienia. Nie reagujemy na rasistowskie ataki na ulicach, czy choćby na nominację takich ludzi jak Tomasz Greniuch, on też nie spadł z nieba. To świeży przykład. Pokazuje, jak bardzo mylni jesteśmy w swoich ocenach, mówiąc że to już nie powróci. Nie. Zło lubi powracać w momencie, kiedy jesteśmy na nie zobojętnieni. Historia potrafi zatoczyć koło, oby ta tego już nigdy nie zrobiła

Aktywista symbolicznie proponuje zamieszczenie komentarza dla przeciwwagi.

- To może się powtórzyć i u nas, jeśli tylko będziemy nadal obojętni. Niech każdy zastanowi się nad tym, w którym miejscu jest, jakie wartości reprezentuje i czy przypadkiem ta bierność nie wzmacnia tego całego zła i nie nakręca tych mechanizmów zbrodniczych ideologii. Moja propozycja jest jasna, nie musiałem długo myćleć nad tym, żeby skomentować to miejsce na Google Maps. Może też dodacie jakiś komentarz dla przeciwwagi wobec całego tego zła. I koniecznie dajcie jedną gwiazdkę dla tych wszystkich ludzi, którzy przeszli to piekło - komentuje.

Podobno obóz został zamknięty w 2014 r. Oficjalne dane podają, że jeszcze w 2012 r. żyło tam żyło ok. 50 tys. więźniów.

Pierwszy transport do Auschwitz - 80 rocznica w Tarnowie