Do wstrząsających scen w Opolu-Czarnowąsach doszło 29 sierpnia 2023 roku, około godziny 17:00. W jednym z mieszkań znaleziono wówczas zwłoki 3-letniego chłopca i 4-letniej dziewczynki. W rękach trzymała je 34-letnia Krystyna S., matka maluchów, która próbowała odebrać sobie życie. Cała trójka leżała razem w łóżku. Od razu pojawiło się podejrzenie, że to matka zabiła – miała tego dokonać przy użyciu noża tapicerskiego. „Gabryś był na jej prawej stronie, a Natunia na lewej. Przytuliła je, nakryła kołdrą. To jest straszne. Która matka zabija swoje dzieci?” - to słowa, które w rozmowie z TVN-em wypowiedzieli dziadkowie dzieci. To oni dokonali makabrycznego odkrycia w wynajmowanym przez kobietę mieszkaniu. Byli rodzicami partnera kobiety, czyli ojca dzieci. Wcześniej umówili się z 34-latką na spotkanie. Nie mogli dostać się do mieszkania, ponieważ było ono zabarykadowane, lecz ostatecznie zdołali wejść do lokalu. Wtedy znaleźli zwłoki dzieci i zakrwawioną kobietę.
Poderżnięte gardła, aż do samej tętnicy. Makabryczne odkrycie w mieszkaniu. Dziadkowie wezwali pogotowie
Starsze małżeństwo relacjonowało przed kamerami, że 4-letnia dziewczynka miała zmierzwione, zakrwawione włosy i poderżnięte gardło aż do tętnicy. Tak samo potraktowano 3-letniego chłopca. Byli w szoku, ale natychmiast wezwali karetkę pogotowia i służby. Początkowo myśleli, że zarówno dzieci, jak również ich matka, nie żyją. Okazało się jednak, że Krystyna S. przeżyła. Mimo tego, że podcięła sobie żyły, ratownikom udało się uratować 34-latkę. Jak później mówiła matka kobiety, gdy przyjechało pogotowie, Krystyna S. była nieprzytomna i nie dawała oznak życia. Przeprowadzono więc reanimację, która przyniosła skutek – kobieta została uratowana.
Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni
Pan Tomasz, ojciec dzieci, w rozmowie z TVN-em mówił, że nie ma pojęcia, czemu matka Gabrysia i Natalii to zrobiła. Mężczyzna wyznał przed kamerami: „Zabrała mi dzieci, zabrała sens i cel. Zabrała też nadzieję na wszystko. Dla kogo mam coś teraz robić? Po co? Jak żyć? Nie ma nawet domu, do którego mógłbym wrócić, nie ma zupełnie nic”.
Ojciec maluchów dowiedział się o wszystkim w zasadzie na końcu. Gdy wrócił z pracy, w mieszkaniu już były wykonywane oględziny miejsca zbrodni. Na początek zobaczył mnóstwo policji, karetkę pogotowia. Jeszcze wtedy nie wiedział, że za chwilę otrzyma informację, która zmiecie go z nóg. Przeżył ogromny wstrząs i do dziś zastanawia się, czemu spotkała go taka tragedia.
Reporter „Super Expressu” ustalił nieoficjalnie, że rodzina miała założoną niebieską kartę. W takich przypadkach zawsze pojawiają się pytania: czy tragedii można było uniknąć? Czy można było zrobić coś, co zapobiegłoby tym krwawym wydarzeniom?
Rodzina nie miała złej opinii na osiedlu. Nie było zgłoszeń dotyczących tego, że mogło tam się dziać coś złego. Nie było libacji alkoholowych, nie było żadnych przypuszczeń na temat na przykład przemocy domowej. Jedyne uwagi dotyczą tego, że mieszkanie mogło być zbyt małe dla tylu lokatorów. W przeszłości tę rodzinę dotknęła też inna tragedia.
Dom spłonął w pożarze, stracili dobytek życia. W telewizji prosili o wsparcie finansowe
Krystyna S. miała wprowadzić się bowiem do nowego mieszkania po tym, jak jej lokum spłonęło w pożarze. Prokuratura potwierdziła, że faktycznie takie zdarzenie miało miejsce. Dokładnie w styczniu 2022 roku kobieta straciła w pożarze dom, a także cały dobytek życia. W tym feralnym wydarzeniu rodzina cudem uniknęła śmierci. To sąsiad w ostatniej chwili ich zaalarmował, zdążyli wtedy uciec z płonącego mieszkania. „Byliśmy w piżamach, zdążyliśmy tylko wziąć kurtki i buty”, relacjonowali po wszystkim. Ich świat miał się wtedy zawalić: pozostali bez dachu nad głową, bez większych środków do życia. Na ich rzecz zorganizowano nawet zbiórkę pieniędzy w internecie. Cel ustawiono na sto tysięcy złotych. Takie pieniądze miały dać im nadzieję na lepsze życie, lecz wpłaty po pewnym czasie stanęły w miejscu. Krystyna S. z partnerem wystąpili w lokalnej telewizji, gdzie mówili o zbiórce. Były także obecne dzieci, które tuliły się do rodziców. Rodzina sprawiała wrażenie ciepłej, dobrze zgranej, mimo tragedii, która ich dotknęła. Ostatecznie trafili wówczas do lokalu interwencyjnego, zapewnionego przez Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie. Po 13 miesiącach wyprowadzili się i trafili do kawalerki na osiedlu w Czarnowąsach, dzielnicy Opola.
Czytaj także: Beata rodziła dzieci i czekała, aż umrą. Kilkoro udusiła pępowiną. Pięć malutkich ciał w Hipolitowie
Kilka dni po tragicznych wydarzeniach, które miały tam miejsce, dokładnie 31 sierpnia 2023 roku, gdy lekarze stwierdzili, że stan zdrowia Krystyny S. na to pozwala, kobieta została doprowadzona do Prokuratury Rejonowej w Opolu. Już wtedy śledczy informowali, że zostaną jej przedstawione dwa zarzuty zabójstwa. Przyjmowano, że kobieta działała z zamiarem bezpośrednim, czyli że chciała zabić swoje dzieci i zadała im rany cięte szyi. 34-latka została tymczasowo aresztowana.
To nie wszystko, bo biegli psychiatrzy mieli też sprawdzać, czy kobieta była poczytalna w chwili popełnienia zarzucanych jej czynów, a także zbierać i weryfikować dane lekarskie w sprawie 34-latki. Okoliczności zdarzenia budziły bowiem wątpliwości, czy z jej psychiką jest wszystko w porządku. W toku śledztwa wyszło na jaw, że 34-latka nie była jedynie matką 3-latka i 4-latki. Miała również starszą, 9-letnią córkę. Była ona owocem innego związku kobiety i nie było jej wówczas na miejscu. Przebywała pod opieką ojca, byłego męża Krystyny S. Nic jej się nie stało.
Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.
Matka sprawczyni wolałaby, żeby córka zginęła, niż poszła do więzienia. Szokujące słowa przed kamerami
Gdy przygotowywaliśmy ten materiał, wciąż nie było wiadomo, dlaczego Krystyna S. postanowiła zabić dzieci i próbowała odebrać sobie życie. Kobieta złożyła zeznania przed prokuraturą, ale śledczy nie ujawnili, z uwagi na dobro śledztwa, co dokładnie powiedziała.
Matka 34-latki w rozmowie z reporterami programu Uwaga! TVN powiedziała, że gdyby córka została skazana przez sąd jako osoba poczytalna, to lepszym wyjściem byłaby dla niej kolejna próba samobójcza. - Chciałaby pani, żeby pani córka żyła i żeby ją bili, maltretowali i wykorzystywali w więzieniu? Taki los jest lepszy? - mówiła matka podejrzanej do zszokowanej reporterki.
Zobacz także: Jak naprawdę zginął Łukasz Litewka? Prokuratura ujawnia nowe fakty. Ludzie będą w szoku
Dlaczego rodzina miała założoną Niebieską Kartę? Pan Tomasz, partner Krystyny, w tym samym reportażu TVN-u wyjawił, że uderzył kiedyś kobietę w ramię, a ta zrobiła obdukcję i złożyła stosowne zawiadomienie. Miała je później wycofać, ale kłótnie się powtarzały. „Nie jestem idealnym człowiekiem, bywam nerwowy i porywczy, ale ludzie się kłócą, to nie jest powód”, mówił pan Tomasz przed kamerami o zabójstwie jego dzieci. Matka 34-latki dodawała, że jej córka miała z mężczyzną kłócić się o wszystko. W dniu tragedii Krystyna S., według jej relacji, miała nawet powiedzieć Tomaszowi, że zabierze mu to, co najbardziej kocha. Miało się to zdarzyć zaledwie dwie godziny przed tragedią. Już po tych wstrząsających wydarzeniach, pan Tomasz wysyłał do partnerki SMS-y, wiedząc, że i tak ich nie odczyta. Napisał: „jak chciałaś się na mnie zemścić, to trzeba było mi podciąć w nocy gardło. Zabić mnie, a nie dzieci”.
Para kłóciła się, ale dzieciom do tej pory nie działa się krzywda. Aż doszło do tragedii
Przedstawiciele Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Opolu mówili w mediach, że nie mogli zrobić nic więcej. Zaoferowana została pomoc w pracy z terapeutą i zarówno Krystyna S., jak i pan Tomasz, z niej skorzystali. Chodziło o to, żeby radzić sobie ze złością. Dzieciom podobno nie działa się krzywda, więc prawdopodobnie nawet nie brano pod uwagę, że matka może je skrzywdzić.
Pogrzeb ofiar tej szokującej zbrodni odbył się w sobotę, 2 września 2023 roku. Na cmentarzu pod Opolem pożegnano zamordowane rodzeństwo. W uroczystościach, jak przekazywała gazeta „Fakt”, wziął udział także ojciec dzieci. Natalia i Gabryś zostali pochowani w jednej mogile, a na jednej z szarf znalazł się napis: „Moim aniołkom – Tatuś”.
I choć prokuratura długo nie ujawniała szczegółów zeznań złożonych przez Krystynę S., to według medialnych doniesień miała ona powiedzieć śledczym, że była w tak strasznym stanie, że nie pamięta, co dokładnie działo się w mieszkaniu. Dodała, że jest w bardzo słabej kondycji psychicznej, która przez ostatnie miesiące się pogarszała. Jednocześnie 34-latka przyznała się do zabicia swoich dzieci. Biegli, powołani do tej sprawy, uznali finalnie, że kobieta była poczytalna w chwili popełniania zbrodni i może odpowiadać za swoje czyny.
W maju 2025 roku Sąd Apelacyjny we Wrocławiu skazał Krystynę S. na karę dożywotniego pozbawienia wolności za brutalne morderstwo dwójki małych dzieci w Czarnowąsach. Kobieta została również zobowiązana do zapłaty 500 tys. zł zadośćuczynienia ojcu dziewczynki i chłopca. Wyrok jest już prawomocny.