Opole: HORROR w ZOL-u! Zakonnice zgotowały piekło? "Jak można doprowadzić człowieka do takiego stanu" [ZDJĘCIA]

2020-10-06 15:45
Opole: HORROR w ZOL-u! Zakonnice zgotowały piekło? Jak można doprowadzić człowieka do takiego stanu
Autor: Michał Górecki Opole: HORROR w ZOL-u! Zakonnice zgotowały piekło? "Jak można doprowadzić człowieka do takiego stanu"

Szokujące sceny w opolskim Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym Sióstr Franciszkanek. Super Express dotarł do niepokojących relacji ze zdarzeń w placówce. Sprawa już niedługo ma trafić na prokuratorskie biurko, a w jej tle znalazły się przerażające praktyki, których miały dopuszczać się siostry zakonne. Wyłudzenia pieniędzy, skrajne zaniedbania w opiece nad starszymi osobami i starcia w wewnętrznej strukturze władzy. Poznajcie szczegóły wstrząsających relacji z funkcjonowania ZOL-u przy ul. Prószkowskiej 72 w Opolu.

W czwartek 1 października, Przemysław Supernak, wnuk ponad 90-letniej kobiety, która od 15 stycznia br. jest pod opieką opolskiego ZOL-u, opublikował niepokojący wpis w mediach społecznościowych. Wynikało z niego, że Pani Janina wskutek nieodpowiedzialnego postępowania personelu doznała odleżyn, które skończyły się martwicą. To wydarzenie odsłoniło szereg domniemanych nieprawidłowości, które najprawdopodobniej trafią na prokuratorskie biurko.

- Niestety nie mamy jeszcze dokumentacji medycznej babci. Żaden z członków rodziny nie ma pełnomocnictwa, nikt nie jest też opiekunem prawnym. Kiedy babcia trafiła do ZOL-u, chcieliśmy takie dokumenty załatwić, niestety: żaden notariusz nie podjął się takiego zadania. Jedna notariuszka po rozmowie z babcią stwierdziła, że nie może tego zrobić, ze względu na wiek i stan babci - wprowadza w skomplikowany, rodzinny problem Przemysław Supernak.

Zanim w Polsce oficjalnie pojawił się koronawirus, rodzina odwiedzała kobietę regularnie, ale w pandemii zaczęły się problemy. Ograniczono odwiedziny, a ze względu na brak stosownych uprawnień, pracownicy odmawiali komentarzy przez telefon, tłumacząc się ustawą o RODO. Szczątkowe komentarze mówiły tylko, że wszystko jest po staremu i w normie.

Niespodziewanie, pewnego dnia matka pana Przemysława otrzymała telefon, z którego wynikało, że 90-letnia babcia jest w...stanie krytycznym! Pojawiła się odleżyna, a w niej martwica, krytyczne odwodnienie i niski poziom białka.

Pytaliśmy, jak często jest badana, bo przed pobytem w ZOL-u miała opiekę domową i lekarzy. Pani dyrektor powiedziała, że badań nie ma co miesiąc, bo po co męczyć pacjenta. Badania zaczęli wykonywać, kiedy babcia była już w stanie krytycznym

"W jakim ośrodku można doprowadzić człowieka do takiego stanu?"

Po takiej informacji Pan Przemysław zaczął działać. Zgłębił temat, zaczął zadawać pytania, przez co trafił na kolejne osoby dotknięte problemami opolskiego ZOL-u.

Świadkowie nieprawidłowości są gotowi zeznawać przed prokuraturą. - Udało mi się znaleźć osoby, które pod swoim nazwiskiem opowiedzą o wszystkim. To nie jest takie proste, większość tych ludzi ma członków swoich rodzin w środku. Boją się konsekwencji, że to się na nich zemści – przyznaje.

Swoimi doświadczeniami z opolskim ZOL-em zgodziła się podzielić również Patrycja Kowalczyk, wnuczka 80-letniej Kazimiery, która po trzykrotnej hospitalizacji zmarła w szpitalu (trafiła do ZOL-u w wieku 78 lat). Tu sytuacja wyglądała nieco inaczej.

W sierpniu 2017 r., Pani Kazimiera uczestniczyła w wypadku. W konsekwencji wymagała całodobowej opieki.

- Dzwoniłyśmy do różnych placówek, nigdzie nie było miejsca, żeby przyjąć babcię. Najpierw opiekowałyśmy się babcią same, ale to był koniec 8. miesiąca mojej ciąży, mama wróciła do pracy, a ja nie miałam już siły. Opolski ZOL sam się z nami skontaktował, przez telefon usłyszałyśmy, że znalazłoby się miejsce, że oni mogliby ją wziąć - przyznaje w rozmowie z Super Expressem Pani Patrycja.

Początkowo nic nie budziło wątpliwości, rodzina regularnie odwiedzała starszą kobietę. Niestety, wraz z początkiem roku i rozwiązaniem ciąży, ciężar obowiązków stał się przytłaczający, a wizyty coraz rzadsze. - Po 3 miesiącach obie zauważyłyśmy, że babcia nie ma tam nawet z kim porozmawiać. Później, z czasem zaczęła cały czas spać. Zauważyliśmy, że coś jest nie tak. Babcia miała cewnik, zaczęła pojawiać się krew. Na pytania nikt nie chciał nam odpowiadać, bo nigdzie nie było lekarza prowadzącego - relacjonuje wnuczka zmarłej Kazimiery.

Tak minęło pół roku, a pani Kazimiera pierwszy raz trafiła do szpitala… w stanie krytycznym. Jeden z lekarzy na Witosa powiedział, że czegoś takiego nigdy nie widział.

Mówił, że nie jest w stanie pojąć, w jakim ośrodku można doprowadzić człowieka do takiego stanu

Kiedy jeden z doktorów dzwonił do ZOL-u po dokumentację medyczną, telefony milkły. Nikt nie chciał udostępnić dokumentów. W sumie 80-letnia kobieta w ciągu pobytu w ZOL-u trafiała do szpitali trzykrotnie. Ostatni raz, do placówki na Katowickiej, gdzie zmarła.

Pani Patrycja zwraca uwagę na niepokojącą zmianę: w szpitalu, pani Kazimiera miała być komunikatywną i normalnie zachowującą się osobą. Aura milczenia i wycofania miała na nią spływać tylko w opolskim ZOL-u. W dniu śmierci, pani Kazimiera ważyła niecałe 40 kilogramów.

Coś musiało być w tym ZOL-u nie tak, bo w szpitalu rozmawiała normalnie, w ośrodku nie kontaktowała.

Po śmierci pani Kazimiery, część dokumentacji medycznej trafiła do jej córki (mamy Patrycji). Nasza rozmówczyni zapytana, czy zgłosi sprawę w prokuraturze, bez wahania odpowiada, że tak.

Okazuje się, że mroczna historia opolskiego ZOL-u jest dłuższa, niż mogłoby się to wydawać. Przerażeni świadkowie już wcześniej zawiadomili m.in. rzecznika praw pacjenta, do placówki wysłano kontrole, które wtedy nieprawidłowości nie stwierdziły.

Nowy personel w ZOL-u

- Tam jest tak, że od 1 września jest nowa pani dyrektor. Według jej słów, są nowe oddziałowe i właściwie połowa personelu. Nie powiedziała mi dlaczego i skąd taka decyzja, domyślam się tylko że prawdopodobnie była kiepska opieka. Jest też nieoficjalna informacja o nieformalnej szefowej, która ma tak naprawdę rządzić i niby przez nią odeszła poprzednia pani dyrektor - przekazuje nam pan Przemysław.

Tajemniczą kobietą, która ma pociągać za sznurki jest Siostra Regina. Najnowsze ustalenia wskazują, jakoby Siostra Regina nie pracowała już w placówce, jednak i ta informacja została przekazana w dziwnej atmosferze. Opiekunka starszej kobiety (matka Pana Przemysława) skontaktowała się z dyrekcją, prosząc o rozmowę z Siostrą. Okazało się to niemożliwe, bo... "siostra już tu nie pracuje". Dwie godziny później telefon w ZOL-u podniosła jedna z pielęgniarek, która próbowała zawołać do telefonu - zwolnioną przecież - Siostrę Reginę. Później skierowała zainteresowaną do kontaktu z dyrekcją.

To wciąż nie wszystko, a wstrząsające historie wciąż wychodzą na jaw.

Czy zakonnice zarabiały na schorowanych, starszych osobach?

Z relacji, która przedstawia nam Pan Przemysław - po zestawieniu doświadczeń kilku osób związanych z ZOL-em - wynika że poprzednia dyrektorka, która sprawowała pieczę nad placówką miała... subtelnie wymuszać resztki emerytury swoich podopiecznych. W ZOL-ach przebywają osoby, które mogą częściowo pokryć koszty np. ze swojej emerytury, czy renty. Resztę tych pieniędzy, które zostają, placówka zwraca - najczęściej rodzinie seniora. Do opolskiego ZOL-u pewnego razu zgłosiła się opiekunka schorowanej kobiety i usłyszała, że sytuacja jest trudna. - Dyrektorka wręczając jej te pieniądze, wspomniała o trudnej sytuacji ośrodka i że w związku z tym przydałaby się darowizna. Kiedy moja mama już chciała się na nią zgodzić i dać 400-500 zł., poprzednia dyrektorka przerwała, mówiąc że przyjmują po tysiąc złotych - relacjonuje.

ZOL w Opolu: "Potrzebujemy czasu na odpowiedź"

Żeby skonfrontować relacje rodzin pokrzywdzonych, skontaktowaliśmy się z placówką, prosząc o stosowny komentarz. W odpowiedzi odezwała się do nas Siostra Bonita, prosząc o nieco więcej czasu. Dziennikarzowi Super Expressu przekazała też, że opolski ZOL ma zaplanowane spotkanie z prawnikami na piątek (9 października). Po nim, zakład odpowie na nasze pytania.

Zaprzysiężenie rządu. Tak odkładają maseczki