Zabił Dianę, próbował zabić Jana. Jakub L. mówi, że "słyszał głosy"

2026-09-03 13:01

Mieszkańcy Kędzierzyna-Koźla mogą odetchnąć z ulgą. Groźny zabójca został złapany i wszystko wskazuje na to, że do miasteczka nieprędko wróci. Jednakże Jakub L. może uniknąć procesu sądowego i kary za swe zbrodnie. Nastoletnim mordercą zajmą się biegli psychiatrzy. To oni zdecydują, czy był poczytalny w momencie, gdy uderzał młotkiem po głowie swe ofiary.

Diana R. znalazła się w złym miejscu o złej porze. Gdyby w tamten piątek, 28 sierpnia, po pracy w kinie Twierdza wracała odrobinę dłużej lub postanowiła wstąpić do osiedlowego sklepu, najpewniej wciąż by żyła. Tak się jednak nie stało. Kobieta dotarła do swojego domu przy ul. Leśnej tuż przed godziną 16:00. Chwilę później wzięła psa, wsiadła na rower i pojechała w stronę pobliskiego lasu - miejsca, które doskonale znała i w którym często odpoczywała.

W tym samym czasie w lesie krążył już Jakub L. Miał przy sobie plecak, a w nim spakowany nóż oraz młotek ciesielski. Diana stała się dla niego całkowicie przypadkową ofiarą - nastolatka nie łączyło z nią nic oprócz tego, że mieszkali w tej samej okolicy.

Do ataku doszło na gruntowej ścieżce. 19-latek uderzył kobietę co najmniej pięciokrotnie młotkiem w głowę oraz zadał jej cios nożem w okolicę brzucha. Zdołał odciągnąć jej ciało około 20 metrów od duktu, pozostawiając na ścieżce jedynie porzucony rower. Wszystko wskazuje na to, że sprawcę ktoś spłoszył, ponieważ ten rejon lasu aż do piątkowego wieczoru był niezwykle chętnie odwiedzany przez lokalnych mieszkańców.

Złapany na gorącym uczynku. Zdradził go podejrzany wygląd i ślady na plecaku

Do przełomu i ujęcia podejrzanego doszło we wtorek, 1 września 2026 roku. Policjanci z Kędzierzyna-Koźla patrolowali i weryfikowali teren w pobliżu miejsca zbrodni. W pewnym momencie dostrzegli młodego mężczyznę, którego zachowanie od razu wzbudziło ich czujność. Podczas legitymowania nastolatek nie potrafił w racjonalny sposób wyjaśnić, co robi w tej części miasta.

Rysopis mężczyzny idealnie odpowiadał też postaci zarejestrowanej przez kamery monitoringu w sąsiedztwie miejsca zabójstwa w dniu zbrodni, około godziny 17:30. Mundurowi postanowili sprawdzić zawartość spakowanego plecaka. W środku znaleźli nóż typu survivalowego oraz młotek ciesielski, a wnętrze torby nosiło wyraźne zabrudzenia mogące być śladami krwi. Nastolatek został natychmiast zatrzymany.

Już podczas jazdy radiowozem, po krótkiej rozmowie z funkcjonariuszami, 19-letni Jakub L. przyznał się do zamordowania Diany R. Co więcej, sam wyjawił policjantom, że to on na początku lipca atakował młotkiem przypadkowego mężczyznę w Opolu.

Wcześniej zaatakował w Opolu. Ofiara do dziś nie odzyskała przytomności

Jan K. z Opola nigdy wcześniej nie widział Jakuba L. na oczy, jednak dla 19-latka nie miało to żadnego znaczenia. W nocy z 4 na 5 lipca br. nastolatek przyjechał do Opola i bez celu błąkał się po ulicach. Na ul. Wapiennej zauważył siedzącego na ławce Jana K. Pora była późna, wokół nie było żywego ducha.

Jakub L. podszedł do mężczyzny i bez ostrzeżenia zadał mu silny cios młotkiem w głowę, doprowadzając do ciężkiego urazu czaszki. Pokrzywdzony osunął się nieprzytomny na chodnik. Na leżącego bez ruchu człowieka natknął się przejeżdżający tamtędy mężczyzna na hulajnodze, który natychmiast wezwał pogotowie. To on zawiadomił pogotowie i pewnie dzięki temu Jan K. wciąż żyje. Jednak jego stan wciąż jest bardzo poważny - opolanin od dwóch miesięcy przebywa w szpitalu i do tej pory nie odzyskał przytomności.

Śledczy z Prokuratury Rejonowej w Opolu już wcześniej dysponowali nagraniem z miejskiego monitoringu, na którym uwieczniono wizerunek napastnika z ul. Wapiennej. Wygląd postaci z nagrania w pełni pokrywał się z wyglądem zatrzymanego 19-latka.

"Mamuś, kocham cię". Co mówią o nim sąsiedzi z ulicy Młynarskiej?

Jakub L. na co dzień mieszkał w portowej dzielnicy Koźle. Od lesistego terenu na Żabieńcu, gdzie odebrał życie Dianie, dzieliło go około 45 minut piechotą. Młody mężczyzna musiał często bywać w tych rejonach i doskonale znał okoliczny teren.

Przy ulicy Młynarskiej stoją dwa budynki z lokalami socjalnymi utworzonymi przez gminę. W jednym z takich lokali mieszkał morderca wraz ze swą mamą. Rodzice nastolatka są po rozwodzie. Okoliczni mieszkańcy do tej pory nie widzieli w Jakubie L. żadnego zagrożenia.

- Nie baliśmy się go. Zachowywał się zupełnie normalnie, ale wiedzieliśmy, że był w szpitalu leczyć się psychiatrycznie

- mówi nam jedna z mieszkanek ulicy Młynarskiej.

Inna z mieszkanek zapamiętała go z całkowicie innej strony.

- To był ciepły, pomocny chłopak. Nigdy nie miałam z nim jakichkolwiek zatargów. Nie słyszałam też, żeby ktokolwiek inny miał z nim jakieś problemy. Był bardzo związany z matką. Pamiętam, że często jej powtarzał: „mamuś, kocham cię”

- opowiada kobieta.

W mieszkaniu nie zastaliśmy nikogo.

- Matka gdzieś zniknęła. Nie wiemy, kiedy się pojawi znowu, nie powiedziała nic

- dodają krótko sąsiedzi z kamienicy.

Słyszał głosy? O jego losie zadecydują psychiatrzy

Podczas przesłuchania w Prokuraturze Okręgowej w Opolu Jakub L. oficjalnie przyznał się do obu zarzucanych mu zbrodni, złożył szczegółowe wyjaśnienia i rozpoznał swoją sylwetkę na przedstawionych nagraniach z monitoringu. Prawdopodobnym wydaje się, że jego brutalne czyny miały bezpośredni związek ze stanem zdrowia psychicznego.

- Podejrzany zostanie poddany obserwacji sądowo-psychiatrycznej

- przekazał nam prokurator Stanisław Bar z Prokuratury Okręgowej w Opolu.

Dzisiaj o godzinie 14:30 w sądzie rozpoczęła się rozprawa, podczas której sędzia rozpatrzy wniosek prokuratury o zastosowanie wobec 19-latka środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania. Za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem oraz usiłowanie morderstwa Jakubowi L. grozi kara od 15 do 30 lat pozbawienia wolności, a nawet bezwzględne dożywocie.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki