Sąd Okręgowy w Poznaniu uniewinnił dwóch mężczyzn, którzy - zdaniem prokuratury - w 1992 roku mieli porwać dziennikarza Jarosława Ziętarę i przekazać go zabójcom, ale potem Sąd Apelacyjny nie zgodził się z tym wyrokiem i przekazał do ponownego rozpatrzenia. Sąd Okręgowy nie zajmie się jednak jeszcze tą sprawą i właśnie przekazał sprawę ponownie do Prokuratury Krajowej do uzupełnienia materiałów.
Czytaj: Młody dziennikarz zginął w bulwersujących okolicznościach. Jego ciała do dziś nie odnaleziono
Jarosław Ziętara był młodym, obiecującym dziennikarzem. Zajmował się patologiami w gospodarce i szarą strefą. Interesowały się nim nawet ówczesne służby, próbując go zwerbować i proponując pracę w Urzędzie Ochrony Państwa. Dlatego, gdy przepadł bez śladu w 1992 roku, dla wielu jego przyjaciół i rodziny było jasne, że ma to związek z jego pracą i wiedzą, jaką posiadał.
Jarek zginął, bo wiedział za dużo. Był świetnie zapowiadającym się dziennikarzem i został zabity, bo robił świetnie to, co kochał - wielokrotnie powtarzał Jacek Ziętara, brat zaginionego dziennikarza. Koledzy dziennikarze od samego początku nie chcieli wierzyć w przypuszczenia śledczych, że mężczyzna wyjechał w góry, żeby popełnić samobójstwo.
Przez lata pukali do wszystkich możliwych drzwi, żeby rozwiązać zagadkę. Nie zgadzali się z umorzeniem śledztwa. W połowie czerwca 2011 roku śledztwo zostało podjęte na nowo w poznańskiej prokuraturze i przedłużone, a następnie decyzją prokuratora generalnego przekazano je do Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie. W końcu śledczy zatrzymali byłego senatora i niegdyś najbogatszego Polaka Aleksandra G. o to, iż nakłaniał do jego zabójstwa.
Najogólniej było to związane z pracą, jaką wykonywał Ziętara, który przygotowywał różne materiały do swoich relacji dziennikarskich – wyjaśniał prokurator Artur Wrona.
Aleksandrowi G. groziło nawet dożywocie, ale w lutym 2022 roku sąd nieprawomocnie go uniewinnił. To samo stało się z Dariuszem L. I Mirosławem R., których oskarżono o uprowadzenie i pomocnictwo w zabójstwie Ziętary. Sąd Apelacyjny jednak orzekł, że są dowody na to, że Ziętara padł ofiarą zbrodni i że został porwany przez Dariusza L. i Mirosława R., którzy mieli we wrześniu 1992 r. porwać Ziętarę samochodem przypominającym radiowóz i przekazać go wciąż nieustalonym zabójcom.
Jak dowiedział się Super Express, Sąd Okręgowy na niejawnym posiedzeniu zwraca teraz sprawę do Prokuratury Krajowej. Nowy proces zatem w najbliższym czasie nie ruszy!