Eryk zabił teściów i dźgał kobietę w 9. miesiącu ciąży, ostrze dosięgnęło Adasia. "Nie chciał być ojcem"

2026-03-18 8:54

22-letni Eryk nie chciał być ojcem, więc postanowił pozbawić życia swoje dziecko, zanim jeszcze się urodzi. Wtargnął do domu byłej partnerki, która znajdowała się w dziewiątym miesiącu ciąży, a następnie rozpoczął przerażająca rzeź. Atakował każdego, kto stanął mu na drodze: zabił niedoszłych teściów, ranił jedną z ich córek, a drugą - ciężarną - próbował pozbawić dziecka, zadając jej liczne obrażenia kłute, również w okolicach narządów płciowych. Finalnie ostrze dotarło do małego Adasia. Obrońca mężczyzny w sądzie próbował zrzucić winę na gry komputerowe.

Do dramatycznych scen w jednym z domów w Cerekwicy Starej w województwie wielkopolskim doszło w nocy z 14 na 15 marca 2018 roku. 22-letni wówczas Eryk J. przyjechał na miejsce swoim prywatnym samochodem, przed godziną drugą w nocy. Znał rozkład pomieszczeń i wiedział, że najlepiej będzie dostać się do środka przez tylne wejście, które zwykle nie było zamknięte. Tak też się stało. Podczas późniejszej wizji lokalnej sam sprawca opowiadał, że chciał „po cichutku zlikwidować cel”. Już od dłuższego czasu kolekcjonował różnego rodzaju noże – miał ostrza, którymi można było rzucać, dwa bagnety wojskowe i nóż myśliwski. - Planowałem morderstwo wszystkich w tym domu, oprócz dwójki dzieci. Nie mogłem pogodzić się z tym, że wszyscy mnie tam odrzucili – cytowano w sądzie zeznania mężczyzny.

Zaatakował ofiary we śnie. Eryk J. miał na twarzy czarną kominiarkę z czaszką

Eryk J. w jednym z pomieszczeń na parterze budynku, przy użyciu posiadanych noży, zaatakował najpierw śpiącego 59-latka. Napastnik był zamaskowany, miał na sobie czarną kominiarkę z nadrukowaną czaszką. - Zadał swojej ofierze kilkanaście uderzeń w okolice głowy, szyi oraz klatki piersiowej, w wyniku czego doprowadził do jej zgonu – relacjonował Maciej Meler, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim. Niedoszły teść agresora nie miał szans na przeżycie. - Zadałem cios w bok głowy. Niestety zerwał się i była szarpanina. Potem dobiłem, ciosem w brzuch. Wielokrotnie. Potem wbiegła jakaś osoba – opowiadał podczas wizji lokalnej Eryk.

Czytaj także:  Czarna Mańka zabiła matkę i chciała spalić jej dzieci. Roczny Norbert i 8-letnia Oliwia udusili się dymem

Tą osobą była jedna z córek zamordowanego mężczyzny, siostra byłej partnerki nożownika. Mężczyzna błyskawicznie podbiegł do kolejnej poszkodowanej i przyłożył jej nóż do gardła. - Nie wiem, jak to zrobiłam, ale się jakoś wywinęłam, dlatego tylko przejechał mi nożem po twarzy przez ucho – opowiadała kobieta w rozmowie z dziennikarzami programu „Uwaga! TVN”.

Na miejscu zbrodni zaczęło zbierać się coraz więcej osób. Pojawiła się żona pierwszej ofiary Eryka, która odciągnęła jego uwagę od córki. Być może dlatego udało jej się wówczas przeżyć.

- Krzyknęłam do mamy, że ma uważać, bo szedł za nią. Zobaczyłam, jak mierzy w nią nożem. Wbił go w okolicę twarzy i ona spadła przy moich nogach na sam dół schodów – relacjonowała ranna pokrzywdzona. Mąż córki małżeństwa, który wkrótce pojawił się na miejscu, próbował odciągnąć napastnika, kiedy ten kierował już swoje kroki w stronę byłej dziewczyny, Natalii. Kobieta była w dziewiątym miesiącu ciąży, spodziewała się dziecka, którego ojcem był właśnie napastnik.

Nie chciał mieć dzieci, więc postanowił zabić syna, zanim się urodzi. "Myślałem, że to mi się śni"

Eryk J. nie chciał jednak potomstwa i postanowił pozbawić życia swojego syna, jeszcze zanim ten zdąży się urodzić. - Eryk biegł do Natalii. Zabarykadowałem się, trzymałem drzwi i on przez te drzwi wpadł. Do końca nie byłem świadomy, co się dzieje. Przez pewien czas myślałem, że to mi się śni. Dopiero jak rzucił nożem w moim kierunku to uświadomiłem sobie, że to nie sen – mówił w TVN-ie szwagier Natalii.

Agresora nie udało się zatrzymać. Uzbrojony, przepełniony złością i frustracją, był nie do powstrzymania. W końcu dopadł była partnerkę i zaczął ją ciąć oraz dźgać. Lekarze podawali później, że ostrze dosięgło brzucha i macicy kobiety, przebiło też skórę na tyle głęboko, by dosięgnąć nienarodzonego jeszcze Adasia, i ranić go w maleńką klatkę piersiową. - Pamiętam tylko ból, straciłam przytomność. Wtedy chyba sobie poszedł. Jedyne, co pamiętam później, to jak po przebudzeniu powiedziałam do siebie, że nie chcę umierać. Nie czułam już ruchów dziecka – mówiła wstrząśnięta Natalia w mediach.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

W międzyczasie partner drugiej z sióstr zdążył zaalarmować sąsiadów, a na miejsce natychmiast została wezwana policja i służby ratunkowe. - Przybiegł po pomoc z krzykiem, z płaczem. Był tak zdenerwowany, że mu się ręce trzęsły, nie mógł słowa powiedzieć. Chwyciłam go za ramiona i zapytałam: co się stało? Powiedział, że jego teść nie żyje, teściowa leży na ziemi – mówiła kobieta, która mieszkała w domu obok rodziny poszkodowanych. - Widok był straszny. W jednym pomieszczeniu jedno ciało, w następnym drugie. Ciężko to sobie wręcz wyobrazić – przyznawał po tragedii w programie „Uwaga! TVN” Włodzimierz Budzyński, doktor nauk medycznych ze Szpitala Powiatowego w Jarocinie.

Czytaj także:  Bracia zdarli z Anety ubrania, rozłupali czaszkę i wykorzystali. Nie przeżyła. "Bo była brzydka"

Po wszystkim Eryk J. uciekł z powrotem do swojego mieszkania. Mimo że miał maskę, siostra Natalii z łatwością go rozpoznała. Od razu powiadomiła funkcjonariuszy, kto jest sprawcą masakry, a ci udali się na poszukiwania podejrzanego. Mężczyzna wpadł w ręce mundurowych po niecałych dwóch godzinach, nieco po 3:00 w nocy. Okazało się, że miał w wydychanym powietrzu pół promila alkoholu. Eryk nie stawiał oporu podczas zatrzymania. Został przewieziony do komendy w Jarocinie, lecz nie chciał odpowiadać na żadne pytania i nie rozmawiał z policjantami.

Niedoszli teściowie zginęli na miejscu, ich poranione córki trafiły do szpitali. "Najbardziej ucierpiała ciężarna"

Trwała walka o zdrowie i życie pozostałych poszkodowanych. Na miejscu śmierć ponieśli 59-letni mężczyzna i jego 59-letnia żona, rodzice poranionych córek, które z kolei trafiły pod opiekę medyków. Najpoważniejszych obrażeń doznała ciężarna Natalia, była partnerka agresora. W szpitalu zapadła decyzja o wprowadzeniu jej w stan śpiączki farmakologicznej. Dyrektor medyczny Włodzimierz Budzyński wyliczał, że pokrzywdzona doznała między innymi licznych ran kłutych macicy, dlatego niezwłocznie trzeba było przeprowadzić cesarskie cięcie, by zwiększyć szansę na uratowanie jej nienarodzonego dziecka.

Chłopiec, mały Adaś, urodził się z ciężkim niedotlenieniem mózgu. Od razu trafił na stół operacyjny, ponieważ okazało się, że ostrze Eryka dosięgnęło jego klatki piersiowej przez brzuch matki. Później maluch został przetransportowany do szpitala w Ostrowie Wielkopolskim. I choć brzmi to niewiarygodnie, to zdarzył się cud: dziecko udało się uratować. Po jakimś czasie malec nie potrzebował już respiratora, jego czynności oddechowe były tylko przez niego wspomagane. Nie wymagał podawania tlenu, serce i nerki zaczęły pracować bez leków, a rana na skórze dobrze się goiła. Wkrótce dołączyła do niego mama, której stan określano jako bardzo dobry. Rany cięte zostały zaopatrzone, pacjentka znajdowała się pod opieką psychologa i mogła zacząć karmić piersią. - Ten pierwszy kontakt mamy z synem był bardzo wzruszający – przyznawali lekarze.

Jednak w organizmie chłopca zaszły bardzo poważne zmiany neurologiczne. W wieku siedmiu miesięcy Adaś znowu trafił do placówki, kiedy jego mama zauważyła u niego problemy z oddychaniem. Niestety, niedługo po tej interwencji chłopiec ostatecznie zmarł. Fatalne wieści nadeszły dokładnie 6 października 2018 roku.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część tekstu znajduje się pod nią.

Tymczasem 22-letni Eryk J. szybko usłyszał zarzuty. Dwa z nich dotyczyły zabójstwa starszego małżeństwa, a pozostałe usiłowania morderstwa pozostałych domowników. Po śmierci Adasia, akt oskarżenia jeszcze rozszerzono. Podczas przesłuchania mężczyzna przyznał się do zbrodni, ale tylko częściowo. Mówiąc o motywie zbrodni, nożownik wskazał na osobisty konflikt pomiędzy nim a zmarłym małżeństwem oraz pokrzywdzoną Natalią. Konflikt miał dotyczyć ciąży, w której znajdowała się młoda kobieta. - On nie chciał być ojcem, dlatego to zrobił – wskazywali śledczy.

Eryk J. chciał zabić "każdego, kto stanie mu na drodze". Postawiono mu łącznie sześć zarzutów

Gdy Eryk J. brał udział w wizji lokalnej, na pytanie o to, kogo chciał zabić, odpowiedział beznamiętnie, że każdego, kto stanie mu na drodze. W akcie oskarżenia, którego finalna wersja trafiła do sądu w grudniu 2018 roku, postawiono mu łącznie sześć zarzutów. - Prokuratura przyjęła, że podejmował działanie w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, wynikające z niechęci do przyjęcia na siebie roli ojca i wynikających z powyższego obowiązków – mówił prokurator Maciej Meler. Najwyższa kara, jaka groziła Erykowi, to dożywotnie więzienie.

„Głos Wielkopolski” relacjonował, że mężczyzna przygotowywał się do zbrodni co najmniej przez kilka miesięcy. W okresie poprzedzającym zabójstwo, od grudnia 2017 roku, w internecie kupił kilkanaście noży do rzucania, dwa bagnety i nóż myśliwski, a także kominiarkę z nadrukiem czaszki. Wszystkiego używał potem w czasie napaści na poszkodowanych. - W mojej karierze jeszcze się nie spotkałem z takim poziomem brutalności. Ilość zadawanych obrażeń była znaczna, liczba noży i ostrych przedmiotów jest bardzo nietypowa – przyznawał prokurator Meler.

Proces Eryka J. rozpoczął się w połowie lutego 2019 roku. Mężczyzna odmówił składania wyjaśnień, a pełnomocnik pokrzywdzonych, Janusz Runowski, krytycznie wypowiadał się na temat napastnika. Mówił, że jego działania wyglądały jak polowanie na ludzi, a on sam zachowywał się jak bezwzględny rzeźnik. Z kolei obrońca oskarżonego próbował dowieść, że winę za czyny jego klienta ponoszą gry komputerowe, od których ten miał być uzależniony. Zdaniem obrony, brutalne rozgrywki miały wpłynąć na jego postępowanie, a nawet poczytalność. Złożono więc wnioski o wprowadzenie do sprawy biegłych do spraw psychologii i psychiatrii, którzy mieli zbadać zdolność oskarżonego do pokierowania swoim losem. Wyniki tych badań wskazały, że Eryk może odpowiadać za to, co zrobił, i był świadomy swoich czynów. Obrona próbowała jeszcze się od tej decyzji odwołać, ale nie przyniosło to żadnego rezultatu.

- Jego motywacja i powzięty plan nie miał związku ze wskazywanym przez obronę uzależnieniem od gier komputerowych, a z jego życiem osobistym, które nie potoczyło się zgodnie z planem, jaki sobie założył - mówiła w uzasadnieniu wyroku sędzia sprawozdawca, Katarzyna Maciaszek. - Stopień społecznej szkodliwości czynów oskarżonego jest bardzo, bardzo wysoki. Oskarżony działał w sposób zaplanowany. Sam przyznał, że pomysł tego czynu zrodził się kilka tygodni wcześniej. Zbiegło się to z momentem, kiedy Natalia zwróciła się do niego, by zaczął się wreszcie interesować losem dziecka, może partycypować w kosztach związanych z ciążą. Poinformowała go również, że zamierza wystąpić z pozwem o alimenty i wyprawkę – wyliczała sędzia.

Jak słusznie zauważono, choć Eryk na gry komputerowe poświęcał sporo czasu, to jednocześnie pracował zawodowo, uprawiał sport i pomagał matce w gospodarstwie. Rzekome uzależnienie nie kierowało więc jego życiem, ponieważ podejmował też inne, czasochłonne aktywności.

Najwyższy wymiar kary. Sąd nie miał litości wobec Eryka J.

Dla Natalii i jej całej rodziny, proces Eryka był niezwykle trudnym przeżyciem. - Jak go zobaczyłam, nic nie poczułam, bo ten człowiek już dla mnie nie istnieje. Próbowałam myśleć, że jego tam nie ma, trzeba to przetrwać – relacjonowała kobieta przy jednej z pierwszych rozpraw. Zarówno ona, jak i jej siostra, wciąż borykały się z bliznami na twarzach po ataku. Niedługo później dr Michał Charytonowicz z kliniki chirurgii plastycznej doktora Szczyta w Warszawie zaoferował pokrzywdzonym operację plastyczną twarzy – całkowicie bezpłatnie.

Podczas procesu bliscy kobiety dodawali natomiast, że nie wyobrażają sobie innego wyroku niż bezwzględne dożywocie dla sprawcy. I tak też się stało. Zgodnie z wyrokiem sądu, Eryk J. został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności, z możliwością przedterminowego zwolnienia po upływie minimum czterdziestu lat, co jednak – jak już wtedy wskazywano w kuluarach – i tak raczej się nie wydarzy. - Tylko maksymalna kara izolacyjna spełni zadość społecznemu poczuciu sprawiedliwości – podkreślała sędzia, która nie miała wątpliwości, że Eryk J. musi spędzić resztę życia w zamknięciu.

Od wyroku oczywiście próbowano się odwołać, ale 16 września 2020 roku Sąd Apelacyjny w Łodzi podtrzymał pierwotną decyzję. Obrona wniosła wówczas kasację do Sądu Najwyższego, domagając się uchylenia wyroku w związku z nienależytą obsadą sądu. Niedługo później wniosek odrzucono, stwierdzając, że taka sytuacja w tej sprawie nie miała miejsca. Tym samym, już prawomocnie, Eryk J. został skazany na karę dożywotniego więzienia.

Sonda
Czy kary za dzieciobójstwo w Polsce są odpowiednie?
Pokój Zbrodni - Wojtuś miał tylko 7 miesięcy. Zmarł od ciosów w głowę. Sąd nie miał litości dla ojca

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki