Ginekolog usunął Wiktorii macicę, nie czekając na wyniki badań. Po zabiegu okazało się, że nie było to konieczne

2026-10-27 13:53

24-letnia Wiktoria trafiła do poznańskiego szpitala z bólem brzucha. Podczas operacji prof. Dariusz S. usunął jej wszystkie narządy rozrodcze, nie czekając na wynik pilnego badania guza jajnika. Kobieta bezpowrotnie straciła możliwość zajścia w ciążę. Lekarz odpowiada teraz przed sądem, a zeznania jednej z położnych mogą mieć istotne znaczenie dla sprawy.

Historię szczegółowo opisuje „Gazeta Wyborcza”. Wiktoria zgłosiła się do Szpitala Miejskiego im. Franciszka Raszei w Poznaniu z powodu bólu brzucha. Badania wykazały duży guz wychodzący z prawego jajnika. Operację przeprowadzał prof. Dariusz S., ówczesny kierownik oddziału ginekologii. Lekarz usunął zmianę i przekazał ją do pilnego badania śródoperacyjnego, które miało ustalić, czy guz jest łagodny, czy złośliwy. Nie zaczekał jednak na wynik. Zdecydował o usunięciu pacjentce macicy, drugiego jajnika, jajowodów, sieci większej oraz fragmentu otrzewnej.

W rezultacie 24-latka została trwale pozbawiona możliwości zajścia w ciążę i urodzenia dziecka. Przeszła również menopauzę chirurgiczną i musi stosować hormonalną terapię zastępczą. Jak ustaliła prokuratura, wynik badania był gotowy po 29 minutach od zarejestrowania materiału. Wskazywał na potworniaka dojrzałego, czyli zmianę niezłośliwą. Profesor otrzymał tę informację już po usunięciu narządów. Późniejsze, dokładniejsze badania wykazały wprawdzie niewielkie ogniska nowotworu złośliwego, ale o najniższym stopniu złośliwości i ograniczonego do guza prawego jajnika. W pozostałych usuniętych narządach nie znaleziono komórek nowotworowych.

Jednym z ważnych świadków w procesie jest Anna G., położna uczestnicząca w operacji Wiktorii. Pracowała poza sterylnym polem operacyjnym, ale słyszała rozmowy lekarzy i wiedziała, co działo się podczas zabiegu. Jak zeznała, była zaskoczona decyzją profesora o usunięciu narządów bez oczekiwania na wynik badania. Według jej relacji informacja o niezłośliwym charakterze guza dotarła, gdy pacjentkę już zszywano lub chwilę później.

Położna wspominała, że operacja wywołała poruszenie wśród personelu. Przez kilka dni instrumentariuszki rozmawiały o tym, że tak młodej kobiecie usunięto narządy rozrodcze. Najważniejszy fragment jej zeznań dotyczy jednak innej operacji, przeprowadzonej około miesiąca później. Jeden z lekarzy znalazł wówczas zmianę na jajniku pacjentki i zastanawiał się nad rozszerzeniem zabiegu. Poprosił o konsultację prof. Dariusza S.

Według Anny G. profesor zalecił mu powściągliwość i oczekiwanie na wynik badania śródoperacyjnego. – Powiedział, żeby uczyć się na jego błędach i nie podejmować radykalnych decyzji – zeznała położna, cytowana przez "Wyborczą". Kobieta powiązała te słowa z wcześniejszą operacją Wiktorii. Zastrzegła jednak, że profesor nie wymienił wtedy nazwiska 24-latki. To ona sama uznała, że wypowiedź dotyczyła tamtego zabiegu.

Personel nie widział zagrożenia życia. Wszyscy byli poruszeni zaskakującą decyzją lekarza

Anna G. podkreślała, że oczekiwanie na wynik badania śródoperacyjnego było dla niej podstawową zasadą postępowania. Jej zdaniem odstąpienie od niej mogłoby być uzasadnione bezpośrednim zagrożeniem życia pacjentki. Według położnej podczas operacji Wiktorii takiego zagrożenia nie było. Zabieg przebiegał bez nieprzewidzianych komplikacji. Podobnie zeznawała Aleksandra H., lekarka asystująca przy operacji. Wskazywała, że nie wystąpił krwotok ani inne zdarzenie uzasadniające rezygnację z oczekiwania na wynik.

Z relacji dwóch świadków wynika również, że prof. Dariusz S. miał w pewnym momencie zapytać asystującego prof. Jacka K., co zrobiłby na jego miejscu. Według tych relacji drugi lekarz miał opowiedzieć się za zakończeniem operacji i ewentualnym przeprowadzeniem kolejnego zabiegu po otrzymaniu wyników. Sam prof. Jacek K. opisał tę rozmowę inaczej, twierdząc, że mówił jedynie o ogólnych zasadach postępowania na oddziale. Świadkowie byli jednak zgodni, że ostateczną decyzję o usunięciu narządów Wiktorii podjął prof. Dariusz S.

Prokuratura oskarżyła prof. Dariusza S. o umyślne spowodowanie ciężkiego i nieodwracalnego uszczerbku na zdrowiu pacjentki. Zdaniem śledczych lekarz przeprowadził rozległy zabieg bez wskazań medycznych. Profesor nie przyznał się do winy. Podczas śledztwa odmówił składania wyjaśnień, natomiast przed sądem przekonywał, że w trakcie operacji zobaczył obraz rozsianej choroby nowotworowej i był zmuszony ratować życie Wiktorii.

Zeznania Anny G. zostały ujawnione podczas rozprawy 25 września. Położna podtrzymała swoje wcześniejsze wypowiedzi, w tym relację o słowach profesora dotyczących uczenia się na błędach. Sąd będzie musiał ocenić, czy wypowiedź ta może świadczyć o tym, że lekarz zdawał sobie sprawę z braku wskazań do przeprowadzenia tak radykalnego zabiegu.

Kolejną rozprawę zaplanowano na 2 listopada. Prof. Dariuszowi S. grozi kara do 20 lat więzienia.

Galeria zdjęć: Proces znanego ginekologa. Dariusz S. miał okaleczyć Wiktorię, a później powiedzieć, by personel "uczył się na jego błędach"

Sonda
Czy masz zaufanie do lekarzy?
Pokój Zbrodni - Zwłoki kobiety bez głowy rąk i nóg

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI