Horror w gabinecie weterynaryjnym! Amstaff rzucił się na małą suczkę. Candy nie miała szans

2026-09-30 12:01

Horror w gabinecie weterynaryjnym w Poznaniu! Amstaff zagryzł małą suczkę szpica. Wszystko wydarzyło się na oczach przerażonej opiekunki i lekarza. - To skrajnie nieodpowiedzialne wchodzić do gabinetu z agresywnym psem bez kagańca - mówi teraz, wstrząśnięta śmiercią swojego czworonoga, Eryka Baranowska (28 l.).

Dramat rozegrał się w jednym z gabinetów weterynaryjnych w Poznaniu. Teściowa pani Eryki zabrała jej ukochaną suczkę na kontrolną wizytę do lekarza weterynarii. 

Moja Candy była alergiczką i gdy teściowa się nią opiekowała musiała przez przypadek zjeść coś, co jej zaszkodziło. Na pierwszej wizycie otrzymała leki, a tego feralnego dnia miała mieć tylko kontrolę - opowiada pani Eryka. 

Gdy lekarz weterynarii po zbadaniu Candy usiadł przy komputerze, żeby wypełnić dokumentację medyczną, teściowa pani Eryki siedziała na krześle, z suczką na kolanach, tyłem do drzwi do gabinetu. W pewnym momencie drzwi uchyliły się, a to co wydarzyło się potem przypomina horror. Do pomieszczenia wbiegł rozwścieczony amstaff…

Dosłownie rzucił się na moją Candy i… silnym uściskiem szczęki skręcił jej kark - opisuje zdarzenie pani Eryka.

Psiak nawet nie zdążył pisnąć, bo wszystko trwało sekundy. 

Moja teściowa sama została zraniona przez tego psa a potem zemdlała - dodaje pani Eryka.

Na miejscu szybko pojawiła się policja. Okazało się, że amstaff też był pacjentem kliniki i tego dnia również miał mieć badanie. Wydarzyła się jednak tragedia…

Czynności prowadzone są pod kątem niezachowania środków ostrożności przy trzymaniu psa - wyjaśnia sierż. Michał Wiśniowski z policji w Poznaniu, tłumacząc, że osoba pokrzywdzona może również dochodzić swoich praw na drodze cywilno-prawnej i wnieść sprawę do sądu o odszkodowanie i zadośćuczynienie. 

Na razie najważniejsze jest dla mnie, by zmieniły się przepisy. Chciałabym, żeby duże psy musiały przebywać w gabinetach weterynaryjnych w kagańcu, a małe w transporterach - mówi pani Eryka, która zamierza stworzyć petycję, by zmieniło się prawo dotyczące funkcjonowania klinik dla zwierząt.

Candy była z nią od ponad 7 lat i była jak członek rodziny. 

Była najkochańszym psiakiem, jakiego znałam. Miała cudowny, łagodny charakter, zawsze była szczęśliwa i radosna - wspomina kobieta. 

Strata ukochanego zwierzęcia w takich okolicznościach jest dla niej doświadczeniem traumatycznym. 

Płaczę za nią, przytulając się do jej kocyka. Niestety, jej życia nic mi już nie wróci - mówi na koniec kobieta.

Pokazowe karmienie w myślęcińskim zoo to prawdziwy hit! Byliśmy na miejscu

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI