Wypadek spadochroniarza w Lesznie
Pan Rafał był doświadczonym skoczkiem spadochronowym. Pierwszego dnia majówki - na lotniczym pikniku na lotnisku w Lesznie - miał odbyć swój 1070 skok. Do pewnego momentu wszystko szło zgodnie z planem. Pogoda była słoneczna, wiał delikatny wiatr. Po wyrzucie z wysokości 4 tysięcy metrów wszyscy uczestnicy prawidłowo otworzyli spadochrony. Czterech skoczków bezpiecznie wylądowało w wyznaczonej strefie. Niestety, pan Rafał nie miał tyle szczęścia. - Wstępne ustaliliśmy, że mężczyzna zginął w wyniku nieprawidłowo wykonanego manewru „180" - przekazał Łukasz Wawrzyniak z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. Najprawdopodobniej manewr ten spadochroniarz wykonał na zbyt niskiej wysokości.
Czytaj więcej o sprawie: Tragiczny finał skoku spadochronowego w Lesznie! Rafał nie miał szans. "Wszystkich zarażał pozytywną energią"
Wykonuje się go w końcowej fazie lądowania i polega na tym, że skoczek gwałtownie skręca spadochronem, zmieniając tor lotu o 180 stopni. Niestety, w tym przypadku manewr ten się nie udał i mężczyzna uderzył w ziemię. Mimo reanimacji życia 39-latka nie udało się uratować. - Sprzęt spadochronowy, na którym skakał był sprawny i spełniał wszelkie wymagania dotyczące bezpieczeństwa skoków - poinformowali organizatorzy skoków ze Strefy Leszno.
Prokurator o przyczynie śmierci Rafała z Dolnego Śląska
Prokuratura zabezpieczyła już sprzęt zmarłego spadochroniarza i poinformowała też, że zakończyła się jego sekcja zwłok. - Wiemy już, że przyczyną śmierci były rozległe obrażenia wielonarządowe, charakterystyczne dla upadku z wysokości - mówi Super Expressowi Łukasz Wawrzyniak z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.
Okoliczności tej tragedii bada także Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Rodzinie i bliskim zmarłego składamy wyrazy współczucia. Do kolejnych ustaleń służb będziemy wracać w "SE".
Galeria: Tragedia na lotnisku w Lesznie. Nie żyje skoczek spadochronowy
Polecany artykuł: