W zaledwie dwanaście miesięcy nieuczciwi pracownicy wyprowadzili z przedsiębiorstwa olej napędowy o łącznej wartości 628 tysięcy złotych. Za swoje czyny mogą ponieść surową karę, sięgającą nawet dekady pozbawienia wolności. Dawny szef jednej ze spółek przewozowych działających na terenie powiatu kępińskiego wraz ze swoim firmowym znajomym poznali już prokuratorskie zarzuty. Decyzją sądu obaj mężczyźni spędzą najbliższy kwartał w tymczasowym areszcie.
Mechanizm działania sprawców nie był skomplikowany. Jeden z mężczyzn napełniał zbiorniki na stacjach benzynowych, a jego wspólnik preparował niezbędną dokumentację, podrabiając między innymi rozliczenia z kart paliwowych przedsiębiorstwa.
O szczegółach sprawy opowiedział na antenie Radia Eska Maciej Meler, pełniący funkcję rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim.
30-latek masowo tankował paliwo do zbiorników wielkogabarytowych podczas gdy pojazdy firmowe, na których były wystawiane karty, znajdowały się w zupełnie innych, odległych od dziesiątki, a nawet setki kilometrów miejscach.
Aby ukryć przestępstwo objęte zrzutem, dyrektor fałszował następnie dane w wewnętrznym systemie spółki, zmieniając oznaczenia pojazdów. Skradziony olej napędowy miał być odprzedawany innym osobom, co będzie przedmiotem dalszych ustaleń.
Skala procederu była znaczna. Jak ustalono 30-latek dokonał 3956 tankowań, w tym do wielkogabarytowych zbiorników typu Mauser, co najmniej 102 905 litrów oleju napędowego, wskutek czego spółka straciła 628 251 złotych 12 groszy - wyjaśnił.
Za popełnione przestępstwa obaj oszuści mogą trafić do zakładu karnego na długie lata – grozi im kara pozbawienia wolności do 10 lat. Postępowanie przygotowawcze wciąż jest w toku, dlatego śledczy nie wykluczają, że w najbliższym czasie dojdzie do kolejnych aresztowań osób uwikłanych w ten proceder.