Zakochał się w szkole, zabił w dorosłym życiu. Paweł S. zamordował Ewelinę. "Była jego nauczycielką"

2026-05-11 11:15

Paweł S. zamordował cenioną nauczycielkę języka polskiego. Kobieta w przeszłości uczyła w szkole swojego zabójcę, co wywołało w mediach społecznościowych liczne, krzywdzące komentarze i domniemania dotyczące tego, czy ofiara dobrze traktowała wówczas swojego ucznia. Tymczasem nowe informacje wskazują na to, że mężczyzna śledził kobietę: robił jej zdjęcia z ukrycia, nagrywał, a ona nie zdawała sobie z tego sprawy. Z nieoficjalnych ustaleń dziennikarzy wynika, że miał się w niej zakochać i nie potrafił pogodzić się z tym, że wychodzi za mąż.

Do bezwzględnej egzekucji lubianej nauczycielki, pani Eweliny, doszło 19 marca 2025 roku w Obrzycku pod Szamotułami, w województwie wielkopolskim. Paweł S. około godziny 7:00 rano podjechał pod dom kobiety, kiedy ta wychodziła z niego do pracy. Zanim weszła do samochodu, którym miała udać się do Zespołu Szkół nr 2 w Szamotułach, gdzie uczyła języka polskiego, w okolicy rozległy się strzały. Córka sąsiadki, która była naocznym świadkiem tych zdarzeń, relacjonowała że Paweł S. wymierzył do ofiary z pistoletu, kiedy ta ledwo otworzyła drzwi do domu. Ewelina O. upadła, ale jeszcze żyła. Zdążyła zadać swojemu zabójcy pytanie: „Co mi zrobiłeś?” - tyle zdołała z siebie wydusić, nim padł drugi strzał. Tym razem w głowę, śmiertelny. Mama nauczycielki, która mieszka w tym samym domu, wyjrzała wówczas przez okno. Zobaczyła napastnika, który na jej oczach przystawił pistolet do własnej skroni. Strzelił trzeci raz, ostatni, odbierając życie nie tylko pani Ewelinie, ale również sobie. Córkę odnalazł tata ofiary, leżała bez ruchu w bramie. Złapał ją, ręce miał całe we krwi. Krzyknął do żony, by zadzwoniła na numer alarmowy. Mimo szybkiej reakcji świadków, którzy wezwali na miejsce odpowiednie służby, nie udało się uratować ani pokrzywdzonej, ani jej mordercy.

Niesłuszne oskarżenia i obsesja sprawcy na punkcie ofiary. Kulisy wydarzeń w Wielkopolsce są wstrząsające

O sprawie rozpisywały się media w całej Polsce, do których zaczęły docierać coraz to nowsze wieści dotyczące okoliczności tragedii. Piotr Żytnicki, dziennikarz kryminalny „Gazety Wyborczej”, po roku od wstrząsających wydarzeń uzyskał nawet dostęp do akt śledztwa – za zgodą prokuratury, rzecz jasna. Wyszło wtedy na jaw, że teorie szerzone przez niektórych internautów w mediach społecznościowych, jakoby pani Ewelina mogła źle traktować agresora w szkole, ponieważ ten był jej uczniem, i zemścił się na kobiecie w ten sposób w życiu dorosłym, są wyssane z palca. Nauczycielka była bowiem bardzo lubiana i miała nieposzlakowaną opinię. Uczyła też wiele osób w regionie, nawet sekretarkę z prokuratury, która wręczała akta reporterowi „Wyborczej”. Stąd możliwości poznania różnych opinii na jej temat były dość szerokie, lecz nie tylko zeznania świadków pozwoliły na stworzenie obrazu społecznego pokrzywdzonej. Jak wiemy, słowa ludzi mogą być mylne. Przemówiły więc również fakty… Ale po kolei.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

Ewelina O. uczyła w szkole od ponad dwudziestu lat. Miała opinię wymagającej nauczycielki, lecz empatycznej i uczciwej wobec swoich podopiecznych. Lubili ją. – Nie miałem do niej żadnych zastrzeżeń, sympatyczna i koleżeńska – mówił dyrektor placówki, Arkadiusz Majer. Poszkodowana dojeżdżała do pracy z Obrzycka, niewielkiej miejscowości w województwie wielkopolskim. Mimo upływu lat, wciąż mieszkała z rodzicami. Nie zmieniła też miejsca zatrudnienia, szkoły w Szamotułach, do której trafiła zaraz po studiach. Po tym, jak doszło do rozpadu jej małżeństwa, nie stanęła drugi raz na ślubnym kobiercu. Z nikim więcej się nie związała, nie miała też dzieci. Mieszkańcy nie zgłaszali żadnych niepokojących wydarzeń w okolicy: nie było awantur, krzyków czy łamania sąsiedzkiej etykiety. Raz tylko zdarzyło się, że ktoś uszkodził samochód ojcu Eweliny, ale trudno było to z czymkolwiek lub z kimkolwiek powiązać. – Córka nie wspominała, żeby ktoś ją nękał, chodził za nią. Z nikim nie była skonfliktowana. Myślę, że gdyby miała z czymś problem, to by nam powiedziała – to słowa taty pokrzywdzonej na przesłuchaniu, które „Gazeta Wyborcza” zacytowała w swoim reportażu. – Jej życie toczyło się normalnie. Nie wychodziła za dużo ze znajomymi. Nie miała czasu, poświęcała się pracy – dodawała mama pani Eweliny.

Z ustaleń śledczych wynika, że Paweł S. uczył się w liceum w Szamotułach w latach 2006-2009. Początkowo wydawał się dobrym uczniem, zdawał z klasy do klasy przez pierwsze dwa lata. Później coś się jednak popsuło: w trzecim roku odnotowano u niego prawie 500 nieobecności. Skreślono go wówczas z listy uczniów. Pani Ewelina była jego polonistką i wychowawczynią, ale nie wiedziała, czemu przestał chodzić do szkoły. Nie wie też tego dyrekcja placówki. Policjanci wykluczyli natomiast, by chłopak – a później dorosły mężczyzna – próbował w jakiś sposób kontaktować się z ofiarą. W zabezpieczonych telefonach oraz komputerach zarówno nauczycielki, jak i jej byłego ucznia, nie odnotowano żadnej korespondencji między nimi. Tym samym nie było żadnego śladu, który mógłby wskazywać na – na przykład - negatywny charakter ich relacji. O takowym nic nie mówili także świadkowie.

Czysta kartoteka, brak podejrzeń. Paweł S. zaplanował zbrodnię, śledził ofiarę od dawna

Paweł S. nie był w związku małżeńskim. Jego kartoteka była praktycznie czysta: bezdzietny kawaler, zatrudniony w gospodarstwie rolnym. Dziennikarz Piotr Żytnicki odnotował jedynie, że w rodzinie zdarzały się choroby psychiczne: na schizofrenię chorowała jego matka oraz brat. Ojciec opuścił rodzinę kilkanaście lat przed zbrodnią, którą popełnił Paweł. Dwa dni przed zmarła natomiast jego mama, wcześniej z domu wyprowadził się brat, który postanowił zamieszkać z babcią. Z zeznań członków rodziny Pawła S. wynika, że ten nie miał zbyt wielu kolegów, był raczej typem samotnika zamkniętego w sobie. Jednocześnie nie sprawiał problemów, był „po prostu wyciszony”. Wraz z rozwojem postępowania pojawiały się jednak nowe tropy, które mogą wskazywać na to, że mężczyzna objawiał zachowania obsesyjne wobec swojej ofiary. W karcie pamięci, którą znaleziono w jego portfelu, znajdowały się zdjęcia pani Eweliny. Jeden folder zawierał fotografie z różnych uroczystości szkolnych, w których kobieta brała udział. W drugim pliku były natomiast nagrania, kręcone z ukrycia, prawdopodobnie przez niego samego. Musiał ją śledzić, bo wideo zarejestrowano w różnych miejscach, w tym przed szkołą w Szamotułach i domem w Obrzycku. Poruszał się głównie komunikacją miejską; pociągami i autobusami, lecz jeździł też rowerem. Prawa jazdy, ani samochodu, nie posiadał. Kolejnych dowodów na to, że Paweł w swojej głowie wytworzył jakąś nietypową relację z Eweliną O., dostarczyła jego przyrodnia siostra. „Gazeta Wyborcza” podała, że przyszła na komendę policji z plikiem kartek.

Czytaj również:  Matka udusiła 8-letniego Oskarka. Podała mu atropinę, przyłożyła kocyk do buzi. Zginął w 5 minut

- Mamy tego samego ojca, ale różne matki. Rodzice rozstali się, gdy byłam mała. Dowiedziałam się, że ojciec związał się z inną kobietą i ma dwóch synów. Odnalazłam ich – zeznawała. W przeszłości, przy okazji odwiedzin, dostrzegła na ekranie jego komputera forum wsparcia dla niedoszłych samobójców. Paweł przed laty dwukrotnie próbował odebrać sobie życie. Coś nie dawało jej spokoju, więc też założyła tam konto i zaczęła śledzić aktywność przyrodniego brata, choć nie miała pewności, że konto należy do niego. Połączyła kropki przez podobny sposób pisania oraz zainteresowania, na które ten wskazywał na forum. Astronomia - to sprawiło, że przeczytała wszystkie wpisy, których prawdziwość potwierdził jej później sam autor. Paweł S. wyżalił się siostrze, że zakochał się w nauczycielce jeszcze w czasach szkolnych i nie może przestać o niej myśleć. To rzuciło zupełnie nowe światło na prowadzone postępowanie.

Z ustaleń kobiety, które ta poczyniła na podstawie rozmów z bratem, wynikało że mężczyzna faktycznie miał obsesję na punkcie swojej wychowawczyni. Był załamany, kiedy dowiedział się, że bierze ślub. Później cieszył się z rozwodu. Na lekcje przestał przychodzić ze względu na swoją nieśmiałość: nie chciał jej spotykać, unikał tego jak ognia, czuł niepohamowany lęk. Zachowanie chłopaka zaczęło być bardzo niepokojące. Wzbudzało też obawy o jego stan psychiczny. Jednocześnie, mimo że Paweł nie chodził do szkoły, próbował ustalić miejsce zamieszkania nauczycielki. Jeździł rowerem do Obrzycka, zapisał adres jej domu, obserwował ją. Siostra wie o tym, bo kiedyś pojechała za nim, żeby dowiedzieć się, gdzie znika na całe dnie. Przyłapała go na gorącym uczynku: sam pokazał jej dom kobiety. Internetowe wpisy, które zamieszczał na forum, traktował jak swój pamiętnik. Nikt nie sądził jednak, że to zauroczenie doprowadzi do tragedii. - Obiektem mojej miłości nie jest koleżanka z klasy, czy inna osoba w podobnym wieku. To moja nauczycielka i zarazem wychowawczyni. Wiem, że to trochę dziwne – pisał w sieci. Każdy kolejny wpis był coraz bardziej niepokojący, ale i tak nikt nie złożył zawiadomienia do służb.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

Był wściekły, że Ewelina wzięła ślub. "Najsmutniejszy dzień jego życia"

Dzień, w którym Ewelina O. wzięła ślub, o czym dowiedział się w szkole od innej nauczycielki, określił najsmutniejszym dniem swojego życia. Próbował zabić w sobie uczucia względem kobiety, lecz za każdym razem, gdy ją ujrzał, wszystko do niego wracało. Później miał zacząć wymyślać plan, jak się na niej odegrać – za to, że pokochała kogoś innego. Równocześnie nic nie wskazuje na to, by Ewelina zdawała sobie sprawę z tego, co dzieje się w umyśle jej ucznia, choć jeden z jego wpisów sugerował, że kiedyś zauważyła go w pobliżu domu. Nie doszło jednak do konfrontacji.

Czytaj także:  4-letni Oskarek skatowany na śmierć. Wybite zęby, połamane ręce i poparzenia. Przed śmiercią ważył 10 kg

Piotr Żytnicki z „Gazety Wyborczej”, który prześledził akta, wyliczał że Paweł na forum w negatywnym świetle przedstawiał swoje życie. Miał zostać odtrącony przez rówieśników, nie akceptował siebie i swojego ciała. Czuł się nieatrakcyjny, jakieś dziewczyny w skali od jednego do dziesięciu oceniły go na „zero”, co jeszcze bardziej obniżyło jego pewność siebie. Większość uczniów w jego klasie była w związkach, a on nie. – Jestem nieudacznikiem życiowym – pisał w internecie, dodając że to wielka szkoda, iż wygląd tak mocno decyduje o powodzeniu w karierze. Przez to przestał w siebie wierzyć i w to, że może coś w życiu osiągnąć. Aż w końcu wpisy ustały, przestał je zamieszczać w 2015 roku, kilka lat po skończeniu liceum.

Bliscy myśleli, że jego stan może się ustabilizować po wizytach u psychiatry i lekach, jakie mu wówczas przepisano. Przyrodnia siostra twierdzi jednak, że nie chciał brać medykamentów, choć jednocześnie przestał też mówić o nauczycielce. Nigdy wcześniej natomiast nie wspominał o niej negatywnie, ze złością lub żalem, nie zapowiadał zemsty czy chęci skrzywdzenia jej. Potem temat całkowicie zniknął. Siostra uznała, że o niej zapomniał. W 2022 roku kontakt kobiety z bratem się urwał, na jego życzenie. Miał odezwać się w późniejszym czasie, lecz nigdy już tego nie zrobił.

Wygląda na to, że Paweł S. doskonale maskował swój pogarszający się stan psychiczny. Świadczy o tym chociażby fakt, że nie wzbudził żadnych podejrzeń, kiedy w styczniu 2024 roku poinformował komendę wojewódzką policji w Poznaniu o zakupie broni czarnoprochowej. Chciał otrzymać europejską kartę broni, która umożliwiałaby mu następnie legalnie zakupić proch. Jego sprzedaż jest bowiem rejestrowana. „Gazeta Wyborcza” ustaliła, że nikt nie zbadał tego, czy Paweł jest zdrowy psychicznie, ponieważ przepisy nie przewidują tego typu weryfikacji. Zaświadczenie od lekarza jest niezbędne wyłącznie przy wniosku o zezwolenie na posiadanie broni palnej. Ta czarnoprochowa takim zasadom nie podlega, mimo że można nią zabić człowieka.

Kilka miesięcy później, we wrześniu 2024 roku, do policji wpłynęło zawiadomienie o sprzedaży broni. Paweł odesłał też jej kartę do komendy, ale okazuje się, że nikt nie zweryfikował tego, czy rzeczywiście pozbył się pistoletu. Przepisy takiej weryfikacji również nie przewidują. Tymczasem on broń nadal miał, nawet więcej niż jedną. Po wszystkim ujawniono, że posiadał trzy czarnoprochowce: dwulufowy pistolet oraz dwa rewolwery. Wszystkie zabrał ze sobą do Obrzycka, kiedy pojechał zamordować nauczycielkę. Sekcja zwłok wykazała, że kobieta zmarła w wyniku zastrzelenia, podobnie jak on. Jednocześnie w organizmie napastnika nie odnotowano śladów alkoholu czy substancji odurzających. Był w pełni trzeźwy w momencie popełniania zbrodni.

Umorzenie śledztwa i wzruszające pożegnanie na pogrzebie. Ksiądz podzielił się prywatną historią z ofiarą

Prokuratura w Szamotułach umorzyła śledztwo w sprawie zabójstwa z powodu śmierci sprawcy. Mnóstwo pytań nadal pozostało, a na główne, dlaczego Paweł to zrobił, nie poznaliśmy odpowiedzi. Śledczy zakładali różne motywy, w tym także problemy psychiczne. Biegłego psychologa, który mógłby prześledzić jego historię życia i leczenia nawet po śmierci, nigdy jednak nie powołano. Uznano, że nie ma takiej potrzeby. Mężczyzna nie zostawił żadnego listu, nikomu nie opowiedział o swoich zamiarach. Ustalono jedynie, że znaleziono przy nim niewielką kartkę, na której widniały dosłownie dwa wyrazy. Brzmiały one: „ciało skremować”. To była najwyraźniej ostatnia prośba zabójcy.

Czytaj również:  Więzili Monikę i przez 8 dni krzywdzili. Używali do tego kija od szczotki! Uciekła, ale nie przeżyła

Najwięcej informacji o nim i jego ewentualnych motywach przekazała śledczym przyrodnia siostra, choć wiele z nich trudno dziś zweryfikować. Jeśli uznamy, że powiedziała całą prawdę, to problemy natury psychicznej wydają się najbardziej prawdopodobne. To jednak nadal tylko spekulacje.

Ewelina O. została pochowana 29 marca 2025 roku w Obrzycku. W kościele pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła pojawiły się tłumy osób, które chciały pożegnać kobietę. Ksiądz Marcin, niegdyś jej uczeń, mówił o niej w samych superlatywach sprzed ambony. - Życzliwa, uśmiechnięta, niosła pomoc wszystkim i nikomu nie chciała zrobić krzywdy. Z jej serca wypływały dobroć i czułość - podkreślał. Duchowny podzielił się też osobistą historią dotyczącą nauczycielki. Pokrzywdzona miała bowiem kiedyś do niego ważną prośbę. - Teraz ciężko mi te słowa wypowiedzieć. Podczas moich święceń kapłańskich powiedziała, że cieszy się, że zostanę księdzem. Dodała: "jeśli coś mi się stanie, to pamiętaj, żebyś to ty mnie pochował". Zaśmiałem się, że to nie wydarzy się tak szybko. Stwórca miał inny plan - podkreślił duchowny.

Jak już wiemy, ksiądz Marcin słowa dotrzymał.

Sonda
Czy jesteś za karą śmierci?
Pokój Zbrodni - Śledził i zabił nauczycielkę

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki