Matka udusiła 8-letniego Oskarka. Podała mu atropinę, przyłożyła kocyk do buzi. Zginął w 5 minut

2026-04-14 8:23

Tajemnicza śmierć 8-letniego Oskara wstrząsnęła lokalną społecznością. Od tamtej pory we wsi Chałupki Dębniańskie nie mówi się praktycznie o niczym innym. W sprawie została zatrzymana 37-letnia Dorota G., matka chłopca, która osobiście powiadomiła służby o jego śmierci. Zeznawała, że syn po prostu przestał oddychać. Ale praca ekspertów, w tym przeprowadzona sekcja zwłok, ujawniły że przyczyną zgonu dziecka było gwałtowne uduszenie, spowodowane przez osobę trzecią. Kobieta usłyszała zarzuty, a później stanęła przed sądem. Szczegóły okazały się wstrząsające.

W miejscowości Chałupki Dębniańskie w województwie podkarpackim do niewyobrażalnej tragedii doszło dokładnie 10 lipca 2024 roku. Początkowo wszyscy myśleli, że mieszkające tam dziecko straciło życie w wyniku nieszczęśliwego wypadku albo jakichś problemów zdrowotnych. Matka 8-letniego chłopca, 37-letnia Dorota G., zadzwoniła bowiem na numer alarmowy w wielkich emocjach. Roztrzęsionym głosem prosiła o pomoc, przekazywała funkcjonariuszom, że jej syn Oskar nagle przestał oddychać. Na miejsce natychmiast wezwano odpowiednie służby, ale kiedy w domu kobiety znaleźli się ratownicy – było już za późno. Lekarz stwierdził zgon dziecka. Coś jednak sprawiło, że nad głową medyka zapaliła się czerwona lampka: ślady na ciele małoletniego mogły wskazywać na udział osób trzecich w zdarzeniu, a przynajmniej tak spekulowali niektórzy dziennikarze, ponieważ prokuratura w tamtym okresie nabrała wody w usta i nie chciała komentować sprawy. Prawda wyszła na jaw dopiero po pewnym czasie: okazało się, że Dorota G. została zatrzymana.

Nie wypadek, a zabójstwo. Matka 8-letniego Oskara miała dusić go przez pięć minut, aż przestał oddychać

- Potwierdzamy, że doszło do czynu z artykułu 148 kodeksu karnego, czyli zabójstwa – ujawnił prokurator Mariusz Żabicki, zastępca prokuratora rejonowego w Leżajsku. Ustalenia śledczych dały podstawy do tego, aby postawić zarzut morderstwa najbliższej osobie z otoczenia 8-letniego chłopca, czyli jego własnej matce. Od razu wystąpiono też w sądzie o tymczasowy areszt dla podejrzanej na okres trzech miesięcy. - Do zdarzenia faktycznie doszło 10 lipca. W sprawie śmierci chłopca powołano natomiast biegłych, którzy po przeprowadzonej sekcji zwłok ujawnili, że do zgonu doszło w wyniku gwałtownego uduszenia – tłumaczył prokurator Żabicki. Tutaj warto doprecyzować, że chodziło o uduszenie, które nastąpiło w sposób mechaniczny, przy udziale jakiejś osoby trzeciej, a nie było spowodowane wypadkiem czy tajemniczą chorobą, jak spekulowano. Eksperci z Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Jagiellońskiego podkreślali, że śmierć dziecka nie nastąpiła z przyczyn naturalnych. Ruszyło więc szczegółowe śledztwo.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

Oczywiście prokuratura zastrzegała, że jeszcze musi przeanalizować wiele dowodów w sprawie, w tym zweryfikować prawdziwość złożonych zeznań przez świadków. We wszystkich działaniach uczestniczyła także policja, prowadząca swoje śledztwo. Wśród głosów, które pojawiały się w tej sprawie, były opinie sąsiadów. - Temu dziecku niczego nie brakowało. Co chciał, to miał. Nie byli bogaci, ale dziecku nigdy nie odmawiała. Zawsze o niego dbała, widać, że go bardzo kochała. To nie mieści się w głowie – mówiła jedna z mieszkanek w rozmowie z „Super Expressem”. Inni dodawali, że to dramat matki i dziecka, nie mogli uwierzyć w to, że Dorota G. zrobiłaby krzywdę chłopcu. Z drugiej strony sąsiedzi przekazywali w rozmowach z dziennikarzami, że w przeszłości kobieta miała leczyć się psychiatrycznie. Wątek nagłego powrotu choroby też był brany pod uwagę.

37-latka wraz z mężem i synem mieszkali w bardzo skromnym, drewnianym domu. Na ich temat krążyły różne opinie, choć o zajmowaniu się dzieckiem sąsiedzi wypowiadali się raczej pozytywnie. Tym bardziej trudno było im uwierzyć w to, co się stało.

Mąż i ojciec udał się do pracy, matka została sama z synem. Wtedy zwróciła się przeciwko 8-latkowi

W połowie marca 2025 roku do Sądu Okręgowego w Rzeszowie trafił akt oskarżenia przeciwko Dorocie G., w którym prokuratura zarzuciła jej popełnienie zbrodni zabójstwa na własnym synu. Mieszkance gminy Leżajsk groziła kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności.

Czytaj także:  4-letni Oskarek skatowany na śmierć. Wybite zęby, połamane ręce i poparzenia. Przed śmiercią ważył 10 kg

„Super Express” rok po tragedii relacjonował, w jaki sposób miało dojść do morderstwa, na podstawie informacji zaczerpniętych z prokuratury. Tamtejsze ustalenia wskazywały na to, że feralnego dnia mąż kobiety, Grzegorz G., udał się rano do pracy, jak co dzień. Wówczas Dorota G. została w domu sama z 8-letnim Oskarem. - Działając w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia, podała dziecku substancję z zawartością atropiny, a następnie zatkała drogi oddechowe chłopca poprzez dociśnięcie koca do jego twarzy. W ten sposób doprowadziła do jego zgonu – wskazywała prokuratura. Wspomniana atropina to substancja, która hamuje działanie przywspółczulnego układu nerwowego, dzięki czemu przyspiesza pracę serca, rozluźnia mięśnie, rozszerza naczynia krwionośne i źrenice. W dawnych czasach atropina była także stosowana między innymi jako trucizna na wilki oraz gryzonie, stąd zresztą wzięła się jej nazwa, ponieważ w dużych dawkach może powodować zatrzymanie akcji serca.

- Dalej o godzinie 9:19 Dorota G. zadzwoniła na numer alarmowy 112 i zgłosiła, że jej syn jest siny oraz nie oddycha. Instruowana przez dyspozytorkę, miała prowadzić reanimację krążeniowo-oddechową do czasu przyjazdu pogotowia ratunkowego. Członkowie zespołów ratownictwa medycznego, po przybyciu na miejsce zdarzenia, stwierdzili jednak u chłopca brak oznak funkcji życiowych – dodawali przedstawiciele prokuratury.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

Dorota G. została przesłuchana w charakterze podejrzanej i już na początkowym etapie śledztwa często zmieniała swoją wersję wydarzeń. Prokurator Krzysztof Ciechanowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie, przekazał że finalnie 37-latka przyznała się do popełnienia zarzucanego jej czynu. Później wycofała to zeznanie. - Na końcowym etapie postępowania przygotowawczego, po zmianie dotychczasowego zarzutu, nie przyznała się do popełnienia przestępstwa oraz skorzystała z prawa do odmowy składania wyjaśnień – poinformował prokurator Ciechanowski.

Poczytalna, mogła odpowiadać za zbrodnię. Sąd nie miał wątpliwości, że zamordowała syna

Z uwagi na plotki dotyczące rzekomej choroby psychicznej Doroty G. i jej leczeniu w przeszłości w tym zakresie, o czym donosili sąsiedzi kobiety, służby postanowiły poddać ją badaniom psychiatryczno-psychologicznym, aby rozwiać wszelkie wątpliwości. Na wniosek biegłych sądowych skierowano ją również na obserwację sądowo-psychiatryczną. Ostatecznie eksperci stwierdzili, że podejrzana wcale nie jest osobą chorą psychicznie w rozumieniu psychozy, ani osobą upośledzoną umysłowo. Stwierdzono u niej natomiast zaburzenia osobowości oraz ich wpływ na jej zachowanie, w tym zachowania związane z zarzucanym przestępstwem. Te wnioski nie uchroniły kobiety przed konsekwencjami jej czynów, ponieważ biegli uznali, że w czasie zabójstwa podejrzana była zdolna do właściwego rozpoznania znaczenia występku oraz pokierowania swoim postępowaniem. Uznano więc, że może stanąć przed sądem w sprawie karnej.

Czytaj również:  13-letnia Iza zamordowana. W krzakach znalazła ją mama. "Nasienie na brzuchu, ciało zmasakrowane"

Do tej pory Dorota G. miała czystą kartotekę. Nie była karana. Proces dotyczący śmierci jej dziecka ruszył 7 lipca 2025 roku, niemal rok po tragedii, do jakiej doszło w Chałupkach Dębniańskich. Cała okolica żyła tą historią przez ten czas. Chłopiec w międzyczasie spoczął na miejscowym cmentarzu. Skromna mogiła, biały krzyż, gipsowe aniołki i portretowe zdjęcie chłopca. Do tego kilka zniczy oraz wiązanki kwiatów, a nad nimi mały wazonik z misiem trzymającym fioletowo-biały bukiecik. Niezwykle smutny widok. Zamordowano dziecko, które miało przed sobą całe życie.

W czasie pierwszej rozprawy, kiedy kobieta została doprowadzona przed sąd okręgowy w Rzeszowie z aresztu, na jej twarzy nie było widać właściwie żadnych emocji. Dorota G. nie wyraziła skruchy za to, co się stało, ponownie nie przyznała się też do zabójstwa. Miała skute ręce i nogi. Z uwagi na dobro rodziny oraz pamięć o zmarłym dziecku, sąd zdecydował o wyłączeniu jawności procesu, więc w zasadzie to wszystko, co przeniknęło do mediów. Zeznania świadków również zostały utajnione. Wiadomo natomiast, że babcia Oskara nie chciała składać zeznań przed sądem ani występować przeciwko synowej jako oskarżycielka posiłkowa. Z pełnienia tej funkcji zrezygnował też ojciec chłopca. Pytany o syna, ocierał łzy, ale odmawiał komentarza w rozmowach z dziennikarzami.

6 listopada 2025 roku Sąd Okręgowy w Rzeszowie wydał wyrok skazujący w sprawie Doroty G., 37-letniej mieszkanki gminy Leżajsk, uznając ją za winną zarzucanego jej czynu i wymierzył karę 25 lat pozbawienia wolności, jednocześnie wskazując, że skazana może ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie po odbyciu 20 lat kary. Ponadto sąd orzekł wobec niej zakaz zajmowania wszelkich stanowisk, wykonywania wszelkich zawodów albo działalności związanych z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub opieką nad nimi – dożywotnio. 

Gdy przygotowywaliśmy ten materiał, wyrok był nieprawomocny i przysługiwało od niego odwołanie.

Sonda
Czy kary za dzieciobójstwo w Polsce są odpowiednie?
Matka i dwoje dzieci ciężko ranni | Pokój Zbrodni

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki