Izabela Strzałkowska miała 13 lat. Zaledwie dwa miesiące wcześniej, w czerwcu 2011 roku, skończyła szkołę podstawową. Uczyła się dobrze, była lubiana w klasie, niczego jej nie brakowało. Uchodziła za rezolutną dziewczynę. Była wysoka, szczupła, o ponadprzeciętnej inteligencji i odwadze. Trenowała hokej oraz piłkę ręczną. To miały być jej ostatnie, wyjątkowe wakacje przed rozpoczęciem nauki w gimnazjum, które w tamtym okresie jeszcze w Polsce funkcjonowały. Większość tego okresu upłynęła nastolatce zwyczajnie, bez żadnych szczególnych wydarzeń. Dopiero pod koniec wolnego, 23 sierpnia, rozegrał się koszmar, którego nikt nie mógł przewidzieć.
Umówiła się z koleżanką, odprowadziła ją na przystanek. Od domu i dalszego życia Izę dzieliło zaledwie 300 metrów
Tego dnia Iza Strzałkowska umówiła się ze swoją koleżanką Aleksandrą. Dziewczyny chciały spędzić ze sobą trochę czasu na tydzień przed rozpoczęciem szkoły. Najpierw spacerowały po Dąbrowie, jednej z najmłodszych i mniej znanych dzielnic Gdyni, której znaczną część stanowią lasy i zbiorniki wodne. Iza tam mieszkała. Północną granicę Dąbrowy wyznacza rzeka Kacza. Rejon raczej wolny od turystów, otoczony drzewami i domkami jednorodzinnymi. Spokojna okolica, w której można oderwać się od zgiełku miasta – tak do czasu tragedii uważali mieszkańcy.
Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni
Nastolatki najpierw spacerowały po Dąbrowie, a potem poszły na boisko szkoły podstawowej, którą niedawno ukończyła Iza. Spotkały tam kilkoro znajomych, spędziły wspólnie czas, a potem wróciły. Ola musiała niedługo zbierać się do Gdańska, gdzie na co dzień mieszkała, więc koleżanka zaproponowała, że ją odprowadzi. Mamie obiecała, że wróci około godz. 20:30, bo autobus miał odjechać o 20:22, a przystanek znajdował się stosunkowo blisko domu. Dziewczyny pokręciły się jeszcze po okolicy i wstąpiły na moment do sklepu. Na koniec faktycznie pożegnały się na przystanku. Ola pojechała autobusem w stronę Gdańska, a Izabela odwróciła się i ruszyła do domu. Nigdy już tam jednak nie dotarła.
Gdy minęła 20:30, rodzice Izy byli jeszcze względnie spokojni. Autobus mógł mieć przecież opóźnienie. Ale nieobecność córki się przedłużała, 13-latka przestała odpisywać na wiadomości, nie odbierała telefonu. Sygnał łączenia w końcu całkowicie zniknął. Wtedy pani Małgorzata, matka Izabeli, zaczęła mieć złe przeczucia. Razem z mężem postanowili działać. On został w domu, na wypadek, gdyby córka wróciła, a ona poszła kawałek przed dom wypatrywać nastolatki. Kobieta nie widziała nigdzie Izy, więc postanowiła przejść się kawałek wzdłuż drogi, ścieżką koło giełdy towarowej. Z późniejszych relacji medialnych wynika, że zwróciła uwagę na rozkopaną ziemię, lecz uznała, że zapewne to dzieło dzików i poszła szukać dalej. Potem jednak wróciła do tego miejsca i przyjrzała mu się dokładniej. To wtedy dostrzegła but swojej córki. Było około godziny 22:00. Serce zaczęło jej bić mocniej, gdy wychyliła się dalej. W pobliskich krzakach zobaczyła wówczas leżącą bez ruchu Izę. Sprawca nie postarał się nawet, by porządnie ją ukryć.
Mama próbowała ratować córkę. Sama ją reanimowała, bezskutecznie. Niewyobrażalne cierpienie
Matka zadziałała instynktownie. Przykucnęła przy córce i próbowała ją ratować. Wykonała resuscytację krążeniowo-oddechową, lecz niestety reanimacja nie przyniosła rezultatu. Wezwana została też na miejsce pomoc, a ratownicy medyczni powtórzyli działania bliskich. Bez skutku. Na miejscu stwierdzono zgon 13-latki. Leżała zaledwie 300 metrów od domu. Ból po stracie córki był niewyobrażalny, wyszła wieczorem przecież tylko na chwilę, odprowadziła koleżankę na autobus i zabrakło jej dosłownie kilku minut, by wrócić bezpiecznie do domu. Miała do pokonania łącznie 800 metrów. Zdołała przejść 500, nim ktoś przeciął jej drogę. Sekcja zwłok wykazała, że śmierć nastąpiła około godziny 20:40. Izabela została uduszona, a sprawca był wyjątkowo brutalny. Na jej szyi obecne były charakterystyczne ślady zaciśniętych dłoni, dziewczyna miała też zsuniętą bieliznę, co kazało sądzić, że mogła zostać wykorzystana. Przeprowadzono specjalistyczne badania, które wykluczyły gwałt, jednak motyw seksualny zbrodni pozostał aktualny, ponieważ na brzuchu dziewczyny odkryto materiał genetyczny sprawcy. Śledczy uznali, że agresor chciał wykorzystać Izę, ale ta stawiała opór i walczyła z nim do ostatniej chwili. W wyniku wybuchu złości zamordował ofiarę, zanim doszło do aktu, bo nie mógł sobie z nią poradzić. W pobliżu dostrzeżono poszarpane ubrania Izy, siniaki i rany na innych częściach ciała oraz przeoraną dookoła ziemię.
Czytaj także: 3-letni Nikodem zginął w piekle ojczyma. Dusił go smyczą dla psa, bił i kopał. „Ścisnąłem i coś chrupnęło”
Policjanci błyskawicznie rozpoczęli obławę, która miała na celu odnalezienie bezwzględnego napastnika. W jego poszukiwania zaangażowali się również bliscy oraz sąsiedzi Izabeli. Jeden z nich miał nawet psa myśliwskiego, którego zabrał ze sobą, lecz zwierzę nie podjęło tropu. Potem na miejsce ściągnięto jeszcze psy policyjne, ale im także nie udało się natrafić na ślad podejrzanego mężczyzny. Śledczy dotarli za to do świadków, którzy słyszeli krzyki dochodzące z lasu, około godziny 20:30. Byli to pracownicy pobliskiej giełdy towarowej. Zgodnie z ich zeznaniami, krzyki uznano za wakacyjne wygłupy nastolatków, stąd brak większej reakcji na hałasy.
Pani Małgorzata opowiedziała za to mundurowym, że osobiście natknęła się na podejrzaną osobę w pobliżu lasu. Izabela obiecała jej bowiem, że po powrocie do domu wyprowadzi psa, ale kobieta postanowiła ją w tym wyręczyć i wyszła z czworonogiem wcześniej, około godziny 20:00. Spacerowała z nim w pobliskim lesie, kiedy nagle minął ją tajemniczy mężczyzna. Mama 13-latki zeznawała, że nieznajomy wydawał się zdenerwowany jej obecnością, zasłaniał też twarz. Gdy zauważył panią Małgorzatę i jej psa, przyśpieszył kroku, oddalając się od miejsca zdarzenia. W notatkach policyjnych zapisano jego rysopis: postawna budowa ciała, ciemne włosy sięgające do ramion, przylizane. Ubrany w biały t-shirt i czarne spodnie. Czy mężczyzna mógł kręcić się po tej okolicy, licząc na to, że dopadnie jakąś ofiarę? Czy znowu przyszedł do lasu, kiedy pani Małgorzata wróciła z psem do domu, i wtedy natknął się na Izę? Takie pytania kłębiły się w głowach bliskich nastolatki oraz śledczych, badających sprawę. Mężczyzny nigdy jednak nie odnaleziono. Dlaczego?
Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część tekstu znajduje się pod nią.
Sprawca uciekł, ból pozostał. Błędy śledczych, zignorowane zeznania matki. "Duża złość"
Poszukiwania trwały wiele lat i były zakrojone na szeroką skalę. W międzyczasie mieszkańcy dzielnicy pogrążyli się w strachu. Serwis „Crime” relacjonował, że rodzice zabronili dzieciom wychodzenia wieczorami, a lokalna społeczność żyła w atmosferze psychozy. - Każdy bał się o własne bezpieczeństwo, ale jednocześnie rosła determinacja, by schwytać sprawcę. Miejscowi mówili otwarcie, że lepiej dla mordercy, by trafił do aresztu, niż w ręce któregoś z sąsiadów – pisali dziennikarze. Komendant wojewódzki policji wyznaczył także nagrodę w wysokości 10 tysięcy złotych za pomoc w ujęciu napastnika, co spotęgowało poczucie współodpowiedzialności za poszukiwania wśród mieszkańców. Na pogrzeb Izabeli Strzałkowskiej przyszły setki osób. Obecni byli nie tylko okoliczni sąsiedzi, lecz także nieznajomi - ci, których poruszył ogrom tragedii.
Część osób uważała, że to błędy śledczych doprowadziły do braku postępów w sprawie. Mundurowi nie skupili się bowiem na zeznaniach matki zamordowanej, które mówiły o tajemniczym mężczyźnie z lasu. „Onet” podawał, że w sieci pojawiły się ponadto komentarze z plotkami, że przy drodze, przy której 13-latka została zabita, w ubiegłych latach rzekomo dwukrotnie napadano na kobiety, ale obie zdołały uciec. A jeszcze ktoś inny napisał, że jakieś 20 minut przed śmiercią Iza kłóciła się z dwójką chłopaków, wyglądających na 16 lub 17 lat. Tych informacji nie potwierdzono.
Czytaj również: 3-letni Bartuś zabity przez ojczyma. Miażdżył mu genitalia! Obnażone zdjęcia skatowanego dziecka w sieci
Zamiast tego funkcjonariusze podjęli inny trop. Opublikowano portret pamięciowy potencjalnego sprawcy, który szybko rozprzestrzenił się w mediach. Widać na nim mężczyznę w wieku około 55-60 lat, szczupłego, z krótkimi, siwymi włosami i kilkudniowym zarostem. Rysopis i zdjęcia, powstałe ponoć na podstawie rozmów ze świadkami, wzbudziły ogromne emocje wśród lokalnej społeczności, tym bardziej, że bliscy Izabeli uważali, że nie przedstawiają one właściwego człowieka. Nie był on bowiem podobny do tego, którego feralnego wieczoru widziała pani Małgorzata. Nie zgadzał się wiek, postura ani włosy. To mogło zmylić ludzi, którzy podobnie jak matka Izy mogli widzieć faktycznego sprawcę. - Żona widziała innego mężczyznę, który dziwnie się zachowywał. Nie miał psa, więc nie wiadomo, co tam robił i po co tam się kręcił. Mógł być zabójcą i zaczaić się w krzakach. To na pewno nie był ten facet z portretu pamięciowego, bo tamten pewnie nie ma nic wspólnego z tą sprawą – mówił pan Sławomir, tata Izy, w rozmowie z dziennikarzem „Onetu”.
Prokuratura nigdy nie ujawniła dokładnych cech wyglądu prawdziwego sprawcy, a portret pamięciowy nie przyczynił się do odnalezienia agresora. Nie ujawniono nawet, czy właściwie przedstawia on podejrzanego o sprawstwo, czy może ważnego świadka w temacie zaginięcia. Nie pomogły też ślady biologiczne, zabezpieczone na miejscu tragedii oraz na ciele ofiary. W akcie desperacji o pomoc poproszono także jasnowidza, który opisywał szczegóły związane z miejscem zbrodni i wskazywał możliwe scenariusze zdarzeń. Jego „wskazówki”, jakkolwiek je nazwać, nie doprowadziły do przełomu. Przesłuchano blisko 700 świadków, przeanalizowano różne możliwe tropy i nic. Śledztwo utknęło w martwym punkcie, a morderca Izabeli nadal przebywał na wolności.
Śledztwo zostało w końcu umorzone z uwagi na brak wykrycia zabójcy. Sprawiedliwość nie nadeszła
Finalnie sprawę umorzono, choć później została ona wznowiona przez „Archiwum X”. Detektywi ponownie przyglądali się między innymi rzeczom osobistym Izabeli, starali się też odtworzyć drogę jej powrotu z przystanku do domu. Nie wierzyli bowiem, że 13-latka z własnej woli zdecydowałaby się na przejście przez las, w dodatku po zmroku. Rodzice dziewczyny twierdzili zresztą, że ona nigdy tamtędy nie szła. Mogła jednak spacerować wzdłuż głównej ścieżki, obok lasu, i zostać do niego wciągnięta przez napastnika. Ten scenariusz wydawał się najbardziej prawdopodobny, lecz na sto procent wybranej przez Izę drogi nie udało się potwierdzić. Niemal pewnym jest za to, że atak musiał nastąpić znienacka. 13-latka była bardzo wysportowana, gdyby doszło do pościgu być może zdołałaby uciec przed napastnikiem. Nie miała jednak na to szans, co wskazuje na to, że musiała być zaskoczona. Stała się przypadkową ofiarą zwyrodnialca.
Z relacji serwisu trojmiasto.pl, dzięki zabezpieczonym na miejscu zbrodni śladom w śledztwie pojawił się też trop mówiący o tym, że zabójca mógł prowadzić prace budowlane lub remontowe. Policja poprosiła więc okolicznych mieszkańców, aby przekazali informacje o tego typu pracach prowadzonych w dniu morderstwa. Lista zgłoszonych pracowników wyniosła aż 650 osób. Od wszystkich pobrano materiał genetyczny, by przeprowadzić badania DNA i porównać je ze śladami na miejscu zbrodni oraz na ciele ofiary. Żadne wyniki nie były jednak zbieżne.
Co ciekawe, całkiem spore grono osób śledzących sprawę Izy próbowało powiązać ją ze sprawą zaginięcia Iwony Wieczorek. Postać z porteru pamięciowego policji przypominała im bowiem „mężczyznę z ręcznikiem”, który w lipcu 2010 roku, jedenaście miesięcy przed zabójstwem Izy, szedł gdańskim deptakiem za Iwoną. I choć mieszkańcy Trójmiasta próbowali te wydarzenia łączyć z uwagi na dość bliską odległość między tymi miastami, to ani policja, ani prokuratura, nie znalazły dowodów świadczących o tym, by te sprawy faktycznie miały ze sobą coś wspólnego, poza plotkami i domysłami.
Gdy przygotowywaliśmy ten materiał, mimo upływu blisko piętnastu lat, w sprawie nie pojawiły się żadne nowe fakty, lecz bliscy dziewczyny nie tracą nadziei, że oprawcę w końcu dosięgnie sprawiedliwość. Mama Izy nie doczekała sprawiedliwości. Zmarła, czekając na złapanie mordercy jej ukochanej córki. W tego typu sprawach zdarza się jednak, że nawet po kilkudziesięciu latach może dojść do przełomowego odkrycia śledczych. Na to liczą pozostali bliscy.
Jeśli posiadasz jakiekolwiek informacje na temat okoliczności śmierci Izabeli Strzałkowskiej lub osoby bądź osób, mogących być z tą sprawą powiązanych, niezwłocznie skontaktuj się w najbliższą jednostką policji lub zadzwoń na numer alarmowy.