Spis treści
Łatwogang wjechał rowerem do Gdańska. Zakończył trasę trwającą 53 godziny
Łatwogang wystartował z Zakopanego w piątek po godzinie 16. Celem wyprawy było nie tylko dotarcie nad morze, ale przede wszystkim zebranie pieniędzy dla chorych dzieci w ramach inicjatywy Cancer Fighters. Do Gdańska dotarł w niedzielę, 24 maja po godzinie 21. W sumie spędził na rowerze ponad 53 godziny, pokonując niemal 670 kilometrów.
Na granicy Gdańska czekały na niego prawdziwe tłumy. Były fajerwerki, okrzyki wsparcia i ogromne wzruszenie. Sam influencer zdradził nam, że po powrocie do domu marzy tylko o jednym — żeby zjeść bigos albo kebaba.
Mieszkańcy Trójmiasta komentują wyczyn Łatwoganga
Wielkie emocje udzieliły się także internautom i osobom śledzącym transmisję z całej wyprawy.
- Wszystkie transmisje z Cancer Fighters u nas w domu na dwóch telewizorach leciały. Na telefonie oglądaliśmy, gdy wracaliśmy z zakupów. Bardzo wspieramy, cudowna inicjatywa, aż płakać mi się chce ze wzruszenia - mówi mieszkanka Trójmiasta.
- Chłopak jest tylko rok starszy ode mnie, a robi takie niesamowite rzeczy dla dzieciaków. Fajnie być częścią tej historii - zaznacza kolejna.
- Gratulacje dla wszystkich. To, co ten człowiek robi, to jest coś niesamowitego - przyznaje mieszkaniec Gdańska.
Zbiórka na dzieci z DMD przyniosła ponad 20 milionów złotych
W trakcie przejazdu udało się zebrać 12 milionów złotych dla chorego 8-letniego Maksa. Jednocześnie ruszyły kolejne zbiórki dla następnych dzieci potrzebujących kosztownego leczenia. Łączna kwota przekroczyła już 20 milionów złotych. Środki trafią do Maksa, Adasia i Wojtka — chłopców chorujących na dystrofię mięśniową Duchenne’a (DMD), czyli ciężką chorobę genetyczną prowadzącą do stopniowego zaniku mięśni.
Najwięcej emocji było widać wśród rodzin chorych dzieci. 8-letni Maks potrzebuje bardzo drogiej terapii genowej, która może zatrzymać rozwój choroby. Rodzice chłopca nie ukrywali wzruszenia.
- Dał szansę Maksowi na nowe życie. Jesteśmy mega szczęśliwi. Plan jest taki, że chcemy żeby nasz syn jak najszybciej dostał lekarstwo i chcemy pracować, żeby było coraz lepiej. Jeszcze teraz to do nas nie dociera. Jesteśmy trochę zmęczeni, ale gdy w ogóle dowiedzieliśmy się, że Piotrek (Łatwogang - red.) chce pomóc Maksowi, nie liczyliśmy na aż tak wielki odzew. I przede wszystkim, że to tak szybko się stanie, bo w niecałe dwa dni zebrał 12 milionów złotych. To jest coś niewytłumaczalnego - mówił ojciec chorego Maksa.
Już w niedzielę (24 maja) udało się osiągnąć pierwszy cel zbiórki — 12 milionów złotych potrzebnych dla Maksa. Niedługo później rozpoczęła się pomoc dla kolejnych chłopców. 4-letni Adaś Orlik z Morzyczyna pod Szczecinem również zmaga się z dystrofią mięśniową Duchenne’a. Na jego leczenie potrzeba 3,5 miliona złotych.
Wsparcia potrzebuje także 2-letni Wojtuś, który również choruje na DMD. Rodzice chłopca zbierają 15,4 miliona złotych na terapię genową w Stanach Zjednoczonych. Przez siedem miesięcy udało się zgromadzić zaledwie 65 tysięcy złotych, dlatego czas i każda wpłata mają ogromne znaczenie.