Wisława P. z Piły była emerytowaną pielęgniarką, spokojnie żyjącą w jednym z bloków przy ul. Bydgoskiej. Była już schorowana, ale też bardzo ostrożna. Raz po raz odwiedzały ją dzieci i wnuki, a ona sama, żyjąc w komitywie z sąsiadkami, nie czuła się samotna. To właśnie rodzinę i jedną z sąsiadek zaniepokoiło, na początku czerwca 2008 roku, że pani Wisława nie wychodzi do sklepu, nie otwiera drzwi, nie wygląda przez okno.
Czytaj: Horror w gabinecie weterynaryjnym! Amstaff rzucił się na małą suczkę. Candy nie miała szans
Niestety, po wejściu do mieszkania pani Wisławy, okazało się, że ktoś skatował emerytkę, jedną rękę przywiązał jej do krzesła, do ust włożył skarpetkę, a głowę roztrzaskał młotkiem… Sekcja zwłok nie pozostawiała złudzeń. Kobieta zmarła od wielu ciosów. Portfel seniorki był pusty.
Mimo wysiłków śledczych przez długie lata nie udawało się znaleźć odpowiedzi na pytanie, kto zamordował panią Wisławę. Gdy jednak sprawą zainteresował się specjalistyczny wydział kryminalny, zajmujący się zbrodniami sprzed lat - sprawa nabrała tempa. Właśnie okazało się, że za zbrodnię jest odpowiedzialny… wnuk kobiety, wówczas 26-letni.
Kluczowe dla przełomu w śledztwie okazały się najnowsze metody badań genetycznych - mówi Andrzej Borowiak z wielkopolskiej policji, tłumacząc, że wykorzystano wysoce czułe metody badań genetycznych i przeanalizowano m.in. strzępy taśmy samoprzylepnej, którą skrępowano pokrzywdzoną.
Uzyskany profil DNA jednoznacznie wskazał, że za zabójstwem seniorki stoi jej wnuk, wówczas 26-letni, a obecnie 44-letni Damian B. - mówi Borowiak.
Wiadomo, że sprawca w przeszłości wielokrotnie był notowany za przestępstwa kryminalne. Podejrzany nie przyznał się do zarzucanego mu czynu, ale i tak trafił do aresztu. Za zarzucaną zbrodnię podejrzanemu grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.