To miał być prosty zabieg
Katarzyna była 35-letnią mieszkanką Chlewisk w powiecie szydłowieckim. Na początku sierpnia zgłosiła się do radomskiej placówki na zaplanowany zabieg. Hospitalizacja miała trwać krótko, a po kilku dniach kobieta miała wrócić do domu.
Do dramatycznego zdarzenia doszło podczas podawania antybiotyku przed operacją. Organizm pacjentki zareagował bardzo gwałtownie. Wystąpiła silna reakcja alergiczna, a następnie zatrzymało się krążenie.
Personel natychmiast rozpoczął reanimację. Funkcje życiowe Katarzyny udało się przywrócić, jednak 35-latka nie odzyskała przytomności.
Pacjentkę przeniesiono na oddział anestezjologii i intensywnej terapii. Tam przez kilkanaście kolejnych dni trwała walka o jej życie. Niestety ostatecznie kobieta zmarła.
Jedno z najważniejszych pytań dotyczy informacji o uczuleniu Katarzyny na penicylinę. Jak wynika z dokumentacji medycznej, 35-latka zgłosiła alergię podczas przyjęcia do Radomskiego Szpitala Specjalistycznego im. dr. Tytusa Chałubińskiego.
Adnotacja znalazła się w ankiecie dotyczącej stanu zdrowia pacjentki. Przed zabiegiem kobieta wypełniła jednak kolejny dokument. Tym razem informacja o uczuleniu nie została w nim powtórzona.
Śledczy będą musieli ustalić, czy wcześniejsza adnotacja była dostępna dla osób podejmujących decyzję o zastosowaniu antybiotyku oraz jaki był obieg informacji pomiędzy personelem zajmującym się pacjentką.
Przeczytaj także: Nastolatek w BMW wymusił pierwszeństwo? Zginął motocyklista
Dwie ankiety, jedna ważna informacja
O szczegółach dokumentacji mówił prokurator Cezary Ołtarzewski z Prokuratury Rejonowej Radom-Wschód.
– Z dokumentacji medycznej wynika, że pacjentka podczas przyjęcia do szpitala w ankiecie dotyczącej stanu zdrowia wpisała uczulenie na penicylinę. W kolejnej ankiecie wypełnianej tuż przed zabiegiem tej adnotacji nie zrobiła. Przed operacją podano jej antybiotyk z grupy cefalosporyn – przekazał „Gazecie Wyborczej”.
Podany preparat nie był penicyliną. Należał do grupy cefalosporyn. Prokuratura zamierza jednak sprawdzić, czy u osoby uczulonej na penicylinę mógł doprowadzić do wystąpienia tak gwałtownej reakcji.
Znaczenie może mieć również ostrzeżenie zamieszczone w informacji dotyczącej zastosowanego leku. Według medialnych ustaleń wskazano w niej na konieczność zachowania szczególnej ostrożności ze względu na możliwość wystąpienia reakcji krzyżowej u pacjentów z alergią na penicylinę.
Ocena, czy ostrzeżenie miało zastosowanie w przypadku Katarzyny i czy podanie preparatu było prawidłowe, będzie należała do biegłego.
Przeczytaj także: Mobbing i molestowanie w policji? Przełożony z Grójca oskarżony o szokujące zachowania
Prokuratura sprawdza, czy doszło do zaniedbań
Postępowanie prowadzone przez Prokuraturę Rejonową Radom-Wschód dotyczy możliwości narażenia pacjentki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przez osoby zobowiązane do sprawowania nad nią opieki.
Śledczy badają również możliwość nieumyślnego spowodowania śmierci. Przyjęta kwalifikacja prawna wyznacza jednak jedynie kierunek postępowania. Nie oznacza, że doszło do przestępstwa ani że ustalono już osobę odpowiedzialną za śmierć 35-latki.
Biegły ma przeanalizować pełną dokumentację leczenia.
Mieszkańcy wierzyli, że Katarzyna się obudzi
W czasie gdy Katarzyna pozostawała w śpiączce, jej bliscy oraz mieszkańcy Chlewisk liczyli na poprawę. Zorganizowana została zbiórka pieniędzy, które miały pomóc w leczeniu i późniejszej rehabilitacji kobiety.
Nadzieje rodziny nie spełniły się. Katarzyna zmarła 16 sierpnia, kilkanaście dni po wystąpieniu gwałtownej reakcji alergicznej.
Katarzyna była żoną i matką dwojga dzieci. W domu na jej powrót czekali 13-letni syn i ośmioletnia córka. Zamiast krótkiego pobytu w szpitalu nastąpiła kilkunastodniowa walka o życie, a później informacja o śmierci 35-latki.
Zgon pacjentki potwierdziła Wiktoria Kościelniak, rzeczniczka Radomskiego Szpitala Specjalistycznego. Zaznaczyła, że placówka wiedziała o uczuleniu na penicylinę, ale lek podany przed zabiegiem nie należał do tej grupy. W podobnym tonie wypowiadała się dyrektorka placówki, Barbara Łopyta.
To szpital powiadomił organy ścigania