- W czwartek rano 31-letni Ukrainiec zaatakował nożem pięć osób w klasztorze w Jarosławiu, po tym jak zwrócono mu uwagę, że nie powinien przebywać w kuchni.
- W wyniku ataku jedna osoba zmarła, a dwie zostały ranne i przewiezione do szpitali w Przeworsku i Przemyślu.
- W Jarosławiu ogłoszono żałobę, a w intencji ofiar i poszkodowanych odprawiane są modlitwy, natomiast otoczenie klasztoru było ogrodzone policyjną taśmą.
Krwawy atak w Jarosławiu. Dlaczego napastnik chwycił za nóż w klasztornej kuchni?
Jak doszło do tego bestialskiego czynu? Szczegóły dramatycznego poranka ujawniła w rozmowie z Polską Agencją Prasową pani Katia, 40-letnia obywatelka Ukrainy, która od czterech lat mieszka w Jarosławiu i pracuje w tamtejszym klasztorze. Z jej relacji wynika, że w czwartek rano do klasztornej kuchni wszedł nieznany nikomu wcześniej mężczyzna, który poprosił o szklankę wody. Sytuacja stała się niezwykle napięta, gdy jeden z duchownych zwrócił mu uwagę, że w tym pomieszczeniu mogą przebywać wyłącznie pracownicy. W tym momencie 31-latek wpadł w szał. Chwycił za leżący w kuchni nóż i z furią zaatakował księdza.
Na ratunek rannemu natychmiast ruszyli inni obecni na miejscu ludzie. Napastnik nie zamierzał jednak odpuścić i zaczął atakować kolejne osoby, które próbowały go powstrzymać i obezwładnić. Jak podkreśla pani Katia w rozmowie z PAP, całe zdarzenie rozegrało się w klasztornych kuluarach, a agresor nie atakował nikogo bezpośrednio w świątyni. Bilans tego dramatu okazał się tragiczny. Agresor ranił łącznie pięć osób. Życia jednego z księży niestety nie udało się uratować. Dwie lżej ranne osoby zostały przetransportowane do placówek medycznych w Przeworsku oraz Przemyślu. Jeden z poszkodowanych po udzieleniu pomocy medycznej mógł jeszcze tego samego dnia wrócić do klasztoru w Jarosławiu.
Tragedia w Jarosławiu wywołała strach. Ukraińcy obawiają się odwetu po ataku w opactwie
Wydarzenia te wywołały olbrzymie poruszenie oraz lęk wśród mieszkańców. Pani Katia, która trafiła do Jarosławia wraz z synem uciekając przed rosyjskimi bombami spadającymi na jej ojczyznę, nie ukrywa obaw. Kobieta drży o bezpieczeństwo swoje i swoich rodaków, obawiając się, że ten straszny atak w Jarosławiu wpłynie na relacje z Polakami. Z tego powodu kobieta zdecydowała, że jej 11-letnie dziecko przez najbliższe dni nie będzie chodziło do szkoły.
Tymczasem w samym Jarosławiu panuje atmosfera żałoby. Miejsce zbrodni przez wiele godzin zabezpieczali technicy kryminalni, a teren wokół opactwa otoczono policyjnymi taśmami. Przed bramą klasztoru mieszkańcy zapalają znicze, modlą się i wspominają zmarłego kapłana. Burmistrz miasta ogłosił żałobę, a zaplanowane nabożeństwa przeniesiono do jarosławskiej kolegiaty. Ulice i kawiarnie opustoszały.