- W czwartek, 24 września 2026 roku, na terenie jarosławskiego klasztoru sióstr benedyktynek doszło do ataku nożownika.
- W wyniku napaści zmarł ksiądz, a dwóch innych mężczyzn trafiło w ciężkim stanie do szpitala, gdzie po operacjach przebywają na oddziale intensywnej terapii.
- Napastnik uzbrojony w nóż został błyskawicznie ujęty przez mundurowych.
Atak nożownika w Jarosławiu. Księdza Stanisława nie udało się uratować
W czwartek, 24 września 2026 roku, na terenie jarosławskiego klasztoru sióstr benedyktynek doszło do szokującego zdarzenia. Napastnik uzbrojony w nóż niespodziewanie zaatakował obecne na miejscu osoby. Policjanci podjęli natychmiastowe działania i błyskawicznie ujęli sprawcę tego brutalnego czynu. Niestety, konsekwencje tego ataku okazały się katastrofalne. Trzy osoby, u których stwierdzono bezpośrednie zagrożenie życia, zostało przetransportowanych do Centrum Opieki Medycznej w Jarosławiu.
Wśród ciężko rannych osób, które ucierpiały podczas tego dramatycznego zdarzenia, znalazł się duchowny. Jak się okazało, ksiądz Stanisław odniósł bardzo poważne obrażenia klatki piersiowej i mimo wysiłków personelu medycznego zmarł. Pozostali dwaj ranni wciąż przebywają pod opieką specjalistów, a ich stan określany jest jako bardzo ciężki.
Ewa Dziedzic, lekarz dyżurny SOR-u w Centrum Opieki Medycznej w Jarosławiu, w wypowiedzi dla Radia Eska opisała dramatyczną walkę o życie poszkodowanych:
– Do nas trafiło trzech pacjentów. Wszyscy w bardzo ciężkim stanie. Niestety jednego nie udało się uratować, zmarł. Natomiast dwóch pozostałych pacjentów trafiło w bardzo ciężkim stanie – przekazała lekarka. – Obaj trafili u nas na blok operacyjny, także i chirurdzy i ortopedzi podjęli się tych operacji i ratowania im życia. Obaj pacjenci są już po operacji i obaj leżą u nas w szpitalu na oddziale intensywnej terapii. Są pod respiratorami, oddycha za nich aparat – podsumowała lekarka dyżurna jarosławskiego SOR-u.
Kim jest napastnik?
Zatrzymanym po bestialskim ataku w Jarosławiu jest 31-letni mężczyzna Ihor M. Najpierw trafił on do policyjnej izby zatrzymań, a przed godz. 17 został doprowadzony do prokuratury. Z nieoficjalnych informacji Radia Eska wynika, że 31-latek przyjechał do Polski z Niemiec i chciał się dostać na Ukrainę, lecz z niewyjaśnionych powodów nie został tam wpuszczony. Również motyw jego działania pozostaje nieznany.