Jakub zadał matce 69 ciosów nożem. Kilka godzin czekał przy zwłokach na powrót ojca. Miał obłęd w oczach

21-letni Jakub W. zadał swojej mamie 69 ciosów nożem, a później przez kilka godzin czekał przy jej zwłokach, aż do domu wróci ojciec. Jego także planował pozbawić życia. Gdy tata chłopaka wszedł do środka, niemal od razu został zaatakowany. Po wszystkim Jakub W. uciekł z miejsca zdarzenia, ale nie wiedział, że ojciec przeżył brutalny atak. Rozpoczęła się policyjna obława, a finał tej sprawy okazał się dla wielu osób bardzo zaskakujący.

Dokładnie 18 października 2023 roku, około godz. 14:30, policjanci zostali wezwani do jednego z domów we wsi Sławęcin, niedaleko Jasła, w województwie podkarpackim. Funkcjonariusze dokonali na miejscu makabrycznego odkrycia. Znaleźli tam bowiem zwłoki 44-letniej Bogusławy W. i był to widok naprawdę przerażający. Kobieta miała na ciele aż 69 ran kłutych, zadanych jej ostrym narzędziem. Ranny został także jej mąż, 46-letni Tomasz W., który otrzymał ciosy nożem, lecz udało mu się przeżyć.

Syn małżeństwa stał się głównym podejrzanym. Siedział na przystanku autobusowym, jak gdyby nigdy nic

Głównym podejrzanym szybko stał się syn małżeństwa, 21-letni Jakub. Rozpoczęła się policyjna obława, w której uczestniczyli nie tylko mundurowi pracujący na terenie tej miejscowości, lecz także funkcjonariusze z Jasła, Rzeszowa, Przeworska, Krosna i Sanoka. W poszukiwaniach młodego mężczyzny pomagali również jasielscy strażacy, a do akcji zaangażowano ponadto psy tropiące i korzystano z policyjnych dronów. Młodszy aspirant Daniel Lelko, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Jaśle, relacjonował na gorąco, że na miejsce natychmiast przyjechał prokurator, pod którego nadzorem były prowadzone tam różne czynności operacyjne.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

Do zatrzymania Jakuba W. doszło jeszcze tego samego dnia, około godziny 22:00. Siedział na przystanku autobusowym, jak gdyby nigdy nic, wcześniej ukrywając się w okolicznych lasach. Nie reagował na pytania mundurowych, odmówił składania wyjaśnień i nie przyznał się do winy. W momencie schwytania był trzeźwy, nie próbował nawet uciekać.

Szefowa jasielskiej prokuratury, Grażyna Krzyżanowska, w rozmowie z portalem informacyjnym „Rzeszów News” mówiła, że jego przesłuchanie trwało ponad godzinę, ale nie przyniosło rezultatu. Dało jednak pewien obraz samego podejrzanego. - Zachowywał się dziwnie, był nieobecny, wycofany, nie okazywał żadnych emocji i miał kamienną twarz pokerzysty. Czy ma świadomość tego, co się wydarzyło? Nie wiadomo – mówiła w tamtym okresie prokurator Krzyżanowska.

W międzyczasie media zaczęły odsłaniać kulisy całego zdarzenia. Z ustaleń śledczych wynikało, że Jakub W. miał zabić swoją matkę, gdy ojciec wyszedł do pracy.

Do zbrodni doszło między godziną 6:00 a 8:00 rano. Ofiara otrzymała łącznie 69 ciosów nożem, w różne części ciała. Potem 21-latek przez kilka godzin czekał przy zwłokach kobiety na powrót taty. Jego również chciał pozbawić życia, więc gdy mężczyzna wszedł do domu – zaatakował. Dźgnął go kilka razy nożem, a później uciekł, przekonany, że zabił obojga rodziców. Ale ojciec chłopaka przeżył i resztkami sił opuścił dom.

- Został ugodzony nożem w brzuch i szyję. Z krzykiem uciekł z domu do swoich rodziców, którzy mieszkają obok. Jeden z członków rodziny wezwał policję – precyzowała prokurator Grażyna Krzyżanowska.

46-latek pracował na co dzień w jasielskiej fabryce armatur, gdzie pracę załatwił także synowi. Jakub jednak nie traktował tego zobowiązania poważnie i chodził do zakładu w kratkę. Pani Bogusława, ofiara 21-latka, pracowała natomiast w sklepie. Oprawca mieszkał ze swoimi rodzicami, miał swój pokój na piętrze, podczas gdy sypialnia rodziców mieściła się na parterze. Oprócz tej trójki, w domu bywała też siostra Jakuba, której tragicznego dnia nie było jednak na miejscu. Dziewczyna studiowała w innej miejscowości. Dzięki temu być może uniknęła starcia z agresorem.

Krew była wszędzie, także na korytarzu. "Kobieta uciekała przed synem, broniła się"

Krwawe sceny, jak ustaliła prokuratura, rozegrały się na parterze. Zwłoki Bogusławy W. znajdowały się w sypialni, obok łóżka. - Krew była wszędzie, także na korytarzu, co może świadczyć o tym, że kobieta uciekała przed synem, broniła się – relacjonowała prokurator Krzyżanowska w rozmowie z portalem informacyjnym „Rzeszów News”. Niewykluczone, że atak rozpoczął się poza sypialnią, a skończył w środku pomieszczenia, w którym kobieta próbowała ukryć się przed synem. Sceny zbrodni, jakie odkryli mundurowi, były przerażające. „Makabryczny widok”, „to się w głowie nie mieści”, „krew lała się strumieniami” – takie słowa padały od osób zajmujących się sprawą.

Czytaj także:  Andrzej G. wkładał ludziom w miejsca intymne żyletki i dezodorant. Jednemu obciął genitalia! Wśród ofiar 13-latek

Nieoficjalnie Jakub W. miał sprawiać rodzicom problemy wychowawcze, ale nie leczył się w przeszłości psychiatrycznie. To kluczowa informacja, bo tuż po tym, co zrobił, w przestrzeni publicznej zaczęto zadawać pytania o jego poczytalność. Służby także zastanawiały się nad tym, czy zdawał sobie sprawę z tego, że zamordował rodziców, ponieważ jego zachowanie już po zatrzymaniu, a także podczas przesłuchania, budziły prawdziwy niepokój.

Jakub W. w policyjnym areszcie spędził dwie noce. Później został przetransportowany do prokuratury w Jaśle, gdzie usłyszał dwa zarzuty. Jeden dotyczył zabójstwa matki ze szczególnym okrucieństwem, a drugi usiłowania zabójstwa ojca. Groziła mu łącznie kara dożywotniego więzienia. Został aresztowany na trzy miesiące i oczekiwał na proces.

Tymczasem sekcja zwłok Bogusławy W. wykazała, że kobieta zmarła w wyniku wykrwawienia, spowodowanego licznymi obrażeniami zadanymi jej poprzez pchnięcia nożem. Potwierdzono, że miała na całym ciele łącznie 69 ran. Tomasz W. trafił z kolei do szpitala, lecz jego życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo. W domu rodziny sprawca zostawił narzędzie zbrodni, którym okazał się nóż kuchenny. Leżał on w pobliżu zwłok zamordowanej kobiety. Jakub W. także miał przy sobie inne ostrze, które zabrał, uciekając z miejsca zdarzenia.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

Kuba w ostatnich miesiącach bardzo się zmienił. Motyw zbrodni był owiany tajemnicą

Motywacja działań 21-latka pozostawała w początkowym okresie śledztwa nieznana. Funkcjonariusze mówili nawet, że być może nigdy nie poznamy motywu. Sąsiedzi rodziny relacjonowali, że ci mieszkali tam od pokoleń, ale raczej nie bratali się z pozostałymi mieszkańcami. Jedne relacje mówiły, że byli dość konfliktowi, a inne, że to spokojna rodzina. Część opinii pozostawała neutralna. Jak to zwykle w tego typu historiach bywa, relacje były rozbieżne, często sprzeczne, w zależności od tego, kogo akurat zapytało się o zdanie.

Zobacz również:  Zabili Darka, bo nie chciał im kupić napojów. Położyli 24-latka na torach, a pociąg odciął mu głowę

„Super Express” ustalił za to, że ostatnich miesiącach Jakub W. bardzo się zmienił. Świadkowie, którzy woleli pozostać anonimowi, podejrzewali nawet, że mógł nadużywać środków odurzających. Figurował zresztą w policyjnych kartotekach w związku z posiadaniem substancji niedozwolonych, więc nie był całkowicie nieznany funkcjonariuszom. Z opinii biegłych toksykologów wynikało jednak, że podczas popełniania czynu Jakub W. nie był pod wpływem ani alkoholu, ani narkotyków. Prokuratura zaprzeczyła ponadto temu, jakoby w rodzinie miało już wcześniej dochodzić do przemocy Jakuba W. wobec rodziców. - Nie mieliśmy żadnej informacji o wcześniejszych aktach przemocowych w tej rodzinie - podkreśliła prokurator Katarzyna Skrudlik-Rączka. Rodzina nie miała też założonej niebieskiej karty.

Zgodnie z decyzją, 21-latek trafił ostatecznie na obserwację psychiatryczną, a zespół biegłych miał ocenić, czy mężczyzna był poczytalny w chwili popełnienia przestępstwa. Konieczna była długa obserwacja w ośrodku zamkniętym, na którą zgodę musiał wydać sąd.

Dopiero w lipcu 2024 roku poznaliśmy diagnozę. Katarzyna Skrudlik-Rączka, prokurator rejonowa w Jaśle, przekazała mediom, że opinia sądowo-psychiatryczno-psychologiczna, sporządzona przez biegłych ze szpitala w Jarosławiu, po przeprowadzeniu obserwacji podejrzanego, została wydana dokładnie 10 lipca.

- Wynika z niej, że w chwili popełnienia zarzucanych Jakubowi W. czynów miał on całkowicie zniesioną zdolność rozpoznania ich znaczenia i pokierowania swoim postępowaniem. Mówiąc potocznie, był on niepoczytalny – powiedziała prokuratorka.

Sąd nie miał wątpliwości, że 21-latek musi podjąć przymusowe leczenie

W efekcie opinii stwierdzającej całkowitą niepoczytalność, prokuratura zapowiedziała złożenie wniosku do sądu o umorzenie postępowania karnego w sprawie Jakuba W. Nie można mu bowiem w tej sytuacji przypisać winy, przedstawić aktu oskarżenia czy prowadzić wobec niego procesu karnego. Wiele pytań, jakie pojawiały się w tej sprawie, pozostało bez odpowiedzi.

Zamiast dożywotniej kary więzienia, jaka groziła mu za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem i usiłowanie drugiego morderstwa, wobec młodego mężczyzny zastosowano jedynie środek zabezpieczający, wskazany przez biegłych. Polegał on na umieszczeniu 21-latka w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym. Nie wiadomo, ile czasu w nim spędzi, być może zostanie tam na zawsze. Procedury zmierzające do umieszczenia go w zakładzie zakończyły się pod koniec lipca 2024 roku.

W dokumentacji zaznaczono, że czas pobytu w szpitalu psychiatrycznym przez Jakuba W. jest „z góry nieokreślony”.

Sonda
Jak oceniasz polski system określania niepoczytalności sprawców, ich późniejszego leczenia i ewentualnego wypuszczenia na wolność?
Pokój Zbrodni - były policjant zabił tynkarza

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki