„Marzę, by zatańczyć na weselu brata”. Jadzia codziennie walczy z chorobą [WIDEO]

2020-02-15 20:07 BO
„Marzę, by zatańczyć na weselu brata”. Jadzia walczy z nieuleczalną chorobą
Autor: Beata Olejarka/SUPER EXPRESS

Jadwiga Socha (31 l.) według lekarzy nie powinna już żyć, jednak ona o tym nie chce słyszeć i żyje na przekór wszystkiemu! Chociaż codziennie zmaga się ze śmiertelną chorobą, która zabrała jej tak wiele, ona każdego dnia zaskakuje cały świat! Co więcej, nie poprzestała na walce o siebie. Robi o wiele więcej dla innych niż niejedna zdrowa osoba!

Jadwiga nie lubi, jak się tak do niej zwraca, woli Jadzia... Jadzia z Duńkowic (woj. podkarpackie) od 10 roku życia choruje na mukowiscydozę. To choroba genetyczna wpływająca przede wszystkim na układ oddechowy oraz pracę przewodu pokarmowego. Jadwiga codziennie po kilka godzin kaszle, próbując wykrztusić nagromadzony w płucach śluz. Często to doprowadza do wymiotów, zawsze przy tym boli ją brzuch.

Jadzia jest piękną dziewczyną z błękitnymi oczami, ale ma zaledwie 47 kg. Teraz robi wszytko, żeby przytyć, z ogromnym trudem oddycha. Według lekarzy dziewczyna powinna już nie żyć.

Gdy dopiero poznawaliśmy chorobę Jadzi, lekarz powiedział do mnie, że ona nie ma mukowiscydozy, bo ludzie z tą przypadłością żyją krótko i ciężko – wspomina mama Zofia.

Jednak dziewczyna w ogóle nie posłuchała medyków! Jest niesamowicie energiczna i zamiast zamartwiać się sobą, pomaga innym, choć każdy jej dzień jest bardzo trudny. Ona ciągle planuje, co może jeszcze zrobić, aby wspomóc tych, którzy nie mają nic, nawet nadziei.

Oddała swoje włosy dla dzieci chorych na raka, zbiera buty i piłki futbolowe, które zostaną wysłane do Burkina Faso dla dzieci, robi kolorowe ozdoby, które chce sprzedawać przed Wielkanocą, aby wybudować studnie w Afryce, czynnie działa w miejscowej OSP, jest zaangażowana w Akcję katolicką… Do tej pory cały czas pracowała. Nie bała się nawet ciężkiej fizycznej pracy. Pięć lat spędziła w magazynie, dźwigając paczki do wysyłki, sprzątała w hotelu, pracowała w sklepach i w szkole. Niestety ostatnimi czasy nie może już tego robić, bo zdrowie jej nie pozwala. To kolejna rzecz, którą zabrała jej choroba.

 

– Chciałabym przytyć, żeby nie być dokarmiana przez rurkę, chciałabym też żyć samodzielnie i pracować jak inni młodzi ludzie. Chciałabym brać z życia pełnymi garściami jak moi rówieśnicy, niestety na wiele rzeczy nie mogę sobie pozwolić. Jednak moje największe marzenie to zatańczyć na weselu brata. Obecnie nie mam na to siły, a brat chyba celowo odkłada ten dzień, żebym żyła jak najdłużej. Tego bym chciała najbardziej. Chociaż jedną poleczkę, kiedy mój brat będzie w stroju pana młodego – mówi rozmarzona i uśmiechnięta Jadzia.

Dziewczyna całe swoje życie nie chciała mówić o swojej chorobie. Nie chciała, żeby znajomi wiedzieli. Normalnie chodziła do szkoły, ćwiczyła na WF, nigdy nie tłumaczyła, że czegoś nie zrobi, bo jest chora, choć czasem to były dla niej rzeczy zupełnie nieosiągalne. Zdała maturę i poszła na studia. Tych niestety skończyć nie mogła. Na drodze znów stanęły bakterie, które zdrowemu człowiekowi nie zrobią nic, a Jadzi mogą odebrać życie.

Zdecydowałam się o tym powiedzieć dzięki Fundacji MukoHelp. Wystąpiłam w ich kalendarzu i to oni pomogli mi się otworzyć, pokazać światu, że nawet chorując, jestem potrzebna i ważna – dodała dziewczyna.

Jadzia żyje tak, jakby nie było jutra. Robi mnóstwo rzeczy, pomaga innym i chociaż choroba nie daje jej o sobie zapomnieć ani na chwilę, ona pokazała, że jest silniejsza niż mukowiscydoza, o której przez całe swoje życie nie chciała nikomu nawet wspominać. Z żalem odmawiała tańców na każdej imprezie, bo uwielbia tańczyć, ale robi wszytko po to, by bratu w tym ważnym dla niego dniu nie odmówić, kiedy poprosi ją o ten taniec.

Masz podobny temat? Napisz do autora tekstu: podkarpacie@se.pl.