- Informacje o niedźwiedziach na południowym wschodzie Polski wywołały falę rezygnacji z letnich wyjazdów w ten region.
- Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska zakończyła w okolicach Soliny i Baligrodu specjalistyczną operację, podczas której schwytano osiem osobników, zakładając siedmiu z nich nowoczesne nadajniki.
- Jednocześnie władze Bieszczadzkiego Parku Narodowego starają się tonować nastroje, stale śledząc poczynania dwudziestu żyjących na ich terenie zwierząt i zapewniając, że bezpieczne poruszanie się po oficjalnie wyznaczonych ścieżkach nie stanowi zagrożenia dla wypoczywających.
Niedźwiedzie w Bieszczadach odstraszają turystów
Obecność niedźwiedzi w południowo-wschodniej Polsce jest zjawiskiem całkowicie naturalnym od wielu lat. Sytuacja zmieniła się jednak radykalnie wiosną 2026 roku, kiedy do sieci trafiło mnóstwo materiałów wideo pokazujących nietypowo bliskie spotkania z tymi drapieżnikami. Wypuszczane do przestrzeni publicznej materiały wywołały powszechny niepokój wśród Polaków, którzy masowo zaczęli rewidować swoje urlopowe plany w obawie przed kontaktem z dzikimi zwierzętami.
Bałabym się jechać w Bieszczady. Bo niedźwiedź jest wielki, a ja jestem taka malutka - przyznaje jedna z mieszkanek Krakowa w rozmowie z Radiem ESKA. Inna dodaje: Ja się okropnie boję niedźwiedzi. Jakbym zobaczyła, to na pewno bym uciekała zaraz. Także wolę zaciszne miejsca niż takie zagrożenia.
Polecany artykuł:
Dziennikarze Radia ESKA pytali wczasowiczów o plany wyjazdowe w góry. Kolejny rozmówca zapytany o ewentualny wyjazd do województwa podkarpackiego, stanowczo odrzucił taką możliwość. Mężczyzna wprost zaznaczył, że medialny szum wokół dzikiej zwierzyny skutecznie ostudził jego zapał do górskich wędrówek i relaksu.
To jest bardzo nieprzyjemne spotkać się z takim zwierzem. Nie jechałbym na pewno
Zdarzają się również osoby, które zachowują w tej sprawie pełen spokój. Kobieta zapytana o plany urlopowe przyznała, że medialne doniesienia o incydentach zupełnie jej nie zniechęcają do odpoczynku.
Ja jeżdżę i nigdy takich rzeczy się nie bałam. Nigdy nie spotkałam się z jeleniem, ani z niedźwiedziem, ani z wilkiem. Trzeba chodzić w bezpieczne miejsca, a tam gdzie jest niebezpiecznie - unikać - mówi inna turystka.
Przedsiębiorcy z okolic Wetliny i Cisnej liczą straty
Spadające zainteresowanie urlopem na południu kraju jest już brutalnym faktem dla lokalnego biznesu. Gospodyni prowadząca ośrodek wypoczynkowy w rejonie Wetliny przyznaje, że obecne statystyki wynajmu pokoi wyglądają fatalnie w zestawieniu z poprzednimi dobrze rokującymi sezonami turystycznymi.
U nas jest dużo mniejsze obłożenie niż w ubiegłych latach. Jest naprawdę bardzo małe, jak na tę porę roku.
Właścicielka innej bazy noclegowej nieopodal Cisnej również dostrzega wyraźny spadek liczby turystów. Kobieta zauważa, że potencjalni klienci nagminnie rezygnują z przyjazdu lub w ogóle przestali kontaktować się w sprawie rezerwowania jakichkolwiek wolnych terminów na wakacje.
Dużo gości odwołuje rezerwacje albo w ogóle nie dzwoni. W internecie krąży bardzo dużo głupich filmików, które pokazują, że te niedźwiedzie jakoś grasują strasznie i krzywdę wszystkim robią.
Mieszkanka regionu dodaje, że problem nie dotyczy w równym stopniu każdej bieszczadzkiej miejscowości. Sama wychowała się niemal w sercu lasu i choć ma świadomość obecności drapieżników, to zaznacza, że bezpośrednie spotkania z potężnymi ssakami wcale nie należą do codzienności lokalnej społeczności.
Mieszkam tu od urodzenia, praktycznie w lesie. Wiem, że ten niedźwiedź jest, ale też go nie widać co chwilę.
Podobnego zdania jest inny przedstawiciel branży noclegowej, wskazując na bezpieczniejsze lokalizacje. Przedsiębiorca zauważył, że na przykład w Ustrzykach drapieżniki w ogóle się nie pojawiają, a okolice Soliny wciąż cieszą się zadowalającym zainteresowaniem i całkowitym brakiem nagłych rezygnacji z przyjazdu.
W Ustrzykach nikt niedźwiedzia nie widział. My jesteśmy trochę bezpieczniejsi niż okolice Wołkowyji i Polańczyka. Lepiej jest też w Solinie, gdzie hotelarze nie skarżą się na rezerwacje i obłożenie.
Bieszczadzki Park Narodowy wydał komunikat o niedźwiedziach
Bieszczadzki Park Narodowy opublikował komunikat, który ma na celu rzetelne wyjaśnienie sytuacji i uspokojenie opinii publicznej. Z informacji wynika, że w granicach parku oraz jego najbliższym sąsiedztwie żyje zaledwie dwadzieścia niedźwiedzi oraz kilka osobników migrujących. Przyrodnicy nieustannie nadzorują kilkadziesiąt miejsc zimowania tych drapieżników przy użyciu nowoczesnych kamer leśnych.
Są u nas policzone i przede wszystkim nie są problematyczne - czytamy w komunikacie.
Władze BdPN przypominają, że ich tereny to raptem niewielki ułamek obszaru, na którym można natknąć się na te ssaki w tej części Karpat. Najbardziej niepokojące nagrania pochodziły z obszarów gminy Solina, a tragiczny wypadek w Płonnej, w którym zginęła kobieta, miał miejsce w ogromnej odległości od terenów chronionych parku i nie dotyczył głównych rejonów wycieczkowych.
Z opublikowanego raportu wynikają również twarde dane dotyczące frekwencji z początku maja. Przedstawiciele rezerwatu alarmują, że drastyczny spadek przyjazdów turystów mocno uderza w ich możliwości finansowania niezbędnej infrastruktury turystycznej, która utrzymuje się w dużej mierze z wpływów z biletów wstępu.
Od 1 do 3 maja tego roku na szlakach BdPN pojawiło się 22,9 tysiąca turystów - wyraźnie mniej niż rok wcześniej. Park w ponad połowie utrzymuje się z przychodów z turystyki, więc panika medialna uderza bezpośrednio w jego zdolność do utrzymania szlaków, toalet i wiat – głosi komunikat.
Dyrektor RDOŚ Sławomir Serafin podsumowuje akcję odławiania
Przedstawiciele ochrony środowiska nie poprzestali wyłącznie na medialnych deklaracjach. Od trzeciej dekady maja zorganizowano wielką operację chwytania i obrożowania zwierząt, którą w pełni zrealizowała Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, korzystając ze merytorycznego wsparcia leśników oraz cenionych ekspertów z Tatr.
Udało nam się odłowić osiem niedźwiedzi, z czego siedem zostało wyposażonych w obroże telemetryczne - mówi w rozmowie z Radiem ESKA dyrektor RDOŚ Sławomir Serafin.
Najmniejszy schwytany niedźwiadek nie kwalifikował się do założenia dużej obroży, dlatego wszczepiono mu tylko niewielki mikroczip identyfikacyjny. W rezultacie tych specjalistycznych działań odpowiednie służby mogą teraz precyzyjnie śledzić ruchy jedenastu sztuk przebywających na tym sporym terytorium.
Cała operacja interwencyjna koncentrowała się na terenach zarządzanych przez Baligród i Solinę. Dwie złapane w tych okolicach młode samice zostały błyskawicznie przetransportowane znacznie głębiej w niedostępne partie lasu w celach bezpieczeństwa.
Zobaczymy, czy wrócą do gminy Solina, czy znajdą sobie nowe miejsce do życia - przyznaje dyrektor Serafin, podkreślając, że to dla służb również proces uczenia się.
Podczas łapania zwierząt specjaliści wykorzystywali profesjonalne klatki oraz pułapki pętlowe. Każdy drapieżnik został starannie uśpiony przez lekarza weterynarii przed montażem urządzeń śledzących, a pracownicy krakowskiego Instytutu Ochrony Przyrody sprawnie zebrali od nich cenne próbki biologiczne.
Ochrona przed drapieżnikami na Podkarpaciu
Regionalna Dyrekcja planuje niebawem wykorzystywać specjalną amunicję gumową do odstraszania zbyt blisko podchodzących ssaków, co jest w pełni sprawdzonym światowym standardem. Wprowadzenie tych rozwiązań blokuje już jedynie brak prezydenckiego podpisu pod niedawną nowelizacją przepisów o ochronie przyrody z połowy maja 2026 roku. Zebrane dane o lokalizacji pozwolą ekspertom reagować natychmiast po zbliżeniu się zwierzęcia do gęstych ludzkich osad.
Władze w bieszczadzkich regionach ruszyły też z opiewającym na trzy miliony złotych planem prewencyjnym. Znaczna część tej ogromnej kwoty wesprze lokalne samorządy w zakupie specjalistycznych pojemników na odpady, do których zwierzęta nie będą miały łatwego dostępu.
Tam, gdzie jest niedźwiedź, resztki jedzenia nigdzie nie powinny być dostępne - tłumaczy dyrektor.
Zasady bezpieczeństwa na szlakach Bieszczadzkiego Parku Narodowego
Zbliżający się wielkimi krokami sezon letni rodzi ogromne dylematy wśród osób marzących o górskich wędrówkach. Część urlopowiczów aktywnie poszukuje nowych, bezpiecznych destynacji, podczas gdy entuzjaści bieszczadzkich krajobrazów pozostają niewzruszeni przy swoich oryginalnych planach wypoczynkowych.
BPN zapewnia, że trasy górskie pozostają udostępnione dla wszystkich zwiedzających. Wczasowicze muszą jednak bezwzględnie przestrzegać zakazu spacerowania po zmroku oraz trzymać się wytyczonych tras z pełnym regulaminem w dłoni, mając świadomość, że czuwają nad nimi wykwalifikowani ratownicy GOPR.