Spis treści
We wtorek, 29 września, w Grzęsce odbyły się uroczystości pogrzebowe księdza Stanisława Zbojnowicza. Duchowny spoczął na miejscowym cmentarzu, w miejscowości, w której przyszedł na świat, przyjął sakrament chrztu i spędził swoje młodzieńcze lata. Zawsze chętnie tu wracał, by doglądać rodzinnego domu i systematycznie odwiedzać groby swoich najbliższych.
67-letni kapłan był ofiarą śmiertelną dramatycznych wydarzeń z 24 września, które rozegrały się na terenie opactwa w Jarosławiu. Sprawca, 31-letni Ihor M., ranił nożem łącznie pięć osób. Cztery z nich ocalały, natomiast obrażenia zadane księdzu Stanisławowi okazały się na tyle poważne, że doprowadziły do jego śmierci.
Pogrzeb w Grzęsce. Ksiądz Stanisław Zbojnowicz wrócił tam, gdzie wszystko się zaczęło
Uroczystości w Grzęsce miały bardzo osobisty charakter. Wybór tego miejsca na pochówek był podyktowany silnymi więziami łączącymi zmarłego z jego rodzinnymi stronami.
– Tam, gdzie bywał bardzo często i za każdym razem, niemal każdego dnia – najpierw jechał na grób mamy i taty – mówił podczas mszy pogrzebowej duchowny.
Właśnie w tej niewielkiej miejscowości duchowny posiadał swoją posiadłość, do której często wracał. Z pasją dbał o przydomowy ogród, zajmował się drzewami owocowymi i uprawą warzyw. Swoimi plonami z radością obdarowywał znajomych, często gościł ich również na wspólnych spotkaniach przy herbacie.
Dla miejscowej społeczności był po prostu "księdzem Stasiem". Znali go wszyscy – jako życzliwego sąsiada i oddanego pasterza. Jego ostatnia podróż zakończyła się właśnie tutaj, wśród ludzi, którzy byli mu bliscy.
„Pójdź za mną”. Te słowa zabrzmiały podczas pogrzebu
W trakcie wygłoszonego kazania, nawiązano do początków jego drogi kapłańskiej.
– To tu ksiądz Stanisław otrzymał chrzest, tu wzrastał w łasce i wyruszył jako parafianin na realizację wewnętrznego głosu, który usłyszał, który mówił: „Pójdź za mną” – mówił duchowny.
Jego posługa kapłańska, trwająca 40 lat, była naznaczona całkowitym oddaniem drugiemu człowiekowi. We wtorek w uroczystościach pogrzebowych wzięły udział liczne delegacje, chcące oddać cześć zmarłemu. Ceremonia przebiegała w atmosferze modlitwy, zadumy i powszechnego żalu.
Wszyscy zgromadzeni mieli świadomość nieodwracalności losu człowieka, który niedawno sam stawał nad grobami rodziców, a teraz dzieli z nimi to samo miejsce spoczynku.
Podczas mszy przytoczono również symboliczny detal związany z tragicznymi wydarzeniami. Obok ciała zmarłego księdza odnaleziono klucz, którym zamykał tabernakulum.
– Ksiądz Stanisław musiał mieć ten klucz w ręce, kiedy został ugodzony. To bardzo poruszający i wymowny obraz. Ksiądz Stanisław do końca swojego życia okazał się strażnikiem serca kościoła, jakim jest tabernakulum – mówił duchowny podczas uroczystości.
Padły także słowa:
– Ksiądz Stanisław miał klucz do ludzkich serc.
Ten symboliczny wizerunek księdza trzymającego klucz wyryje się głęboko w pamięci wszystkich obecnych na pożegnaniu.
Atak w Jarosławiu. Zginęła jedna osoba
Tragiczny incydent miał miejsce w czwartek, 24 września, w pobliżu klasztoru w Jarosławiu. Obywatel Ukrainy, 31-letni Ihor M., zaatakował z użyciem niebezpiecznego narzędzia pięciu przechodniów – w tym czterech mężczyzn i kobietę. Ksiądz Stanisław Zbojnowicz odniósł najpoważniejsze obrażenia, których nie udało się wyleczyć, w wyniku czego zmarł.
Reszta ofiar ataku przeżyła. Ksiądz Adrian, który również ucierpiał w tym zdarzeniu, po wyjściu ze szpitala apelował do wiernych o wybaczenie napastnikowi.
Napastnik został ujęty i przebywa w areszcie. Z informacji udostępnionych przez prokuraturę wynika, że na tym etapie śledztwa nie postawiono mu jeszcze zarzutów. Zgodnie z oceną psychiatrów mężczyzna boryka się z ciężkimi zaburzeniami psychicznymi, co stanowi przeszkodę w podejmowaniu jakichkolwiek kroków prawnych z jego udziałem.
Ostatnia droga do rodzinnego grobu
Obrzędy pogrzebowe zainaugurowano w poniedziałek, 28 września, w opactwie w Jarosławiu. Następnego dnia ciało zmarłego księdza Stanisława przetransportowano do rodzinnej Grzęski.
Do miejscowości, która była mu tak bliska i w której regularnie bywał.
W to miejsce, z którym wiązały się jego rodzinne korzenie i gdzie spoczywają jego rodzice.
Do tej samej Grzęski, w której przyjął sakrament chrztu, rozpoczynając swoją duchową podróż.
Ksiądz Stanisław został złożony do rodzinnego grobu. Lokalna społeczność w Grzęsce godnie pożegnała duszpasterza, który przez lata z sentymentem wracał do swoich korzeni. Ta podróż do rodzinnej wsi była jego ostatnią.