Do Sądu Rejonowego w Rzeszowie trafił 12 czerwca akt oskarżenia w sprawie groźnego wypadku. Oskarżonym jest Roman S., 35-letni mężczyzna pochodzący z Białorusi. Dramat rozegrał się 14 grudnia minionego roku na rzeszowskim rondzie im. Jacka Kuronia. W pojeździe przebywało w sumie 48 osób, a w wyniku zdarzenia poszkodowanych zostało 14 podróżnych.
Polecany artykuł:
Roman S. pędził autobusem prawie 100 km/h
Zdarzenie miało miejsce pod koniec ubiegłego roku. Śledczy ustalili, że kierujący autokarem marki Scania wjechał na drogę krajową numer 97 i zmierzał do centrum. Mężczyzna prowadził pojazd z prędkością 94 km/h na odcinku, gdzie dopuszczalny limit wynosił zaledwie 50 km/h. W pewnym momencie Białorusin stracił kontrolę nad samochodem, przemknął przez rondo, przeciął ścieżkę pieszo-rowerową i uderzył w bariery ochronne, ostatecznie lądując na trawniku.
Kierowca z Białorusi wiózł pasażerów do Budapesztu
Na pokładzie autokaru znajdowało się 48 obywateli Białorusi, w tym jeden zmiennik kierowcy. Pojazd obsługiwał trasę z Terespola do węgierskiej stolicy. W konsekwencji tego niebezpiecznego zdarzenia rannych zostało 14 osób. Aż 10 pasażerów doznało obrażeń narządów, które wymagały leczenia dłuższego niż tydzień.
35-latek z Białorusi przyznał się do winy
Jak przekazał w rozmowie z Radiem Eska Krzysztof Ciechanowski z Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie, oskarżony zaprzeczył, aby jego stan zdrowia był zły lub żeby zażywał medykamenty osłabiające jego koncentrację. Badania wykazały, że w chwili wypadku był całkowicie trzeźwy. W trakcie przesłuchania Roman S. wziął na siebie odpowiedzialność i przyznał, że włączył tempomat na około 95 km/h, po czym zmorzył go sen. Według jego relacji, przebudził się w ostatniej chwili przed rondem, usiłując jeszcze ratować sytuację hamowaniem. W marcu mężczyzna opuścił areszt po wpłaceniu 30 tysięcy złotych kaucji, otrzymał zakaz wyjazdu z Polski i musiał oddać paszport. Dodatkowo objęto go policyjnym dozorem.