- Beata Ch., matka Szymona z Będzina, po 13 latach opuściła zakład karny, gdzie odbywała karę za zabójstwo z zamiarem ewentualnym swojego 22-miesięcznego syna.
- Kobieta jeszcze w więzieniu zmieniła imię i nazwisko, a po wyjściu na wolność zerwała kontakt z rodziną i zniknęła. Bliscy nie chcą jej znać i odmówili przyjęcia jej pod swój dach.
- Partner kobiety i ojciec chłopca, Jarosław R., który został skazany na 15 lat więzienia za śmiertelne pobicie syna, wciąż odbywa karę. Na wolność wyjdzie w 2027 roku.
Matka Szymonka z Będzina zmieniła tożsamość. Beata Ch. zapadła się pod ziemię, rodzina nie chce jej znać
Historia Szymonka z Będzina to jeden z najbardziej wstrząsających dramatów ostatnich lat. W 2010 roku w jednym ze stawów w Cieszynie przechodnie znaleźli ciało małego chłopca w czerwonej kurtce. Przez dwa lata tożsamość dziecka pozostawała zagadką, a policja bezskutecznie apelowała o pomoc. Dopiero anonimowy telefon do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Będzinie naprowadził śledczych na trop rodziców – Beaty Ch. i jej partnera Jarosława R.
Śledztwo ujawniło piekło, jakie przeżywał niespełna dwuletni Szymon. Chłopiec zmarł w wyniku pęknięcia jelita po brutalnym uderzeniu w brzuch przez ojca. Rodzice przez trzy dni patrzyli na jego agonię, nie udzielając mu żadnej pomocy. Po śmierci syna spakowali jego ciało do torby i w towarzystwie dwóch córek, przewieźli zwłoki niemal 100 kilometrów od domu, by porzucić je w stawie. Sąd skazał prawomocnie Beatę Ch. na 13 lat więzienia, a Jarosława R. na 15 lat. Kobieta odsiedziała cały wyrok i 20 czerwca 2023 roku wyszła na wolność.
Jak ustalił dziennik „Fakt”, Beata Ch. jeszcze za kratami przygotowywała się do zniknięcia. Zmieniła imię i nazwisko, przyjmując dane swoich biologicznych rodziców, ponieważ jako dziecko została adoptowana. Po opuszczeniu zakładu karnego 57-latka nie wróciła ani do Będzina, ani do rodzinnego domu w Mysłowicach. Zapadła się pod ziemię.
– Nie wróciła na stare śmieci, nikt by jej tu nie przyjął. Do moich dzieci też się nie odezwała, zniknęła – powiedział w rozmowie z „Faktem” Marek D., były mąż kobiety. Dodał, że nie chce mieć z nią nic wspólnego. Podobne stanowisko zajmuje reszta rodziny, która czuje się przez nią oszukana i zmanipulowana.
Nie pojechała nawet na pogrzeb ojca, który wysyłał jej paczki do więzienia
Krewni nie kryją żalu. Jak podaje „Fakt”, rodzina przez lata wspierała Beatę Ch., wysyłając jej paczki i pieniądze do więzienia. Mimo to, kobieta miała stawiać coraz większe żądania. Gdy zmarł jej adopcyjny ojciec, nie skorzystała z przepustki, by pojawić się na pogrzebie. – Przecież ojciec jej robił paczki i do więzienia wysyłał – mówi "Faktowi" krewna Beaty Ch. Rodzina odrzuciła propozycję kuratora, by kobieta po wyjściu na wolność mogła z nimi zamieszkać.
Beata Ch. jest matką ośmiorga dzieci, jednak z żadnym nie utrzymuje kontaktu. Dwie córki, które były świadkami makabrycznej podróży z ciałem brata, zostały adoptowane i dziś mieszkają za granicą.
Ojciec chłopca, Jarosław R., wciąż odbywa karę. Na wolność wyjdzie w grudniu 2027 roku.