Mieszkanka Katowic dokonuje niemożliwego! Jedzie z Alaski do Argentyny na rowerze [ZDJĘCIA, WIDEO]

2019-02-01 17:55 Rafał Strzelec

Maria Garus pochodzi z Katowic. Jest córką i wnuczką górnika. Być może dlatego jest tak charakterna, skoro odważyła się dokonać rzeczy niewyobrażalnej. Półtorej roku temu postanowiła przejechać na rowerze trasę od koła podbiegunowego na Alasce do najdalej na południe położonego miasta na świecie - Ushuaia.

- Bez przygotowania, bez doświadczenia, bez porządnego sprzętu oraz ciuchów, totalnie po amatorsku, rozpoczęłam moją pierwszą, babską, wyprawę rowerową przez Amerykę i tym samym zainicjowałam projekt: Solo Woman Cyclist. Chcę zostać pierwszą Polką, która przejedzie w samotnej wyprawie rowerowej tę trasę. - opowiada Maria. Początkowo bała się podróży. Nie znała zbyt dobrze języków, nigdy nie żyła, nie mieszkała i nie podróżowała w samotności. Wszystkiego nauczyła się w podróży.

- Pewnego dnia postanowiłam się jednak obudzić, zacząć żyć życiem o jakim zawsze marzyłam i stać się bohaterem swojej własnej historii. To nie było łatwe, ale rzuciłam świetną pracę na uczelni wyższej. Sprzedałam wszystko co miałam, resztę spakowałam na rower (najtańszy środek transportu) i tak po prostu, bez większego przygotowania, pewnego dnia wyszłam na rower, w podróż przez mój Nowy Świat - mówi Maria.

Katowiczanka podbiła już Amerykę Północną. Spędziła 18 miesięcy w podróży, przejechała 13 tysięcy kilometrów. Podróż rozpoczęła na Alasce, skąd ruszyła w stronę Kanady. Następnie, już na terenie Stanów Zjednoczonych, przejechała trasę wzdłuż Gór Skalistych. Następnie dotarła do Meksyku, gdzie zakończyła pierwszy etap wyczerpującej podróży.

W styczniu 2019 roku rozpoczęła drugą część wyprawy. Tym razem Maria przejedzie przez Amerykę Środkową. Odwiedzi m.in. pasma wulkanów w Gwatemali i przeprawi się przez Kanał Panamski. Następnie czeka ją mordercza podróż wzdłuż zachodniego wybrzeża Ameryki Południowej, gdzie do samego końca będzie jej towarzyszyć liczące 9000 kilometrów pasmo Andów - najdłuższego łańcucha górskiego na świecie. Obecnie przebywa w Belize.

Póki co idzie bardzo dobrze - pisze Maria specjalnie dla nas prosto z Belize. -  Wjechałam do pierwszego kraju Ameryki Środkowej. Myślę że w przeciągu tygodnia uda mi się przekroczyć granicę z Gwatemalą. To bardzo niebezpieczna strefa i słyszałam że wiele gangów z Gwatemali napada przygraniczna ludność Belize, także turystów.  Będę musiała się dobrze przygotować żeby nie popełnić błędu i nie znaleźć się w złym miejscu o złym czasie. - dodaje.

>>> Katowice: „Czyszczą” książki z myślą o zdrowiu czytelników [AUDIO]

Tereny na granicach są bardzo ryzykowne, zwłaszcza dla samodzielnie podróżujących kobiet. Mimo tego Belize robi na Marii ogromne wrażenie. - Bezpieczny, przepiękny kraj, wspaniała dżungla i rafa koralowa. Mogę porównać jej stan z Meksykiem i muszę powiedzieć, że dzięki aktywnej ochronie przyrody, rafa w Belize jest w znacznie lepszym stanie, a życie morskie o wiele bardzie bujne. Niewiele dalej na północ jest gorzej ze względu na turystów - pisze Maria. - Wczoraj miałam szczęście pływać na rafie i oglądać nie tylko setki ryb, ale i żółwie morskie, olbrzymie płaszczki oraz rekiny. Także ludzie w Belize generalnie są bardzo dobrze nastawieni do turystów. Przede wszystkim nie ma blokady językowej,  bo prawie wszyscy tutaj mówią w minimum 3 językach: angielskim,  hiszpańskim i kreolski - opowiada podróżniczka z Katowic. Z relacji Marii wynika, że Belize to przepiękny kraj o różnorodnej kulturze. Miejscowa ludność jest z kolei niezwykle pozytywnie nastawiona.

- Celem mojego projektu jest zachęcanie ludzi, w szczególności kobiet, do wzięcia odpowiedzialności za swoje życie, do podróżowania, nauki i wspierania innych - mówi Maria - Nigdy nie żyłam i nie podróżowałam sama, bałam się nawet pojechać solo do innego województwa Rozmowy z obcymi to był dla mnie wiecznie ukrywany stres, nie mówiąc już o rozmowach z obcokrajowcami. Tymczasem przez półtorej roku przejechałam Amerykę Północną. Bez doświadczenia i prawie bez pieniędzy, ani razu nie zapłaciłam za nocleg w hotelu czy hostelu, spałam w namiocie lub hamaku, domach ludzi, którzy zaprosili mnie do siebie. Nauczyłam się 2 języków do poziomu bardzo komunikatywnego, w tym hiszpańskiego od samych podstaw i ze słuchu, zrobiłam międzynarodową licencję nurkową, pracowałam na wolontariacie z żółwiami morskimi, w szpitalu dla społeczności Indian w Chiapas w Ocosingo i dla kolektywu rowerowego w Guadalajara. Wzięłam udział w licznych rajdach rowerowych: na rzecz zdrowia kobiet i przeciw szerzącej się w Meksyku cukrzycy - dodaje.

>>> W Częstochowie i Sosnowcu do żłobków pójdą tylko zaszczepione dzieci

Dzięki tej wyprawie dowiedziała się, że niemożliwe nie istnieje. Choć przed podróżą nie znała ani jednego hiszpańskiego słowa, to właśnie w tym języku udzielała wywiadów w radiu, prasie i telewizji. Tak blisko poznała kulturę krajów, które odwiedziła.

Wyprawę finansuje całkowicie ze swoich środków. Pracowała dorywczo w budce z tacos, sprzedawała pocztówki z podróży. Pomagali jej również ludzie spotkani w drodze. Koszty takiego trybu życia są jednak spore. Jedzenie, picie, wizy i opłaty urzędowe, serwis rowerowy, a także... środki na wszechobecne komary - to tylko kilka spraw, które zaprzątają głowę podróżniczki z Katowic. Każdy z Was może ją wesprzeć i stać się częścią tej wyjątkowej wyprawy. W jaki sposób? Możecie zajrzeć na portal polakpotrafi.pl - tam więcej szczegółów.

Zobacz także: Zaginiona 31-letnia mieszkanka Bytomia odnaleziona martwa w Chorzowie [AKTUALIZACJA]

ZOBACZ WIDEO:

Podziel się opinią
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE