Jechać czy nie jechać, to pytanie często zadają sobie kierowcy, którzy dzień wcześniej wychylili kilka piw, a rano chcą wsiąść za kółko. Prewencyjnie lepiej jednak nie ryzykować, lub po prostu przebadać się alkomatem. Takie badanie teoretycznie wykonamy na każdej komendzie policji. Teoretycznie, bo z tym bywa różnie.
W dyżurce można usłyszeć np., że wszystkie alkomaty są używane w terenie lub właśnie pojechały do kalibracji albo akurat jest awaria. No i klops, co dalej? Pozostaje zaopatrzyć się we własny sprzęt, to jednak srogi wydatek, bowiem porządny alkomat kosztuje nawet kilkaset zł. Można też kupić za około 10 zł alkotest na stacji benzynowej. Choć jego wynik zawsze obarczony jest granicą błędu, która może nas kosztować utratę prawa jazdy.
Trzeźwość można też wyliczyć na dostępnych stronach internetowych, to jednak tylko algorytm matematyczny, więc też łatwo o pomyłkę. No bo kto dokładnie liczy ile kieliszków wypił, jak dużo przy tym jadł i o której zaczął i dokładnie skończył spożywać alkohol? Zostaje jeszcze indywidualny metabolizm.
Ale jest światełko w tunelu, bowiem w kolejnych komendach instalowane są alkomaty ogólnodostępne, do użycia których nie potrzebujemy zgody i pomocy policjanta. Na razie takie urządzenia zainstalowano dopiero w czterech komendach policji w całym województwie na 32 placówki. W dodatku wciąż próżno ich szukać w Katowicach, gdzie najwięcej osób ciągnie na imprezy, często zostając na noc.
Sprawdźcie w galerii, które komendy wyszły na przeciw kierowcom. Nie ma ich wiele, ale zawsze warto wiedzieć.