Spis treści
Historyczny wyczyn Sebastiana Witkowskiego
Poniedziałkowa emisja finału 155. serii "Jednego z dziesięciu", która przypadła na 5 października, przyniosła niesamowite emocje. Głównym bohaterem wieczoru okazał się Sebastian Witkowski. Mieszkaniec Blachowni w województwie śląskim pokonał rywali, ale przede wszystkim dokonał czegoś absolutnie bezprecedensowego w dziejach formatu.
Emerytowany wojskowy zgromadził imponujące 1016 punktów. Tym samym zdołał przebić barierę, która wydawała się nieosiągalna. Mając na uwadze, że teleturniej gości na antenie od 1994 roku, ten wyczyn po trzydziestu latach emisji jest naprawdę spektakularny.
Zaskoczenie za kulisami "Jednego z dziesięciu"
Najciekawsze w całej sytuacji jest to, że sam zwycięzca nie był świadomy skali swojego sukcesu. Jak przyznał w wywiadzie dla stacji TVP, o swoim rekordzie usłyszał dopiero po nagraniu od członka ekipy realizacyjnej.
Na początku potraktował te rewelacje z dużym dystansem, będąc przekonanym, że próg tysiąca punktów dawno już został przez kogoś przekroczony. Kiedy jednak fakty dotarły do niego w pełni, poczuł wagę tego historycznego osiągnięcia.
Sekret sukcesu rekordzisty z Blachowni
Triumfator z powiatu częstochowskiego wyjawił również tajniki swoich przygotowań. Zamiast spędzać czas wyłącznie na wertowaniu encyklopedii, postawił na analizę starych wydań teleturnieju.
Witkowski zauważył pewną prawidłowość – pytania potrafią wracać. Śledzenie archiwalnych starć okazało się strzałem w dziesiątkę i pozwoliło mu płynnie odpowiadać na zagadnienia, które innym mogłyby sprawić trudność.
Wysiłek opłacił się także finansowo. Oprócz głównej wygranej w wysokości 40 tysięcy złotych za triumf w finale, uczestnik zainkasował dodatkowe 10 tysięcy za zdobyte punkty, co dało mu okrągłą sumę 50 tysięcy złotych.
Dla mieszkańców Blachowni i okolic to powód do olbrzymiej radości. Mężczyzna ze Śląska udowodnił, że wielka wiedza może iść w parze z gigantycznym sukcesem w kultowym programie.